Forum
 

Rivas z pozwoleniem na pracę

Willy Rivas tym razem zgodnie z planem wylądował w Polsce i wczoraj przed południem pojawił się na treningu Górnika. Formalnie nic nie powinno stać na przeszkodzie, by Peruwiańczyk wsiadł do autokaru jadącego w piątek do Wielkopolski. - Tę decyzję podejmie oczywiście trener Wieczorek. Dla mnie najważniejsze, że Rivas przyleciał do kraju z wizą D8, a ten druk oznacza, że ma pozwolenie na pracę w naszym kraju. Jedyne, co trochę martwi, to termin jej wystawienia. Kończy się w połowie lutego, a to oznacza, że w zimie jeszcze raz będzie musiał lecieć do ojczyzny. Zwykle takie dokumenty wystawia się na rok. Tym będziemy się jednak martwić za kilka miesięcy - uważa kierownik Górnika, Jan Zieleźnik, który już rozpoczął procedurę zatwierdzenia Rivasa do gry. Z tym nie powinno być żadnego problemu i jeszcze dziś Ekstraklasa SA powinna potwierdzić, że Rivas będzie mógł grać.
Czy już w Poznaniu? Trudne pytanie. Po 24-godzinnej podróży piłkarz wyszedł niemal z samolotu na trening, a w Polsce nie było go ponad dwa tygodnie. Po jednych zajęciach trudno powiedzieć w jakiej Peruwiańczyk jest dyspozycji, a czasu do podjęcia decyzji w sprawie „osiemnastki” na mecz z Lechem trener Wieczorek ma niewiele.
Nie ulega jednak wątpliwości, że przyszłość na prawej obronie Górnika należy do Rivasa, który wprawdzie pokazał się ledwie w kilku sparingach, ale na koncie ma wywalczone ponad miesiąc temu mistrzostwo Peru. Poza tym krótki czas spędzony na boisku w letniej przerwie pokazał, że niebawem może być poważnym wzmocnieniem Górnika, od dłuższego czasu mającego ogromny problem z obsadzeniem prawej strony obrony. - Rivas w swojej lidze grał jako boczny pomocnik i obrońca. Na obu tych pozycjach na pewno da sobie radę - twierdzi Krzysztof Hetmański, dyrektor sportowy Górnika.
Kiedy Ryszard Wieczorek obejmował latem 2007 roku zespół, niejako z konieczności przestawił na tę pozycję Sławomira Jarczyka. Ze średnim skutkiem. Potem były próby z Mariuszem Pawelcem, także nie bardzo udane. Po jesieni sprowadzenie prawego defensora było priorytetem zabrzan. W końcu zimą trafił na Roosevelta Patrik Pavlenda, słowacki obrońca z klubu Zlate Moravce. Jego wielkim atutem miała być dynamika i szybkość. Nic z tego. Niski i lekki Pavlenda generalnie zawodził, fizycznie odstawał od rywali i nic dziwnego, że latem sprowadzenie prawego obrońcy było tak samo aktualne jak pół roku wcześniej. To, że czas Słowaka praktycznie mija i zimą prawdopodobnie będzie on szukał nowego klubu, jest raczej przesądzone. Nawet w okresie, kiedy Rivas poleciał załatwiać sprawy formalne do Peru, w lidze grał na tej pozycji Michał Pazdan, wcześniej - i słusznie - kojarzony przede wszystkim z grą w roli cofniętego pomocnika, ewentualnie środkowego obrońcy. Pazdan grał po prawej stronie z konieczności i co zrozumiałe, szczególnie w ofensywie nie był w stanie pomóc drużynie. Tymczasem z założenia boczni defensorzy Górnika mają grać bardzo ofensywnie, często dublując pozycje skrajnych pomocników. Przeciwko Pavlendzie przemawia także obecność w kadrze Górnika Mariusza Gancarczyka, już w poprzednim sezonie kilka razy próbowanego w pierwszym składzie w meczach Pucharu Ekstraklasy. Z całkiem przyzwoitym skutkiem. Skoro już ewentualny dubler Rivasa ma siedzieć na ławce i czekać na swoją szansę, lepiej by był to obiecujący Polak, a nie obcokrajowiec. Pytanie najważniejsze dotyczy jednak Peruwiańczyka. Życie uczy, że sparingi i mecze o punkty to często dwa światy.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online