Jak Górnik Zabrze jedyny raz spadł z ekstraklasy

To był najsmutniejszy maj w dziejach zabrzańskiego klubu. 30 lat temu Górnik jedyny raz w swojej historii spadł z ekstraklasy. I to mając w składzie dobrych piłkarzy i doświadczonych trenerów na ławce. 

W sezonie 1976/1977 Górnik zajął w lidze trzecie miejsce. Kolejny sezon zaczął jednak słabo. W grudniu 1977 roku, po zakończeniu rozgrywek, zwolniony został trener Hubert Kostka. Zastąpił go równie ceniony fachowiec Władysław Żmuda, który mógł się pochwalić dopiero co zdobytym tytułem ze Śląskiem Wrocław.

Wersja Kostki

Po latach Kostka tak to wspominał: - Klub staczał się wtedy po równi pochyłej. Udało się to na krótki czas zahamować i w 1977 roku zagraliśmy nawet w Pucharze UEFA. W grudniu tego roku ukazał się w "Trybunie Robotniczej" wywiad z prezesem Górnika Klonowskim, który wyrażał się o mojej pracy w samych superlatywach. W tym samym dniu wygraliśmy z Widzewem 2:0 i zespół był w środku tabeli. W poniedziałek prezes wezwał mnie do siebie i zostałem zwolniony. Nie znam do dziś przyczyn. To był jednak słaby i przypadkowy prezes.

W wersji Kostki są jednak nieścisłości.

Dotarłem do wspomnianej publikacji w "Trybunie Robotniczej". Nie był to wywiad, ale artykuł na temat sportu w Zabrzu. Dziennikarz pisał: "Mówi się wprost o konflikcie w drużynie, o nieporozumieniach zawodników z trenerem, który jest bardzo wymagający i konsekwentny, ceni dyscyplinę".

Prezes klubu Zbigniew Klonowski odpowiadał: "Nie ma co ukrywać, konflikt w drużynie jest i staramy się problem rozwiązać. Dzięki dobrej pracy trenera Huberta Kostki ubiegłej zimy, zespół w jesiennych rozgrywkach ligowych błyszczał, a Zygfryd Szołtysik był prawdziwym dyrygentem. Jesienią [mowa o sezonie 1977/1978 - przyp. red.] nie starczyło mu już sił, gra słabiej, odbija się to na całej drużynie. Szukamy wartościowego następcy, sprawa nie taka prosta. Wierzę, że będzie lepiej już na wiosnę. Po raz pierwszy od wielu lat mamy dobrze ustawioną pracę szkoleniową w tej sekcji".

Trudno doszukiwać się w tej wypowiedzi samych superlatyw pod adresem trenera. Poza tym, Górnik nie był w środku tabeli, ale na dwunastym miejscu (15 pkt. w 19 meczach) i miał tylko punkt przewagi nad 16., ostatnią Pogonią Szczecin.

Fachowiec, ale konfliktowy

Górnik, choć nie tak mocny, jak na początku dekady, miał wciąż silny skład. Bramkarzem był rezerwowy MŚ 74 Andrzej Fischer, na środku obrony grali wielokrotni reprezentanci Jerzy Gorgoń i Henryk Wieczorek, w środku pomocy występował Szołtysik, w ataku ocierający się o kadrę Stanisław Gzil. Solidnymi ligowcami byli Bernard Jarzina, Adam Popowicz, Jerzy Radecki, Ireneusz Lazurowicz i Józef Kurzeja. Talentem błyszczeli Joachim Hutka, Andrzej Pałasz, Edward Socha i Erwin Szymura. Taki zespół nie miał prawa zlecieć z ligi!

- Byliśmy w tamtym sezonie naprawdę słabi. Zupełnie nam nie szło. Każda szansa rywali kończyła się golem, a nam nawet pięć-sześć okazji nie wystarczało - wspomina Wieczorek. - Kostka? Bardzo dobry fachowiec, chociaż konfliktowy był zawsze. Atmosfera może rzeczywiście nie była najlepsza, ale na boisku nie graliśmy przeciwko trenerowi - zarzeka się były gwiazdor Górnika.

