Kostka: Frankowskiego brałbym w ciemno

W Górniku naprawdę nie ma kto strzelać goli. Zimą klub sprowadził - o ile pamiętam - siedmiu piłkarzy, tylko nie wziął tego, kogo najbardziej potrzebuje: napastnika! - twierdzi Hubert Kostka.
Legendarny bramkarz i trener dziś z boku przygląda się poczynaniom Górnika. Trudno spotkać Huberta Kostkę na stadionie przy Roosevelta, co nie znaczy, że nie interesuje się grą i wynikami drużyny. 

- W Zabrzu już się pali?

- Najgorsza rzecz, jaka teraz może się zdarzyć, to polowanie na czarownice, szukanie winnych, czy nawet długie rozpamiętywanie meczu z Piastem. Sytuacja jest bardzo trudna, nie wygląda to różowo, ale zostało osiem spotkań. Przynajmniej w sześciu z nich Górnik gra z zespołami, które - choć tabela tego nie pokazuje - nie mają piłkarsko takiego potencjału jak zabrzanie i też są w tabeli nisko. W nich trzeba walczyć o trzy punkty. Z pozostałych rywali tylko Wisła to dziś zespół, który - grając z Górnikiem - będzie faworytem. Oczywiście to wszystko tylko teoria, bo życie co tydzień ją weryfikuje, ale... Naprawdę nadal wszystko zależy od Górnika.

- W meczu z Piastem też - na papierze - Górnik był faworytem.

- To prawda. Nie wyszedł drużynie ten mecz kompletnie. Wcześniej grała jednak cztery przyzwoite spotkania, więc pokazała, że potrafi coś więcej niż w Gliwicach. Z Legią w Warszawie nie remisuje się przypadkiem, a „Kolejorza” mógł Górnik ograć.

- Tylko że w jego sytuacji lepiej przegrać z Lechem, a wygrywać z konkurencją w walce o utrzymanie.

- To akurat prawda. Z doświadczenia wiem jednak, że po 4-5 wiosennych kolejkach zwykle przychodzi „dołek”. Moment, kiedy gra się ciężko, na boisku nic się nie układa. Dotyczy to przede wszystkim tych drużyn, które muszą zacząć rundę od najwyższego pułapu, a tak było z Górnikiem. Musiał być optymalnie przygotowany już na mecze z Ruchem i kolejne. I grał - jak mówiłem - dobrą piłkę. Teraz chodzi o to, by skończyło się na jednym słabszym meczu, bo na dwa zespół już sobie pozwolić nie może.

- Przerwa na kadrę?

- Każdy ją miał i każdy wiedział, kiedy będzie. Tego nie brałbym pod uwagę.

- W Gliwicach widział pan zespół, który gra o życie?

- Mecz oglądałem w telewizji, a to co innego niż siedzenie na trybunach. Myślę, że chcieli, nie zarzucałbym drużynie braku zaangażowania. Powtarzam: to może być wiosenna zadyszka. Teraz przechodzi ją na przykład także Lech. Inna rzecz, że Górnik ma skład, który nie ułatwia wygrywania meczów.

- To znaczy?

- Tam naprawdę nie ma kto strzelać goli. Zimą Górnik sprowadził - o ile pamiętam - siedmiu piłkarzy, tylko nie wziął tego, kogo najbardziej potrzebuje: napastnika! Nie patrzę nikomu w kieszeń, ale wydano sporo pieniędzy. Wiem, że dziś znaleźć bramkostrzelnego piłkarza nie jest łatwo, ale mając na niego 1-1,5 miliona? To miał być absolutny priorytet.

- Dwa lata temu skutecznie grał Zahorski, bramki strzelał Jarka. Oni wciąż w Górniku są.

- I jest Pitry, którego Lech nigdy by nie puścił, gdyby strzelał sporo goli. To generalnie nie jest napastnik. Na tej samej zasadzie Zahorskiego nie oddałby Groclin, mający wtedy przecież wielkie ambicje. Przy okazji 60-lecia Górnika rozmawiałem z człowiekiem, który doskonale zna Szczota. Powiedział, że to perełka, umie bardzo dużo, tylko... nie potrafi strzelać bramek. Innych kandydatów w Zabrzu nie widzę. Nie mówię, że to są źli piłkarze, ale napastnika Górnik nie ma i - powtarzam - nie rozumiem, dlaczego zimą żadnego nie sprowadził, mając na transfery tyle pieniędzy. Zrezygnowałbym z trzech innych zawodników, ale na niego musiała znaleźć się kasa.

- Pana kandydat?

- Nie mam już takiego rozeznania na rynku, ale każdy widzi, co gra Frankowski, którego Heniek zna doskonale i prowadził w Krakowie. Pewnie robiłbym wszystko, by trafił zimą do Zabrza, mając takie finansowe argumenty. Jestem przekonany, że z takim napastnikiem Górnik byłby już teraz „nad kreską”. Trzeba jednak grać tymi piłkarzami, którzy w Zabrzu są.

- Może nie mając jakości, trzeba pójść w ilość, czyli grać dwójką napastników?

- Niech mi pan wierzy, że systemy nie grają. Na boisku liczy się klasa sportowa, przygotowanie i inteligencja. Z jednym napastnikiem można grać bardzo ofensywną piłkę. Problem w tym, żeby jakość w Zabrzu była, bo warunki są ku temu optymalne. Przez kilka lat nawarstwiały się problemy, podejmowano różne, często złe decyzje, więc dokonane zimą zmiany były nieuniknione, ale można się zastanowić, czy nie przesadzono. Co innego pożegnanie z Tomkiem Hajtą, a co innego z Jurkiem Brzęczkiem. Ja osobiście bym takiego piłkarza jak Jurek zostawił. Nie musi grać od początku, ale w trudnych momentach jego doświadczenie czy zmysł do gry kombinacyjnej mogły okazać się niezbędne. Na przykład w Gliwicach, kiedy nic Górnikowi nie wychodziło.

- Czasu nikt jednak nie cofnie.

- Nie wiem, co Heniek Kasperczak dziś myśli na temat dokonanych transferów, ale akurat on ma cechę, która teraz jest w Zabrzu bardzo potrzebna. Spokój, skupienie się na pracy, koncentracja na najbliższym meczu. W czwartek po meczu ze Śląskim wszyscy będziemy znacznie mądrzejsi. Tak przy okazji, widząc problemy ŁKS-u czy kłopot Polonii z licencją, mam wrażenie, że w tym sezonie nikt sportowo nie spadnie, co w żaden sposób nie może uśpić zabrzan.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online