Forum
 

Płatek: Górnik to moje trenerskie marzenie

W polskiej lidze jako zawodnik zagrał ledwie w czterech meczach. Stosunkowo dawno, bo niemal dokładnie dziesięć lat temu. Dla wielu do wiosny ubiegłego roku był postacią anonimową. Potem? Awans z Jagiellonią do ekstraklasy, bardzo udana runda jesienna, w której jedenastka z Białegostoku okazała się najlepszym beniaminkiem i problemy z uzyskaniem licencji na prowadzenie drużyny. Artur Płatek przebojem pojawił się na krajowym rynku trenerskim. Dokładnie dwadzieścia lat po tym, jak jego ojciec Andrzej Płatek w roli drugiego trenera zdobył z Górnikiem Zabrze mistrzostwo Polski. Co wtedy robił Artur? Miał siedemnaście lat i grał w zespole juniorów zabrzańskiego klubu.

Protekcji nie było

- W drużynie juniorów grałem między innymi z Darkiem Kosełą. Byliśmy wicemistrzem Polski. Pierwszy zespół? To były gwiazdy polskiej piłki, czułem przed nimi wielki respekt. Iwan, Urban, Pałasz, Cebrat... Tylko z Jackiem Grembockim i Ryśkiem Cyroniem miałem wtedy bliższy kontakt – wspomina Płatek.

Rodzina mieszkała wtedy na osiedlu Janek w dzielnicy Makoszowy. To dlatego Artur pierwsze treningi zaczął w miejscowej Walce. Jako starszy trampkarz przeniósł się do Górnika. Doszedł do rezerw, został ich kapitanem. Nie zagrał jednak nawet jednego ligowego meczu w barwach Górnika. – Czy to jest sportowa porażka? Na pewno. Byłem z tym klubem związany od zawsze. Tata był asystentem trenerów Kostki, Ćmikiewicza i Piechniczka. Górnik, jego problemy i sukcesy były w naszym domu tematem dyżurnym. Może zabrakło talentu... Na pewno nie pracowitości. Dziś myślę, że przede wszystkim nie trafiłem na trenera, który pomógłby mi przełamać pewną barierę, uwierzyć w siebie. Miałem z tym problem, a dziś widzę to u wielu piłkarzy, którzy bardzo chcą, a jednak mają problem, by w lidze zaistnieć. Płatek-junior może jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że nic nie zawdzięcza protekcji ojca. Może wystarczyłby jeden telefon, jedna rozmowa... – Nie wiem czy ojciec z kimś rozmawiał. Proszę jego zapytać. Między nami nigdy takiej rozmowy nie było. Do dziś nie wiem czy kiedykolwiek zapytał na przykład trenera Kostkę jakie mam szanse na grę w pierwszej jedenastce Górnika. Wcześniej jednak ojciec wyjechał pracować do Tunezji. Z żoną i młodszą siostrą obecnego trenera „Jagi”. – Zostałem w kraju, wychowywałem się wtedy u babci. Chodziłem do technikum górniczego, trenowałem w Górniku, więc nie chciałem wyjeżdżać z Polski.

Miesiąc w ekstraklasie

W pierwszej połowie lat 90-tych Górnik przeżywał burzliwy okres. W sezonie 1993/94 kolosa na glinianych nogach, zarządzany przez prezesa Władysława Kozubala walczył nawet o mistrzostwo Polski. Jesienią trenerem drużyny był Henryk Apostel. Płatek grał w rezerwach. Jednak zimą szkoleniowcem pierwszego zespołu został Hubert Kostka. – W sparingach grałem regularnie. W każdym meczu. Tomek Hajto leczył wtedy kontuzję. Jak wyglądała nasza obrona? Hajto, Mirek Staniek, Tomek Wałdoch i Piotr Jegor, a był jeszcze Jacek Grembocki. Byłem pełen nadziei, ale przed pierwszym meczem trener Kostka powiedział, że nie będę grał. Tomek Hajto wyzdrowiał... Powiedziałem, że chcę odejść i trafiłem do Polonii Bytom.

