Forum
 

Michael Mueller: Kryzys nas nie dosięgnie

- Czytałem o Żurawskim i Frankowskim. To były informacje z kosmosu. Dziś nasz budżet do 22 miliony złotych, w nowym roku powinien być nieco większy - twierdzi Michael Mueller, wiceprezes Allianz Polska. 

Patrząc na tabelę i miejsce w niej Górnika czuje pan smutek, rozczarowanie czy może wściekłość?
- Generalnie smutek, ale po niedzielnym spotkaniu faktycznie czułem wściekłość. Nie można grać 75 minut dobrze, by potem w kilka minut wszystko stracić. Jeszcze w naszej sytuacji punktowej. Jakby na dziesięć minut przestali grać... Tak nie można. Trzeba jak Niemcy, czyli do końca będąc maksymalnie skoncentrowanym.

Co pana w grze zespołu najbardziej martwi?
- Chciałbym widzieć w grze każdego ten "ząb" i determinację, jaką pokazują Hajto, Brzęczek czy Madejski. Inni mają dobre momenty, a są też fragmenty gry, kiedy walki do końca w ich wykonaniu nie widać.

Często rozmawia pan z trenerem Kasperczakiem?
- Czasami do siebie dzwonimy, ale osobiście nie widzieliśmy się dawno.

Pytam, bowiem w klubie pojawiają się sygnały, jakoby Allianz Polska, czyli właściciel klubu, nie bardzo interesował się rzeczywistością Górnika.
- To nie jest prawda. Sytuacja jest trudna i świadomie nie chcemy podkręcać atmosfery wizytami, spotkaniami, wchodzeniem do szatni... To nie w naszym stylu. Wiem co się dzieje, jest ciągły kontakt telefoniczny i mamy duże zaufanie do zarządu obecnego na co dzień w Zabrzu, na czele z panem Jędrychem.

Może jednak czasami wypadałoby przyjechać na mecz?
- Kiedy jestem, to przegrywamy! Oczywiście żartuję. Byłem w Gdańsku, będę na ostatnim meczu sezonu, ale proszę mi wierzyć: mamy w Warszawie mnóstwo zajęć. Czasami taka wyprawa nie jest po prostu możliwa.

Słyszał pan o kryzysie finansowym?
- Oglądam telewizję.

Nie jest tak, że nagle budżet Górnika zostanie mocno obcięty, bo okaże się, że Allianz Polska ma kłopoty?
- Praktycznie nie ma takiej możliwości. Paradoksalnie, ogólny kryzys to w naszym konkretnym wypadku szansa na osiągnięcie... sukcesu. Nasz bank rusza za kilka tygodni, więc będzie beż żadnych obciążeń. Oczywiście nie można wykluczyć jakiejś globalnej katastrofy, w co nie wierzę. Górnik? Niezależnie od tego czy będzie bardzo dobrze czy - odpukać - gorzej, budżet klubu nie powinien ulec wielkiej zmianie. Zresztą obecnie pracujemy nad tym, który ma obowiązywać w 2009 roku.

Będzie większy, mniejszy...
- Podobny, z tendencją lekko wzrostową.

Ile obecnie macie na rok?
- Mniej więcej 22 miliony złotych.

Ile chcecie przeznaczyć zimą na transfery?
- Z kwoty, którą mieliśmy przeznaczoną na ten sezon, zostało około 500 tysięcy. Może coś do tego dołożymy, ale to nie będą wielkie sumy na wielkie transfery. Wiele będzie zależało właśnie od budżetu jaki ustalimy, bowiem wydatki są nieco większe niż zakładaliśmy.

Po blisko trzech miesiącach trwania ligi nie czuje pan rozczarowania jakością piłkarzy sprowadzonych do Zabrza?
- W dwóch wierzę. To Bonin, który zaczyna się budzić, i Pitry. Ten ostatni będzie grał i strzelał, choć odnoszę wrażenie, że z Zahorskim nie bardzo na boisku potrafią współpracować. Ale to moje zdanie. Trener Kasperczak to jest fachowiec i sobie z tym problemem poradzi. Inna rzecz, że Zahorski nie potrafi wrócić do formy z poprzedniego sezonu. To chyba jednak problem głowy, a nie nóg.

Wspomniał pan dwa nazwiska. Górnik kupił zdecydowanie więcej piłkarzy.
- Leo Markovsky, Rivas, Pavlenda, Bajić... Na pewno wszyscy mamy prawo być mocno rozczarowani. Taki Bajić potrafi grać w piłkę, ale chyba gra się dziś nieco szybciej? Zagraniczne transfery na razie się nie sprawdzają.