Głosno było jednak o tym, że Kostka miał przeciwko sobie grupę starszych zawodników z Szołtysikiem na czele. Kostka i Szołtysik byli kolegami z boiska w czasach największych sukcesów klubu. 35-letni już wtedy "Zyga" miał odejść z klubu w przerwie zimowej. Po dymisji trenera został jednak na wiosenną rundę.

Siadła im psychika

W 22. ligowej kolejce, po porażce 0:1 z Odrą w Opolu, Górnik spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Nie opuścił go już do końca rozgrywek.

Zabrzanie w sezonie 1977/1978 tracili punkty w kuriozalnych okolicznościach. W meczu z Szombierkami Bytom przegrali po golu Stanisława Grzywaczewskiego z 40 metrów. Rywal uderzył piłkę, która skozłowała tuż przed bramkarzem Andrzejem Fischerem, przelobowała go i niespodziewanie wpadła do siatki. W spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec najbardziej doświadczony w zabrzańskiej ekipie Szołtysik nie wykorzystał rzutu karnego. Piłka poszybowała półtora metra nad poprzeczką! Podczas gry z Arką Gdynia Gorgoń strzelił samobójczego gola.

Spadek grającego w ekstraklasie nieprzerwanie od 1956 roku Górnika został przesądzony w przedostatniej kolejce, po porażce na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław. Mecz oglądało zaledwie trzy tysiące kibiców.

- Zabrakło w zespole waleczności, z jaką później zetknąłem się na przykład w Widzewie. Zawodnikom Górnika wyraźnie siadła psychika. Byli przyzwyczajeni, że zawsze grają o wysokie miejsca w tabeli. Tym razem musieli bronić się przed spadkiem i nie wytrzymali tego - uważa trener Żmuda.

Przed degradacją broniło się pół ligi, w tym wszystkie zespoły z naszego regionu; oprócz Górnika także Ruch, Polonia, Szombierki i Zagłębie. Swoich zwolenników miała teoria, według której przeciwko Górnikowi zawiązała się piłkarska "spółdzielnia". Chorzowianie przed spadkiem uratowali się dopiero w ostatniej kolejce, po niespodziewanym ograniu na wyjeździe Widzewa. Obok Górnika w maju 1978 roku do II ligi spadł również Zawisza Bydgoszcz.

- Zaraz po sezonie zostałem wezwany do gabinetu prezesa klubu. Byłem przygotowany na dymisję, ale niespodziewanie dostałem ofertę dalszej pracy. Więc mimo spadku moja praca nie została chyba oceniona źle - podkreśla Żmuda.

Teraz zagra tu Ursus

W maju 1978 roku gazety miały już na głowie Wyścig Pokoju i zbliżający się mundial w Argentynie. Spadkiem utytułowanego klubu specjalnie się więc nie zajmowano. "Trybuna Robotnicza" cytowała jednak żale zagorzałego kibica Górnika: "Nie chce mi się wierzyć, że na tym stadionie, pamiętającym tak wielkie sukcesy Górnika, będzie teraz grał Ursus, Raków czy Concordia Piotrków. Najbardziej to jestem zaniepokojony faktem nie przejmowania się niczym. Degradację Górnika przyjęto w klubie jako coś niezasłużonego i przypadkowego. Nie wyciągnięto żadnych wniosków i ludzie, którzy doprowadzili Górnika do ruiny, kierują nim nadal".

Pesymizm nie był jednak uzasadniony. Wprawdzie w trzech pierwszych meczach sezonu w II lidze Górnik poniósł dwie porażki - z Ursusem i Wisłoką Dębica - ale potem było już tylko lepiej.

- Ja z ligi spadałem już wcześniej jako piłkarz ROW-u Rybnik, dla innych piłkarzy Górnika to był szok. Na szczęście pozostaliśmy na takich samych warunkach finansowych, kibice nie odwrócili się od nas, więc już po roku byliśmy z powrotem w I lidze - przypomina Wieczorek.

A trener Kostka wrócił do Górnika w 1984 roku i dwukrotnie doprowadził zespół do mistrzostwa Polski.

autor: Piotr Zawadzki / Gazeta Wyborcza



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]