Forum
 

Komornicki: Jeszcze nikogo nie skreśliłem

- Nie wróciłem do Polski po to, by kogokolwiek pouczać, tylko pomóc klubowi. Za dużo mówiło się ostatnio o osobach, a za mało o Górniku - twierdzi trener zabrzan.
Ryszard Komornicki 18 czerwca oficjalnie został trenerem Górnika Zabrze. W ciągu niespełna trzech tygodni Górnik rozegrał 4 sparingi, dziś czeka go piąty (z Koroną Kielce o 16.00). Zabrzanie nikogo nie sprowadzili, ale też nikogo nie sprzedali. Trener zespołu podzielił się pierwszymi spostrzeżeniami dotyczącymi pracy z zabrzańską drużyną.

Adam Banaś kilka dni temu miał odejść do Lecha. Dziś jest kapitanem Górnika. Przypadek?

- To był demokratyczny, w tym wypadku mój wybór. Prasa czasami lubi pewne sprawy podkreować i ja to rozumiem. Myślę o chęci odejścia Adama z Zabrza. Z drugiej strony widziałem i widzę jak podchodzi on do treningu i gry. I jak traktuje grę w Górniku. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Proszę mi wierzyć, że nie będę nigdy dzielił zespołu na Ślązaków i ludzi z innych części kraju, ale Banaś jest piłkarzem ważnym, związanym z tym regionem, na którym chcę budować zdrowy kręgosłup Górnika. Działacze podyktowali za niego cenę wysoką, zdając sobie sprawę, że pewnie nikt jej nie zapłaci. I to nie był przypadek. Kandydatem na kapitana był też Sebastian Nowak, którego bardzo szanuję. Jest drugi po Adamie.

Powiedział pan po sobotnich sparingach, że z kilkoma graczami musi porozmawiać, bo nie mają czego szukać w Górniku, brakuje im serca i zaangażowania. Jest lista graczy, których pan w Zabrzu nie chce?

- Dziś jeszcze nie. Trwa okres przygotowawczy, zagramy jeszcze cztery sparingi, każdy dostanie swoją szansę. W sobotę graliśmy dwa mecze. Nie powiem nic krytycznego pod adresem zawodników, którzy grali z Ruchem. Powiedzmy sobie tak - potrzebuję piłkarzy, dla których najważniejszy będzie Górnik. Nie kontrakt, menedżer, czy wejściówka, tylko klub. Wtedy można coś zbudować. I o tym rozmawiamy, takich piłkarzy potrzebuję. Bardzo często dyskutujemy, bo umiejętności piłkarskie widać często po 1-2 treningach, a człowieka poznaje się dłużej.

I ma pan wrażenie, że piłkarze to rozumieją?

- Z każdym dniem coraz większe. Z tą grupą ludzi pracuje się naprawdę dobrze. Są solidni, pracowici, zaangażowani. Oni spadek przeżyli, wiedzą, że stało się coś złego, co w wypadku Górnika nie powinno mieć miejsca. Może tym tłumaczę pewne „zamknięcie”, brak komunikacji, zaufania na boisku. To jest cały czas problem Górnika, a bez tego nie ma drużyny. Muszą wiedzieć jak grać, podjąć ryzyko, a jednocześnie zdawać sobie sprawę, że na boisku jest jedenastu ludzi mających wspólny cel. Powoli się „otwierają”, wczoraj sporo rozmawialiśmy na temat taktyki, tego jak grali i co mieli na boisku robić. Bardzo mnie cieszyło, że była to rozmowa szczera, bo bez zrozumienia podstaw trudno zrobić kolejny krok. A mieli naprawdę problem z prostymi rzeczami. Po meczu z Koroną zrobimy grilla, pogadamy niekoniecznie o piłce. Krok po kroku idziemy do przodu, przynajmniej mam takie przekonanie. Ważne, że piłkarze już wiedzą czego nie lubię. Tego, jak ktoś mnie oszukuje.

Mówi pan czasami, jak to kiedyś się grało?

- Nie przyjechałem tutaj, by robić za profesora, który wszystko wie najlepiej. Nie przyjechałem, by kogoś „zajechać”. Poniedziałek mieli praktycznie wolny, w niedzielę głównie odnowę. Mówiliśmy o komunikacji z zespołem. Wiem, że mam swój styl pracy, który może najłatwiejszy nie jest, ale skoro sprawdzał się w Szwajcarii, to dlaczego nie ma funkcjonować 600 kilometrów dalej? Nie wróciłem do Polski, by kogokolwiek pouczać, tylko pomóc klubowi. To ważne, co teraz mówię. Klubowi! Za dużo mówiło się ostatnio o osobach, a za mało o Górniku. On musi być w tym wszystkim najważniejszy.

Od personaliów trudno jednak uciec. Niewiele pan może zrobić...

- To prawda, niewiele.

A chciałby pan?

- Na niektóre pozycje mamy po trzech kandydatów, na inne ledwie jednego. Chciałem grać 4-4-2 i zrobimy wszystko, by tak się stało, ale nie wiem, czy z racji personalnych możliwości Górnika nie będziemy tego modyfikować. Mamy w pomocy wielu piłkarzy, którzy potrafią włączyć się do akcji ofensywnych i strzelić gola. Madejski, Bonin, Szczot... Ten ostatni na pewno nie będzie grał na „szpicy”, bo wtedy traci swoje atuty, ale kiedy dostanie dobrą piłkę i znajdzie się z nią w polu karnym, to Górnik może mieć ogromną korzyść.

Ensar Arifović, Mario Mutscha...

- O tym pierwszym nie wiem wiele. Mario usłyszał ode mnie, by do środy nie podpisywał z nikim kontraktu, czyli dał nam kilka dni czasu na podjęcie decyzji. Na ten moment jednak nic konkretnego nie mogę powiedzieć. Wiem to, co wszyscy. Kupimy kogoś tylko wtedy, kiedy sprzedamy. Może być więc tak, że jesień rozegramy obecną kadrą, a pewne ruchy kadrowe zostaną dokonane dopiero po pierwszej rundzie. Od dłuższego czasu mówimy przede wszystkim o napastniku. Na pewno chciałbym mieć pewien wpływ na oblicze personalne tej drużyny, tym bardziej, że już widzę, gdzie są braki, które mogą być w II lidze naszym problemem. Bo to tak naprawdę jest druga liga, a nie pierwsza.

W meczu z Koroną sprawdzi pan dwie jedenastki?

- Już nie. Może bym chciał, ale realnie mamy na teraz 15-16 zawodników, którzy mogą Górnikowi pomóc w powrocie do ligi. To przede wszystkim oni zagrają z Koroną. Kilku juniorów na razie nie ma wielkich szans na grę w pierwszej jedenastce, choć oczywiście będziemy ich obserwować. Pole manewru nie jest więc porażające.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online