Może ktoś z Zabrza zimą odejść?
- W listopadzie trener Kasperczak ma przedstawić zarządowi plany personalne na wiosnę. Także nazwiska piłkarzy, dla których nie widzi w klubie przyszłości. Jego zdanie będzie bardzo ważne.

Rok temu mogliście sprzedać Jarkę, latem Zahorskiego... Nie żałujecie?
- To jest gdybanie. Oczywiście można było być bardziej elastycznym, ale Jarka do nas wróci i będzie strzelał gole. Zahorski też się przebudzi. Górnik nie wyklucza sprzedaży swoich piłkarzy, ale tylko za duże pieniądze. Mówie o tych, którzy odgrywają ważne role w zespole.

Dwaj z nich mają już 37 i 36 lat. Pana zdaniem Górnik ma ich następców?
- Myśli pan o Brzęczku i Hajcie? Rola Jurka jest ogromna. Na boisku i poza nim. Sprowadziliśmy do Zabrza kilku środkowych pomocników, ale - moim zdaniem - nie mamy piłkarza, który nawet za pół roku byłoby gotowy przejąć po nim rolę lidera. A musimy być przygotowani, że obaj w pewnym momencie z boiska zejdą.

W Bełchatowie jest Łukasz Garguła.
- Nie wiem, ile za niego trzeba zapłacić oraz ile chciałby zarabiać. Na takie rozmowy przyjdzie czas, choć - powtarzam - wielkich transferów nie planujemy. Na pewno nie w zimie. Latem możemy wydać więcej, ale to też nie będzie kupowanie piłkarzy za miliony.

Jak więc wytłumaczyć rozmowy z Jackiem Krzynówkiem?
- Prezes Jędrych mówił mi, że nawiązano kontakt. To jeszcze nie jest transfer. Też nie wiem, jaki jest dokładnie jego status i oczekiwania. Chcemy to usłyszeć. Czytałem o Żurawskim i Frankowskim. To były informacje z kosmosu. Nie było tematu i nie będzie, takich piłkarzy nie chcemy. Na pewno mają spore wymagania finansowe, a nie dadzą gwarancji skutecznej gry. Krzynówek to jednak inny typ piłkarza. Rozmawiać można, ale mądrzejszy będę po wspomnianej rozmowie z trenerem Kasperczakiem. Górnik na pewno będzie budował coraz lepszą drużynę, będzie inwestował, ale będzie robił to z głową. Jeżeli usłyszymy, że Krzynówek może być ważnym ogniwem zespołu, wtedy będziemy się nad tym tematem zastanawiali.

Czyli jak jest polityka transferowa Górnika?
- Ślązacy to priorytet, a tacy piłkarze są, co doskonale monitorujemy. Oni muszą się utożsamiać z klubem i regionem. Podobnie myśli trener Kasperczak, dlatego proszę zapomnieć o wielkim kupowaniu z kraju i za granicą. Tym bardziej, że dziś proporcje są zachwiane.

Podtrzymuje pan, że trzecią część pieniędzy piłkarze dostaną tylko grając w pierwszej piątce?
- Tak, zostało to ustalone i nic się nie zmieni.

Czyli zaoszczędziliście...
- Pozornie. Przecież wyższe miejsce to więcej kasy z Canal+, ale fakt, wypłacenie tych pieniędzy w obecnej sytuacji graniczyłoby z cudem. Żartując, powiem, że przynajmniej gramy o stawkę, czyli utrzymanie, a nie "o nic" w środku tabeli. Choć wolałbym być na drugim miejscu, ale nie do końca. Od razu musze pochwalić naszych kibiców. 16000 ludzi kiedy tak gramy, a nie inaczej... To jest wydarzenie. Szkoda tylko, że od miesiąca słyszę, że odbicie się od dna jest kwestią czasu, a wciąż na nim jesteśmy.

To zmieńmy na koniec temat. Jak wrażenia po zjeździe PZPN?
- Byłem bardzo zdenerwowany, szczególnie przed głosowaniem, a tymczasem wokół spokój, uśmiechy. Było widać i czuć, że jest jakiś układ i wszystko było raczej jasne przed głosowaniem.

Pan głosował na...?
- Tajemnica.

Stanisław Oślizło nie mógł być delegatem Górnika?
- Od razu powiedziałem, że chcę być na zjeździe. Drugi kandydat miał być z zarządu. Nie byłem świadomy, że to prestiżowa sprawa, ale nie mieliśmy złych intencji. Stanisław Oślizło to w klubie postać niezwykle ważna i nikt nie chciał go urazić.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online