Forum
 

Każdy czuje się oszukany

Każdy ma jakiś dokument. Wszyscy się powołują na papiery podtykając je dziennikarzowi pod nos. Nikt nie przyznaje się do winy tylko uważa, że jest oszukany. Nic więc dziwnego, że prokuratura zajęła się sprawą sprzedaży akcji Górnika w 2002 roku.
- Oto akt notarialny z 15 kwietnia 2002 roku - mówi Teresa Jastrzębska członek zarządu Polindu. - Kupiliśmy od Stanisława Płoskonia jego akcje za milion 175 tysięcy złotych. Tę kwotę, przekazaną przez nas i w naszym imieniu, w styczniu i lutym 2002 roku wpłaciła na konto Płoskonia firma konsultingowa z Sopotu, która jako pierwsza prowadziła rozmowy na temat tej transakcji. - Weryfikacja bilansu wykazała, że pierwsza kwota była za wysoka - dodaje Teresa Jastrzębska. - Dlatego ją zmieniono. Sądziliśmy, że Stanisław Płoskoń zwróci nasze pieniądze do firmy konsultingowej, a ta przekaże je nam. Czekając na te ruchy, zapłaciliśmy panu Płoskoniowi pomiędzy kwietniem i listopadem 2002 roku 664 tysiące złotych. A od sopockiej firmy nie otrzymaliśmy nic. To znaczy, że zapłaciliśmy panu Płoskoniowi w sumie milion 839 tysięcy złotych.
Rozumiecie coś z tego? A jeszcze bardziej się zdziwicie, gdy się dowiecie, że to nie Polind wystąpił o zwrot nadpłaty tylko Płoskoń zażądał wystawienia przez są nakazu zapłaty brakujących mu 551 tysięcy złotych. Komornik zajął akcje Górnika, blokując ruch oraz położył łapę na mieniu likwidowanego Polindu, żeby zabezpieczyć potrzeby wierzyciela. Owszem Polind wystąpił w maju 2003 roku z zarzutami od nakazu, ale do dzisiaj sąd nie wydał decyzji.
Kolejne dokumenty zademonstrowała wiceprezes Centrali Zaopatrzenia Górnictwa Beata Kosok. Uważa, że 2.800 tysięcy złotych, o które upomina się Stanisław Płoskoń, też się mu nie należą.
- 15 kwietnia 2002 roku spisano umowę o pożyczeniu przez Stanisława Płoskonia pieniędzy Andrzejowi Stupińskiemu - twierdzi pani Kosok. - Zabezpieczeniem jej spłaty miał być weksel poręczony przez ZCG. Został on faktycznie wydany panu Płoskoniowi, ale ponieważ pożyczka nie weszła w życie, o żadnej spłacie nie może być mowy. Prezes Stupiński złożył już wyjaśnienia w tej sprawie. Zwrócił się także do sądu o unieważnienie weksla.
Stanisław Płoskoń uważa, że sprzedał akcje Górnika za 3.975 tysięcy złotych. Akt notarialny z Polindem jest jedną częścią transakcji, a weksel - jako forma zapłaty zaproponowana przez Andrzeja Stupińskiego i Andrzeja Daszka - drugą.
- Przecież nie wszedłem z armią i nie stawiłem nikogo pod ścianą w siedzibie CZG, gdzie dokonywaliśmy spisania umowy - spokojnie relacjonuje Płoskoń. - Notariusz przy tym był, świadkowie potwierdzą, że proszono mnie o takie właśnie rozwiązanie sprawy. Zresztą pierwszą ratę 500 tysięcy złotych wysłano 17 kwietnia 2002 rok na moje konto właśnie z CZG, który teraz jak słyszę, próbuje umyć ręce. Rozliczenia z firmą sopocką to zupełnie inny temat i ja nie będę wnikał w to, czy firma konsultingowa zwróciła Polindowi pieniądze i czyje one były. Mam z sopocką firmą swoje problem i też skierowałem doniesienie do prokuratury w tej kwestii. oczekuję tylko tego, że z należnych mi jeszcze około 3,5 miliona złotych za akcje Górnika, jakaś część znajdzie się w końcu na moim koncie.
Co to wszystko ma wspólnego z piłką nożną? Nic. Pokazuję tylko ludzi, kręcących się wokół niej i obracających pieniędzmi, o których kibicowi nawet się nie śniło.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online