Moje życie z Górnikiem

Michał ProbierzSobotnie spotkanie z Górnikiem przy Olimpijskiej dla Michała Probierza - trenera Polonii - będzie wydarzeniem nie tylko sportowym. Będzie też swoistą „podróżą sentymentalną”, bo przecież osiem lat piłkarskiej kariery upłynęło mu właśnie w klubie z Roosevelta. W Zabrzu chodził do szkoły, zdawał maturę, zaczynał też pracę trenerską. To trzecie miasto w „magicznym życiowym trójkącie”: po Bytomiu (miejsce urodzenia i wychowania) i Chorzowie (ligowy debiut, pięć lat gry w ekstraklasie).

- Zacznijmy od pierwszego pańskiego „zawodowego” kontaktu z Zabrzem. Ma pan 15 lat, jest piłkarzem Rozbarku Bytom i...
- ... i jeden z trenerów tego klubu proponuje mi sprawdzian w Gwarku Zabrze. Jasiu Kowalski wziął mnie wtedy na próbę. Jeździłem tam przez cały miesiąc, dwa razy dziennie z Łagiewnik, choć nie musiałem. Nie opuściłem żadnego treningu i po tym okresie zostałem przyjęty, chyba... za ambicję.

Do Zabrza przez Chorzów

- Z Gwarka najprostsza droga zdawała się wieść do Górnika. Tymczasem pan wylądował w... Ruchu Chorzów. Jak to się stało?
- Bo w wieku 17 lat dostałem propozycję wyjazdu do Niemiec. To był wyjątkowo nietrafiony pomysł, nie tylko z tego powodu, że wracałem stamtąd... autostopem. Trener Kowalski raz jeszcze przyjął mnie do Gwarka, ale już wtedy Jerzy Wyrobek - który wcześniej parokrotnie oglądał mnie w różnych meczach - zaproponował mi przejście do Ruchu. W Górniku wtedy nie stawiano na młodych. I choć Jan Kowalski już wiedział, że za chwilę zostanie szkoleniowcem przy Roosevelta, nie blokował mi przejścia do Chorzowa. Decyzja była trudna, ale jej nie żałuję, bo dzięki niej zadebiutowałem w ekstraklasie w wieku 17 lat.

- Na Roosevelta trafił pan natomiast 7 lat po rozstaniu z Gwarkiem...
- To już było po okresie gry w Niemczech. Mój serdeczny przyjaciel, ... Górecko, zaproponował najpierw Stanisławowi Ośliźle, a potem trenerowi Henrykowi Apostelowi, by mnie sprawdzili. Potrenowałem kilka dni, pozamykałem swoje sprawy za granicą i... podpisałem kontrakt w Zabrzu.

Gęsia skórka

- Przychodził pan „z łatką” byłego gracza Ruchu...
- I początki były rzeczywiście trudne, bo tak mnie postrzegano i często to wypominano. Nie chodziło wyłącznie o samych kibiców, ale i o niektóre osoby z klubem związane i w nim pracujące. Człowiek to „czuł przez skórę”. Tym bardziej więc sobie cenię przyjęcie, jakie mi zgotowano już po odejściu z Górnika.

- To znaczy?
- Po raz pierwszy zostałem zaszokowany, gdy przyjechałem do Zabrza z Pogonią Szczecin, jesienią 2004 roku. Kibice wywiesili wtedy transparent: „Michał, witaj w domu”. Potem zaś zdarzyła się rzecz jeszcze bardziej niesamowita. Kiedy wyszedłem na murawę przy Roosevelta jako trener Widzewa, czekał na mnie napis: „Są ludzie, którym należy się szacunek - Michał Probierz”. Chyba jedyny raz w życiu po prostu nie wiedziałem, jak się zachować. To było chyba najmilsze przeżycie w mojej przygodzie z piłką. Do dziś - na samo wspomnienie - dostaję gęsiej skórki.

Z pączkami u pani Poli

- Wróćmy jednak do „górniczych” początków. Klub nie był chyba w tym czasie przykładem doskonałej organizacji?
- Faktem jest, że - wracając z Niemiec - przyzwyczajony byłem do tamtejszego „ordnungu”. O tych pierwszych latach w Górniku mówię więc po prostu „ciekawy okres”. Na czele stał wtedy Stanisław Płoskoń, na którym dziś wielu wiesza psy. A ja go będę bronić, bo zawodnicy nie powinni narzekać. Zawsze był na miejscu, kiedy przeżywali „życiowy przełom”. Wypłacał „becikowe”, 1000 zł na wózek, pomagał w trudnych sytuacjach. Zdarzało się, że jeden czy drugi chłopak zbłądził, ale on nigdy nikogo od razu nie przekreślił. A że był bezpośredni? Że mówił: „lepiej sobie nawzajem przyp... niż się oszukiwać”? To wcale nie była zła filozofia. Na sporcie rzeczywiście się nie znał, ale znał się wspaniale na biznesie. Dzięki niemu klub przeżył kilka lat.