Artur Płatek miał już wtedy dom kupiony w Zabrzu, blisko stadionu, w sąsiedztwie Marcina Bochynka. – Czy gołębie trenera lądowały na mojej działce? Czasami pewnie tak – śmieje się Płatek. – Czasami pogadamy, ale tak rzadko bywam od kilku lat w domu... W lidze w końcu zadebiutował. Cztery lata później, już jako piłkarz Rakowa Częstochowa. 7 marca 1998 roku przeciwko Petrochemii Płock. Zagrał między innymi z Tomaszem Kiełbowiczem w wyjściowej jedenastce, a przeciwko Radosławowi Sobolewskiemu. – Kariera? Nie żartujmy. Skończyło się na czterech meczach. Po przegranej 0-2 na Legii trener posądził kilku z nas o sprzedanie meczu. Powiedziałem głośno co o tym myślę i zostałem przesunięty do rezerw. To cały czas był marzec, więc moja ligowa przygoda trwała wyjątkowo krótko – wspomina wydarzenie sprzed blisko dziesięciu lat.

Zaczęło się od butów

Wróćmy jeszcze do Zabrza. To na Roosevelta zaczęła się przyjaźń Płatka z piłkarzem, który zrobił karierę nieporównywalnie większą od niego, a dzięki któremu ma za sobą kilkanaście wizyt w niemieckich klubach i staże w Bochum oraz Schalke 04. Tomasz Wałdoch był świadkiem na jego ślubie, jest ojcem chrzestnym jego 7-letniego syna. – Jak to się zaczęło? Tomek trafił do Górnika i nie grał jeszcze w pierwszej jedenastce. Pojechaliśmy z zespołem rezerw na jakiś mecz sparingowy do wioski za Gliwicami. Tomek nie miał butów, ja wziąłem dwie pary, w tym jedne „nówki”. Powiedziałem „nie ma to bierz”. Był zaskoczony. Pogadaliśmy po meczu, spotkaliśmy się kilka razy i trwa to do dziś. Pamiętam jak żółtym „maluchem” jeździł na do Gdańska, potem pożyczałem mu moją Ładę... Cały czas jesteśmy w kontakcie. Dlatego zadzwoniłem do Tomka, kiedy Jagiellonia walczyła o ligę. Chyba nie mógł mi odmówić – śmieje się Płatek. – Czy pomógł? Bardzo. Dla naszej młodzieży możliwość grania z nim i możliwość wspólnego trenowania to doświadczenia na lata. Tylko trzeba chcieć z nich skorzystać. W rezerw Rakowa wyjechał do... Niemiec. Mający dobre kontakty Krystian Mucha załatwił mu grę w trzeciej lidze, w klubie Wilhelmshaven. Do dziś gra tak Grzegorz Lekki. Płatek uczył się niemieckiego, a po dwóch latach dostał oferty z Ahlen i Siegen. – Wybrałem Siegen. Byli liderem ligi z dwunastoma punktami przewagi. Podpisałem kontrakt w przerwie zimowej i czekałem na drugą ligę. Tymczasem wiosną całą przewagę zaprzepaścili. Grałem tak dwa lata. Potem było VfL Hamm. Już czwarta liga, gdzie zostałem drugim trenerem i szkoliłem młodzież. Płatek powoli kończył grać w piłkę. Wciągał go zawód trenera. Zaczynał się nowy rozdział jego życia.

Trener od 1994

- Powiedziałem mu kiedyś, że piłkarzem był przeciętnym, ale ma wszelkie dane by zostać świetnym trenerem. I tak będzie. Przecież on dopiero zaczyna, a w Białymstoku naprawdę byłem pod wrażeniem tego co i jak robi – twierdzi Wałdoch, sam pracujący z młodzieżą w Schalke 04. Płatek w 2005 roku miał propozycję zostania asystentem Uwe Rappoldera w FC Koeln. – Byłem na telefonie. Prezes uznał jednak, że skoro jest Podolski, Sinkiewicz i jeszcze jeden Polak, to czwarty nie jest mu potrzebny.

Do Polski wrócił nieco przypadkowo. Na jednym z kursów poznał Dariusza Kubickiego. To on zadzwonił z propozycją, by Płatek został jego asystentem w Polonii Warszawa. Za nim trafił potem do Łęcznej, gdzie pierwszy raz samodzielnie poprowadził zespół w kilku meczach ligowych. Miał też zostać asystentem Krzysztofa Chrobaka, ale kilka dni przed nominacją zmienił się w Łęcznej prezes. Z nowym Płatek nie żył najlepiej. Już wcześniej mieli inny pogląd na szkolenie młodzieży. Po jego nominacji nie miał wątpliwości, że będzie musiał odejść. – Pewnie gdyby nie ta decyzja nie byłbym dziś w Białymstoku. Papiery trenerskie zdobył w... 1994 roku! Skończył AWF w Katowicach, miał pierwszą klasę trenerską i mógł w ówczesnych realiach prowadzić zespół pierwszej ligi. Dziś nie może. – Kiedy tata był trenerem nie bardzo mnie to interesowało. Z czasem wiedziałem, że to będzie mój pomysł na życie. Czy rozmawiamy? Złe słowo. My się na tematy szkoleniowe wyłącznie kłócimy. To nie jest merytoryczna dyskusja, z której coś wynika. On wie swoje, ja wiem swoje, ale jest sympatycznie. Pochwalił mnie i Jagiellonię tylko razy, po meczu z Legią w Warszawia. Akurat moim zdaniem graliśmy tego dnia słabo...

