Forum
 

Pesković: Przeklinam po polsku

Boris Pesković (fot. drożdżal)Trafił na Roosevela jako ostatni z długiej listy graczy sprowadzonych do Górnika tego lata. Efekt? Imponujący. Kiedy stał w bramce Górnik nie przegrał w lidze meczu i stracił jednego gola. Na własnym boisku Peskovic nawet raz nie wyciągał jeszcze piłki z siatki, choć grał w czterech spotkaniach. Mieszka w Zabrzu, pięć minut jazdy samochodem od stadionu. Kilkanaście dni temu został szczęśliwym ojcem, zastanawia się na pozostaniem w Polsce na dłużej. W ostatniej kolejce ujrzał czerwoną kartkę, jednak w sobotę będzie mógł wyjść na boisko. Przeciwko klubowi, z którym pojechał na zgrupowanie przed pierwszym, ligowym meczem Zagłębia z Lechem Poznań.

- Zacznijmy od czerwonej kartki. Przeklina pan po polsku czy słowacku?

- To dwa różne tematy. Przeklinam już po polsku. Fajniejsze są wasze przekleństwa i częściej je od kilku lat słyszę. W Grodzisku jednak byłem bardzo kulturalny i sam się sobie dziwię, że wytrzymałem. Uwierzcie mi, nie było to proste. Gdybym przeklął na sędziego, od razu wywaliłby mnie z boiska, a nie pokazywał drugiej żółtej kartki.

- Trochę ich pan na koncie już ma.

- To prawda. Pięć kartek w sezonie to u mnie norma. Najczęściej dostaję je za grę na czas. W porządku, nie mówię, że piłkarz jest zawsze bez winy, ale czasami wydaje mi się, że oglądam kartki za nazwisko. Takie mecze jak w Grodzisku nie mogą się zdarzać się w lidze. Zresztą każdy widział, nie ma do czego wracać.

- Patrzę na pana poprzednie kluby i wychodzi na to, że w Polsce panu dobrze. Górnik jest już piąty.

- Bardzo dobrze, choć w zimie byłem już na Słowacji i myślałem, że moja przygoda z polską piłką dobiegła końca. Miałem iść do Bełchatowa, ale jeden znany menedżer załatwił to tak, że zostałem bez klubu. Potem zgłosiło się jednak Zagłębie i wróciłem. Teraz zastanawiamy się z Anią gdzie spędzić resztę życia. W Polsce czy na Słowacji.

- Od czego to zależy?

- Rozmawiam z Górnikiem na temat nowego kontraktu i nie ukrywam, że efekt tej rozmowy też będzie ważny. W Polsce jestem ponad pięć lat. Anię poznałem w Szczecinie, w czerwcu weźmiemy ślub, niedawno zostałem ojcem. Czuję się tutaj dobrze. Sportowo? Na Słowacji nie ma atmosfery dla piłki. W dużej Bratysławie chodzi na mecze po 3-4 tysiące ludzi. Wyjątkiem jest Trnava, gdzie czasami jest 10000 kibiców. W Polsce wygląda to inaczej. Na Górniku grałem wszystkie mecze przy komplecie widzów. Wygląda to kapitalnie, gra się świetnie. Co jeszcze? W polskiej lidze lepiej się zarabia, a w piłkę nie gra się wiecznie.

- To dlatego Sosnowiec opuścił pan „za pięć dwunasta”.

- Jak ktoś mnie zna, to wie, że ufam ludziom. Dla mnie słowo rzecz święta, a po słowie byłem z działaczami Zagłębia w sprawie nowego kontraktu. Wszystko było przygotowane, pojechałem na zgrupowanie przed meczem z Lechem... Nie chcę już wchodzić w szczegóły, ale zaproponowano mi coś zupełnie innego niż wcześniej się umówiliśmy. Problemy tak naprawdę zaczęły się w chwili zmiany właściciela klubu. Te pół roku to był dobry okres. Grałem praktycznie całą wiosnę, awansowaliśmy do ligi, była fajna grupa piłkarzy. Zachowano się jednak wobec mnie nie w porządku. Dlatego w sobotę zagram w Górniku przeciwko Zagłębiu, a nie odwrotnie.

- Nie bał się pan, że nie znajdzie klubu?

- Nie. Wolałem kilkanaście dni trenować samemu. Wiedziałem, że ktoś zadzwoni.

- Pewnie pan nie żałuje.

- Na pewno. Każdy z nas ma wrażenie, że rodzi się tutaj coś nowego z wielkimi szansami na sukces. Ton widać na każdym kroku.

- Chwali pan grę w polskiej lidze, ale spotkań i sukcesów zbyt wiele pan na koncie nie ma. Poza dwoma awansami do ligi.

- Awans Świtu i Zagłębia to dwie różne sprawy, ale do Nowego Dworu wolałbym nie wracać. Ten ostatni sprawił mi więcej satysfakcji. Liczba spotkań? W Świcie rywalizowałem z Malarzem, w Widzewie z Fabiniakiem, w Szczecinie z Radkiem Majdanem. W tym ostatnim klubie układ był czytelny. Wiedziałem, że będzie bronił Radek, innej możliwości nie było. Pozostała dwójka? Fajnie, że bronią i stale się rozwijają. To jest teraz najważniejsze.

- Kończąc wątek bramkarski, pan wyżej ceni Boruca czy Kuszczaka. Obaj bronią w Lidze Mistrzów, obaj walczą o miejsce w kadrze.

- Numer jeden to Boruc. Zasłużył sobie na taką opinię. Kuszczak? Chyba więcej czytałem i słyszałem jego opinii na różne tematy niż widziałem go w bramce. To nie jest złośliwość, ale chciałbym, by więcej bronił. Trudno go ocenić po kilku meczach w sezonie.

- Wróćmy z Ligi Mistrzów do ekstraklasy. Kto wygra w sobotę?

- Na pewno jesteśmy faworytem. Gramy u siebie, pewnie będzie pełny stadion, w składzie zabraknie tylko, albo aż Jurka Brzęczka. Zespół mamy na pewno lepszy i będziemy grali „swoją” piłkę. Wygra Górnik.

- Blok defensywny Górnika to mieszanka rutyny i młodości. Pana faworyt?

- Rutyniarzy chwalić nie muszę, bo ich każdy zna. Młodzież? Papiery na granie na pewno ma Mariusz Pawelec. Gra najczęściej, widzę go na treningach. Będzie z niego piłkarz.

- Córka daje spać?

- Nie ma problemu. Śpi dobrze. Najgorsze jest wstawanie o siódmej, tym bardziej, że ze Szczecina przywiozłem jeszcze suczkę Emi. To terrier, z którym trzeba rano wyjść. Zresztą nie tylko raz. Zaraz biorę wózek, pieska i idziemy na spacer. Jestem wtedy bardzo szczęśliwym człowiekiem.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online