Forum
 

Szanuj trenera swego...

- Mogło być gorzej - stwierdził "Henry" po rozmowie z prezesem klubu, ale gdyby policzył, ile razy w trakcie meczu na Konwiktorskiej chwytał się w geście rozpaczy za głowę, zapewne stwierdziłby, że gorzej już jednak być nie może.
Gdy Henryk Kasperczak wraz z piłkarzami Górnika oczekiwał na dworcu w Katowicach na pociąg do Warszawy, akurat siąpił deszcz. Zmoknięty szkoleniowiec zabrzan stał samotnie na peronie, sprawiając wrażenie człowieka, który dźwiga na swoich ramionach zbyt duży ciężar. Po przegranym meczu z warszawską Polonią prezes klubu, Jędrzej Jędrych długo rozmawiał z Kasperczakiem, starając się pocieszyć zdruzgotanego nie tyle porażką, co postawą zespołu, szkoleniowca, dla którego współpraca z Górnikiem okazuje się niemal traumatycznym przeżyciem. - Rzeczywiście, mogło być gorzej - potwierdził w końcu "Henry", ale gdyby policzył, ile razy w trakcie sobotniego meczu na Konwiktorskiej chwytał się w geście rozpaczy za głowę, zapewne stwierdziłby, że gorzej już jednak być nie może.
Zabrzanie przegrali w Warszawie, bo w ich grze zabrakło nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim zadowolenia i satysfakcji z wykonywanego zawodu. Piłkarzy Górnika najwyraźniej męczy przebywanie na boisku i wydaje się, że przy Roosevelta musi w przerwie zimowej nastąpić prawdziwe trzęsienie ziemi, żeby uratować, jakże zasłużony dla polskiego futbolu zespół przed degradacją. - Chciałbym, żeby każdy zawodnik czuł się potrzebny i robię wszystko, aby scementować drużynę, aby grała z jeszcze większą determinacją, ale jak dotąd bez efektów - tłumaczył Kasperczak.
W stolicy losy meczu tak naprawdę rozstrzygnęły się w już przed przerwą, gdy Radek Mynarz wprost ośmieszył Przemysława Pitrego, kilkakrotnie zakręcając rywalem niczym trampkarzem. Dzięki temu bez przeszkód dośrodkował z prawej strony boiska, a Filip Ivanovski łatwo wyprzedził Marisa Smirnovsa i skierował piłkę do siatki drużyny gości. Tomasz Hajto po tej akcji miał dużo do powiedzenia Pitremu, ale po przerwie rolę powinny się odwrócić, bo w 77 minucie meczu, przy stanie 1-0 dla Polonii, to obrońca z Zabrza zachował się jak sztubak, kopiąc bez piłki rywala, za co został odesłany przez sędziego do szatni. Grający w osłabieniu "górnicy" próbowali odrobić straty i trudno odmówić im ambicji, ale chęci nie szły w parze z umiejętnością radzenia sobie ze stresem. To, co zrobił w 78 minucie Smirnovs, wzbudziło jedynie salwy śmiechu wśród widzów zasiadających tego dnia na stołecznym obiekcie. Ivanovski dośrodkował piłkę w pole karne Nowaka. Wydawało się, że niebezpieczeństwo zastanie zażegnane, bo przed bramkarzem Górnika nie było żadnego piłkarza w czarnej koszulce. Był za to Łotysz, który tak niefortunnie starał się wybić piłkę, że skierował ją do własnej bramki. - Zawodnicy się starają, ale ciążąca na nich presja powoduje, że w momentach, które decydują o wyniku meczu popełniają proste błędy. Nie mam magicznej pałeczki, za pomocą której mógłbym to zmienić. Gdy przegrywa się kolejny mecz głowa staje się cięższa, ale tracę cierpliwość tylko wtedy, gdy słyszę pytania, czy po kolejnej porażce będę wezwany na dywanik do prezesa. Mam wrażenie, że nie tylko piłkarzom przydałoby się trochę więcej szacunku dla pracy szkoleniowców - podsumował Kasperczak.

Kto narobił bałaganu?
Tomasz Hajto najlepsze lata gry ma już za sobą, ale swoimi umiejętnościami, ogromnym doświadczeniem, a nawet zwykłym boiskowym cwaniactwem byłby w stanie skutecznie wesprzeć niejeden zespół z dolnych regionów tabeli ekstraklasy. Problem w tym, że w Zabrzu nie bardzo mu się to udaje, bo były reprezentant Polski sprawia wrażenie, jakby nadal uważał się za wielką, nadal nie odkrytą gwiazdę futbolu. Tymczasem z meczu na mecz gwiazda Górnika blednie coraz bardziej, i nie zmienią tego faktu kolejne garnitury od Armaniego, w których zawodnik dumnie paraduje po wyjściu z szatni. W Warszawie rosły obrońca pojawił się w protokole sędziowskim po tym, jak kopnął bez piłki Filipa Ivanovskiego, za co - we własnym mniemaniu - zbyt pochopnie ukarany został czerwoną kartką. Być może piłkarz rzeczywiście nie trafił w rywala, ale ruch nogą wykonał, a to już oznaka nieradzenia sobie z emocjami. - Nie powinienem tak zrobić, ale to sędziowie narobili bagna w polskim futbolu i teraz mają takie kompleksy, że nawet nie można zwrócić im uwagi. Oni mogą, piłkarze już nie. Byłem po meczu u arbitra wyjaśnić zaistniałą sytuację, ale usłyszałem tylko od obserwatora meczu, że powinienem na boisku świecić przykładem. Odpowiedziałem mu, że najlepszym przykładem jest 150 osób wezwanych do prokuratury wrocławskiej, i wyszedłem. Nie tylko moim zdaniem zostałem skrzywdzony – podsumował Hajto. W nieco innych kategoriach całą sytuację ocenił jednak Henryk Kasperczak. - Szkoda, że w ważnym dla drużyny momencie, przy wyniku 0-1, opuścił nas Tomek, który zachował się bardzo nieodpowiedzialnie - zakomunikował na konferencji prasowej.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online