- Niekoniecznie jednak „różowych”...
- Kiedy miał problemy w interesach, rzeczywiście bywały poślizgi. Kiedyś nie płacił nam przez pięć miesięcy. W tamtym momencie dla niektórych to była tragedia - musieli się zapożyczyć, by przeżyć. Ale kiedy w końcu te pieniądze z klubu dostali - a dostawali zawsze - okazywało się to doskonałą formą... oszczędzania.

- Ponoć zaopatrywał pan wtedy zabrzan w... pączki?
- Rzeczywiście, w moich rodzinnych Łagiewnikach była doskonała cukiernia. Jej właściciel był kibicem Ruchu, ale nie miał nic przeciwko temu, by jego pączkami zajadano się przy Roosevelta. Woziłem je więc do Zabrza, spotykaliśmy się na kawie u pani Poli. Każdy klub ma takich ludzi, wiernych mu przez lata. W Polonii teraz jest na przykład pani Miecia.

W Górniku i przeciw Górnikowi

- Nie grał pan w Górniku o medale, o mistrzostwo Polski...
- Ale chwil triumfu nie brakowało. Ta najważniejsza - to chyba skuteczna walka o utrzymanie w sezonie 1999/2000. Na trzy kolejki przed końcem już nikt nie dawał nam szans na utrzymanie. Tymczasem wygraliśmy 3-1 z ŁKS-em i 4-0 z Lechem, „utarliśmy nosa” fachowcom, a ja wtedy zaliczyłem w tych meczach... siedem asyst. Równocześnie kończyłem też w Zabrzu szkołę, zdawałem maturę. Wtedy też kiełkowała myśl o możliwości zostania trenerem. I traf chciał, że w tej materii też Górnik jest ważny. Bo przecież to prezes Zbigniew Koźmiński zaproponował mi stanowisko grającego asystenta Waldemara Fornalika. Wiele się od niego w tym okresie nauczyłem.

- Osobny rozdział to mecze „po drugiej stronie barykady”, czyli przeciwko Górnikowi.
- Ten najbardziej pamiętny niesie ze sobą dość dramatyczną historię. To była inauguracja sezonu 1993/94, kilka dni przed nią - na wakacjach - nagle zmarł ówczesny sponsor, prezes i przyjaciel Ruchu, Andrzej Biskup. Zawzięliśmy się wtedy w szatni, powiedzieliśmy sobie, że gramy właśnie dla niego. I wygraliśmy z Górnikiem 3-1. To była wtedy na długie miesiące jedyna porażka zabrzan w lidze, w rundzie jesiennej już więcej nie przegrali.

Takie przysługi się pamięta

- W 1989 roku był pan piłkarzem Gwarka. Ruch grał wówczas mecz decydujący - jak się okazało - o mistrzostwie Polski właśnie przy Roosevelta. Był pan na nim?
- Oczywiście, pamiętam wszystkie szczegóły. Że Rysiek Kołodziejczyk obronił karnego wykonywanego przez Ryśka Cyronia, że Darek Gęsior strzelił zwycięskiego gola dla „Niebieskich”...

- Nie o to chciałem zapytać. Interesuje mnie, po której stronie stadionu siedział wówczas 17-letni Michał Probierz, nie znający przecież jeszcze swej przyszłości?
- Rzeczywiście, mogłem wówczas wylądować i w jednym, i w drugim klubie - w obu przypadkach „coś było na rzeczy”. Generalnie chłopcy z Gwarka mieli wówczas wejściówki na trybunę główną, więc... mogę powiedzieć, że nie siedziałem po żadnej ze stron.

- Ruch i Górnik wciąż przewijają się w naszej rozmowie, czemu oczywiście trudno się dziwić. Pamiętam na przykład taki mecz zabrzan w Jaworznie ze Szczakowianką, od którego zależało ligowe „być albo nie być” Ruchu. Michał Probierz, zawodnik Górnika, wypluwał wówczas na boisku płuca, by pomóc „Niebieskim”...
- Do dziś pamiętam, że „Niebiescy” pomagali też nam. Nie na zasadzie żadnych niezdrowych układów, pieniędzy... Po prostu - dobrze robili swoją robotę. Rozmawiałem osobiście wtedy z Mariuszem Śrutwą, z innymi zawodnikami, z prezesem Rogalą, prosiliśmy o pomoc. W sezonie 2000/01, kiedy znów walczyliśmy o utrzymanie, Ruch wygrał wtedy ważne wyjazdowe mecze z Orlenem Płock i Ruchem Radzionków. Gdyby nie to, być może Górnik spadłby z ligi... Takie przysługi się pamięta.

- Teraz trzeba będzie stanąć naprzeciwko Górnika...
- Nie pierwszy raz. Prowadziłem już przecież Widzewa w spotkaniach przeciwko zabrzanom. Cóż, trener pracuje tam, gdzie go chcą, i gdzie ma coś do zrobienia. A tu w Polonii jest naprawdę fajna grupa ludzi, która chce - i może - coś osiągnąć w piłce.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online