Nie chce wywoływać burzy

Wałdoch załatwił Płatkowi kilka stażów. Widział z bliska jak Schalke trenuje pod okiem czterech trenerów. Między innymi Juppa Heyckessa, który s Realem wygrał Ligę Mistrzów. Byli też Huub Stevens, Ralf Rangnick i Mirko Slomka, a w Bochum Marcel Koller. – Nie oglądałem tych zajęć z trybun. Prowadziłem rozgrzewkę, z kilkoma trenerami rozmawiałem potem, pytałem co i dlaczego. To podstawa. Można być na treningu Chelsea, ale jak nie wie się co trener chciał konkretnymi zajęciami osiągnąć, to można sobie tylko popatrzeć. Licencja pro... Nie chcę jeszcze raz wywoływać burzy, ale system nie jest zdrowy. Na jednych zajęciach siedzi obok siebie kilku trenerów. Słuchają tego samego, a dostają potem różne licencje. Jednego z bardzo doświadczonych trenerów zapytałem: - Pan prowadził kadrę w meczu z zespołem klasy światowej. Proszę opowiedzieć o taktyce, ustawieniu, rozpoznaniu rywala. Chcę słuchać i się uczyć. Niewiele się dowiedziałem... Ja cały czas walczę, by dostać pozwolenie prowadzenia Jagiellonii w rundzie wiosennej, choć może mniej będę o tym mówił. Propozycję z Białegostoku dostał podczas stażu w Bochum. Zadzwonił Andrzej Krzyształowicz i powiedział, że „Jaga” pytała o Płatka. Następnego dnia miał być w Warszawie na rozmowie. Była krótka. Dwa miesiące pracy i awans, albo rozstanie. Działo się to 20 kwietnia 2007 roku. – „Jaga”? Bardzo podnieśliśmy motorykę, a w wypadku takiego zespołu to podstawa ewentualnych sukcesów. Numer jeden w tym zespole – piłkarsko – to Alek Kwiek. To dla mnie reprezentant Polski, piłkarz lepszy od Murawskiego. Powiedziałem mu w oczy, że ma dwie drogi. Za trzy lata będzie grał za grosze w klubie trzeciej ligi i nikt go nie będzie znał, a może być kadrowiczem i piłkarzem dobrego, zachodniego klubu. Jego wybór.

Odskocznia w Paniówkach

Płatek pamięta życie piłkarzy sprzed dwudziestu lat, dziesięciu... – Wielki Górnik potrafił się bawić. Słyszałem co opowiadał ojciec. Byli jednak piłkarzami z najwyższej półki, poza tym inna była piłka. Dziś biega się tak dużo, że balowanie przejdzie na bardzo krótko. Nikt tego nie pogodzi. Są za to inne zagrożenia. Choćby hazard. Jednego takiego w drużynie mam. To uzależnienie.

Jak zawód trenera? W 2005 roku założył z Marcinem Broszem szkółkę piłkarską w Knurowie. Szkolił tam między innymi jego ojciec. Dziś działa też druga szkółka w Paniówkach. Po zwolnieniu z Łęcznej Artur Płatek przez cztery miesiące też szkolił w niej dziaciaki. – Dlaczego? Lubię to. Jak zaczynałem w Paniówkach to było na treningu dziewięciu chłopaków. Do kwietnia przybyło ich cztery razy więcej. Dla nich to pasja, a dla mnie wielka satysfakcja. I – nie ukrywam – przygotowane miękkie lądowanie. W tym zawodzie traci się pracę z dnia na dzień, a nie chciałbym wypaść z rytmu. Zawsze mogę nam pójść, ubrać dres i poprowadzić zajęcia. Czy Górnik to moje trenerskie marzenie? Teraz ma świetnego fachowca, tematu więc nie ma, ale... Mam 38 lat, z mojego domu niemal widać maszty na stadionie. Ojcu nie udało się poprowadzić pierwszej drużyny. Ja? Tak, chciałbym kiedyś zostać szkoleniowcem Górnika.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online