Czas rozstania

Ryszard Komornicki zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, pojawił się wczoraj po raz ostatni na Roosevelta. Podczas spotkania z prezesem Jędrzejem Jędrychem, były już trener zabrzańskiej jedenastki ustalił warunki odejścia z klubu. Przypomnijmy, dokładnie tydzień temu, we wtorek, prezes poinformował Komornickiego telefonicznie o chęci rozwiązania umowy. Trener był wtedy w Szwajcarii. - Myślę, że dojdziemy do porozumienia - przyznał wtedy Jędrych, pytany o warunki pożegnania z Komornickim.

» Nie jest pan już trenerem Górnika?
- Nie. Doszliśmy z prezesem do porozumienia, uzgodniliśmy warunki rozstania. Nie mam takiego charakteru, by w podobnych sytuacjach robić problemy. Szczerze mówiąc, dopiero teraz dowiedziałem się, że Górnik nie mógłby podpisać umowy z nowym trenerem, gdyby formalnie nie rozwiązał ze mną umowy. Tym bardziej nie chciałem więc robić problemu, bo teoretycznie miesiąc, a może dwa, Górnik pozostawałby bez trenera. Nie o to chodzi.

» Z drugiej strony mógł pan dyktować warunki rozstania.
- Nie pomogłem Górnikowi na boisku, więc może tą decyzją spowoduje, że klubowi będzie łatwiej. Żartując, każdy pomaga jak umie. Może wiele osób mnie nie zna, ale zapewniam, że nigdy sprawy materialne nie były dla mnie najważniejsze.

» Atmosfera tego ostatniego spotkania?
- Normalna. Nikt na nikogo nie krzyczał, nie miał wielkich pretensji, rozmawialiśmy bardzo konkretnie. Oczywiście czuję niedosyt, bo Górnik absolutnie zajmował, zajmuje i będzie zajmował pierwsze miejsce w moim sercu. Tymczasem odchodzę po raz drugi jako trener ze świadomością, że nie dane było mi zrobić to, co zamierzałem. Z drugiej strony absolutnie nie porównałbym okoliczności tamtego rozstania z obecnym. Jeżeli coś mogę uznać za sukces, to zmianę nastawienia kibiców do mnie. Wiem, że początki były trudne, ale na końcu chyba nikt nie miał wątpliwości, że jeżeli na czymś mi zależy, to na Górniku.

» Gdyby cofnął pan czas?
- Nie lubię gdybać, a czasu nie cofniemy. Może za bardzo ufałem ludziom, może trzeba było wcześniej podjąć kilka odważnych decyzji, może wypadałoby przeorientować się na mentalność obowiązującą w Polsce. Nie mówię, że gorszą niż ta, którą przywiozłem ze Szwajcarii, ale na pewno inną. Mogłem być bardziej konsekwentny, ale czy to źle, że traktowałem piłkarzy jak odpowiedzialnych partnerów?

» Pana zdaniem, który moment był jesienią najważniejszy?
- Trudne pytanie, o kilku sprawach nie chciałbym mówić. Był taki mecz w Stalowej Woli. Wygraliśmy po dobrej grze, chyba nam wszystkim się wydawało, że zaskoczyło. Byliśmy wtedy liderem ligi i rozdawaliśmy karty. Do końca rozgrywek pozostawał miesiąc. Tymczasem w tygodniu po tym spotkaniu coś "pękło". Kolejny mecz z ŁKS zespół zagrał zupełnie inaczej i potem już nie podniósł się do ostatniej kolejki.

» Wśród warunków odejścia jest klauzula o niewypowiadaniu się w negatywnym tonie na temat klubu?
- Jest, ale nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia. Nie jestem trenerem, który po odejściu wszystko krytykuje i wyciąga brudy. Sytuację w klubie trzeba oceniać na bieżąco, kiedy się w nim jest. Wtedy można na gorąco wyciągać wnioski i starać się poprawiać rzeczywistość. Zresztą starałem się to robić. Teraz? Życzę Górnikowi powodzenia i powrotu do ekstraklasy, co wciąż jest realne. Naprawdę trzymam za ten zespół kciuki i sam jestem ciekaw jak rozwinie się sytuacja. A czy właściciel skorzysta z moich uwag, o których wiele razy mówiłem - na to nie mam już wpływu.

» Co teraz?
- Święta w Ełku u brata. Jedziemy na nie pociągiem. Może zostaniemy też na sylwestra. Do Szwajcarii wracamy na początku stycznia.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]