Forum
 

Piłkarski instynkt Bukowca

O Mateuszu Bukowcu mówi się, że ma nieprzeciętny talent piłkarski. Nic dziwnego, skoro 27 lutego będzie mieć dopiero 17 lat, a już znalazł się w ścisłej kadrze pierwszej drużyny Górnika Zabrze. Na stadion przy ulicy Roosevelta trafił w lipcu ubiegłego roku. Po kilku treningach trener Waldemar Fornalik, oświadczył, że pojawił się chłopak na miarę Włodzimierza Lubańskiego. W rundzie jesiennej pilnie trenował, grał w drugiej drużynie Górnika i czekał z niecierpliwością na pierwszy występ w ekstraklasie. Wydawało się, że ten moment nastąpi 27 września 2003 roku w meczu z Legią Warszawa w Zabrzu. Na dwie minuty przed końcem spotkania stał już przy bocznej linii boiska. Nie zdążył jednak wejść na murawę. Miał wtedy dokładnie 16 lat i 205 dni. Byłby drugim w historii polskiego futbolu najmłodszym zawodnikiem, który grał w ekstraklasie. Pierwszym był Włodzimierz Lubański.
W dniu swojego debiutu miał dokładnie 16 lat i 188 dni. Wydawało się, że 22 listopada ubiegłego roku spełni się marzenie Mateusza. Gdzieś około 70. minuty meczu z Polonią Warszawa trener Fornalik powiedział mu, aby zaczął się intensywnie rozgrzewać. Znowu szkoleniowiec Górnika w ostatniej chwili zmienił koncepcję i Bukowiec nadal musi czekać na swój debiut. Wszyscy są przekonani, że nastąpi to na wiosnę. Fornalik wiąże z nim bardzo wielkie nadzieje. Mateusz po kilku miesiącach pobytu w Górniku okrzepł piłkarsko i robi stałe postępy.

Dzielny sześciolatek
Wprawdzie urodził się w Żorach, ale rodzice cały czas mieszkają w Leszczynach. Po raz pierwszy Mateusz pojawił się na boisku, kiedy miał sześć lat. Nie mogło być inaczej skoro jego tato Piotr Bukowiec był trenerem w miejscowym Piaście, a wcześniej występował w drugoligowej drużynie GKS Jastrzębie. Mały Mateusz imponował niezwykłą smykałką do futbolu. Po dwóch latach pan Piotr przeniósł się do Górnika Czerwionka i zabrał za sobą syna. Mateusz od razu dostał się do drużyny trampkarzy, w której grali dwa lata starsi od niego chłopcy. Trenerem zespołu był Alferd Głąb. Mateusz imponował skutecznością. Zdobył 40 bramek w sezonie.

Szybki awans
W 2001 roku został powołany do drużyny Śląska juniorów młodszych uczestniczącej w makroregionalnych rozgrywkach. Zauważyli go trenerzy Henryk Grzegorzewski i Roman Zieliński. W finałowym turnieju w Nowym Sączu został królem strzelców, zdobywając sześć bramek. Tam zwrócił na niego uwagę trener kadry narodowej czternastolatków Andrzej Sikorski i powołał go na konsultacje. W tym samym roku tylko w sierpniu chciał go ściągnąć do Odry Wodzisław wspomniany wcześniej trener Zieliński. Mateusz nie bardzo kwapił się do przejścia do Wodzisławia. Pod okiem ojca trenował w Pniówku Pawłowice. W maju 2002 roku Edward Lorens ówczesny wiceprezes Górnika do spraw sportowych za namową trenera Tomasza Fatygi, który szkolił w zabrzańskim klubie młodzież, ściągnął na Roosevelta Mateusza. Trener Fornalik od razu zwrócił na niego uwagę i mówił, że przyszedł do Górnika prawdziwy piłkarski brylant i wziął go na treningi z pierwszym zespołem.

Obok sław
Czułem szybsze bicie serca, kiedy po raz pierwszy pojawiłem się w szatni Górnika. Zasiadłem obok takich piłkarzy, jak Piotr Gierczak, Michał Probierz, Adam Kompała, Jacek Wiśniewski. Przyjęli mnie bardzo życzliwie. Potem kiedy do drużyny przyszli Kazimierz Moskal i Krzysztof Bukalski byłem jeszcze bardziej stremowany. Oni jednak też okazali mi wiele serdeczności - wspomina Mateusz.
Jako młokos musiał poddać się twardym prawom panującym w środowisku piłkarskim. Nieraz przyszło mu nosić torby starszych kolegów, ale nie narzekał.
- Treningi z tak znanymi zawodnikami mobilizowały mnie do wytężonej pracy. Chciałem się przy nich jak najlepiej zaprezentować i tak zresztą jest do dzisiaj - zapewnia Bukowiec.

Przymiarka Interu Mediolan
Stał się etatowym reprezentantem Polski juniorów najpierw drużyny U-16 prowadzonej przez trenera Michała Globisza, a obecnie U-17, którą trenuje ten sam szkoleniowiec. Podczas turnieju młodzieżowych reprezentacji we Francji, został zauważony przez wysłanników Interu Mediolan. Został zaproszony na konsultację do tego klubu. Do Włoch udał się z żoną właściciela Górnika, Marka Koźmińskiego. W Mediolanie czekał na nich pan Marek. W Interze trenował przez pięć dni z drużyną juniorów z rocznika 86, a więc chłopakami o rok starszymi od niego. Wywarł tam pozytywne wrażenie i znalazł się w notesie tamtejszych trenerów. Mieszkał w internacie z Włochem, z którym porozumiewał się po angielsku.

Futbol oraz nauka
Mateusz marzy o wielkiej piłkarskiej karierze, ale futbol nie przesłania mu wszystkiego. Jest uczniem Zabrzańskiego Centrum Kształcenia Ogólnego i Zawodowego przy ulicy Piłsudskiego. Chodzi do I klasy o profilu kształtowania środowiska. Ze względu na zajęcia piłkarskie, dyrekcja szkoły i nauczyciele zgodzili się na jego indywidualny tok nauczania. Na razie otrzymał do nauczenia się pewną część materiału z poszczególnych przedmiotów i będzie musiał zdać z nich egzamin.
Naukę traktueje na równi z grą w piłkę nożną. W rodzinie Mateusza są szkolne tradycje. Mama Hanna jest nauczycielką. Siostra Patrycja studiuje na IV roku Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie. Z kolei jego młodszy brat, 12-letni Filip ma piłkarskie uzdolnienia i trenuje w Piaście Leszczyny. Mateusz dojeżdża autobusem z Leszczyn do Zabrza. Podróż zabiera mu trochę czasu. W ciągu dnia trenuje, chodzi do szkoły. Wieczorem wraca do domu kładzie się spać i rano znowu zaczyna codzienny cykl zajęć. Jest młodym, dobrze ułożony chłopcem. Ma konkretny cel w życiu i stara się go osiągnąć.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online