Opadłe skrzydła Górnika

Gra bokami miała być wielkim atutem zabrzan. Tymczasem w dotychczasowych meczach to „skrzydła” zawiodły najbardziej.
Jeszcze wczoraj na Roosevelta trwała analiza niedzielnych derbów z Ruchem. Górnik znalazł się na równi pochyłej. Przegrał siedem kolejnych spotkań (liga i Puchar ekstraklasy), w lidze na niewielką przewagę nad grupą drużyn zagrożonych spadkiem. Już wiadomo, że dziś przeciwko Cracovii w Pucharze Ekstraklasy nie zagra wielu piłkarzy podstawowej jedenastki. Między innymi Pawelec, Peskovic, Pavlenda, Magiera, Brzęczek i Zahorski. Górnik wszystkie siły koncentruje na sobotnim meczu z Jagiellonią, niespodziewanie jednym z najważniejszych w pierwszej fazie rundy rewanżowej.

To spotkanie ma dać odpowiedź na pytanie, ile są warte „zabrzańskie boki”, które w zamyśle trenera Ryszarda Wieczorak miały być najgroźniejszą bronią Górnika. W systemie gry, który preferuje szkoleniowiec zabrzan, to skrzydła mają decydować o sile gry ofensywnej. Tak było w kilku jesiennych meczach. Dziś? W meczu z Lechem poprawnie zagrał Piotr Madejski. Konrad Gołoś na pewno zawiódł. W niedzielę obaj – zdaniem Ryszarda Wieczorka – zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Do tego doszedł zagubiony na prawej obronie Patrik Pavlenda. Zagubiony, osamotniony, ale też popełniający rażące błędy. Coś, co miało być największą siłą Górnika, dziś kompletnie nie funkcjonuje. W efekcie Tomasz Zahorski, mający „żyć” z piłek bocznych pomocników traci na boisku połowę swojej wartości, a Górnik ma problem ze stwarzaniem okazji podbramkowych.

Dlaczego „boki” Górnika nie funkcjonują jak należy? Na pewno większe są oczekiwania po Konradzie Gołosiu, wypożyczonym z Wisły do Zabrza do końca tego sezonu. Tym bardziej, że nadal nie zapadła decyzja czy Gołoś zostanie w Zabrzu. A nie jest to decyzja prosta, skoro za piłkarza trzeba zapłacić Wiśle około 1,2 miliona złotych. Gołoś poniekąd jest usprawiedliwiony. Niemal całą zimę leczył kontuzję, stracił większość okresu przygotowawczego, a w niedzielę nie powiedział, że ma podwyższoną temperaturę. – Często z nim rozmawiam. Czasami ambicja wręcz go zżera, ale on naprawdę potrafi grać w piłkę. Tylko trzeba jego potencjał wykorzystać dla drużyny – twierdzi Jerzy Brzęczek. Jeżeli nie Gołoś, to w odwodzie są Piotr Malinowski i Marius Kiżys. Lewa strona to Piotr Madejski, który trafił do Zabrza ponad roku temu z Arki Gdynia, gdzie nie wywalczył miejsca w pierwszej jedenastce. W Górniku grał dobrze, ale już jesienią pojawiało się pytanie, czy Madejski ma potencjał, by wybić się ponad ligową średnią. W końcu Górnik już za 1-2 lata chce grać w absolutnym czubie ligi, choć jest to odważna deklaracja. Jeżeli próbą „ognia” miał być mecz z Ruchem, grany dla 40000 ludzi, to Madejski na pewno do udanych nie może jej zaliczyć. Zabrzanie zresztą nie wykluczają, że latem Madejski zostanie sprzedany za ponad milion złotych do Szkocji, lub Anglii (druga liga), gdzie kilka klubów wyraziło zainteresowanie pochodzącym z Krakowa pomocnikiem. Alternatywa? Dariusz Stachowiak, który już zimą został wystawiony na listę transferową. Boki zabrzan przypominają dziś „opadłe skrzydła”. Kiedy się podniosą? Mecz z Jagiellonią Górnik gra już w sobotę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online