Sport: Skuteczność, k..., skuteczność!

Zabrzanie muszą popracować nad wykorzystywaniem licznych sytuacji strzeleckich. Wtedy o punkty będzie łatwiej, bo w Gdyni pokazali się z dobrej strony.
- Naszym celem jest zwycięstwo - zapowiadali przed meczem z Górnikiem piłkarze Arki. I ten cel został w sobotę w Gdyni osiągnięty. Arka wygrała 2:0, a pierwsze w tym sezonie gole dla żółto-niebieskich zdobyli Filip Burkhardt i Tadas Labukas. Radość z pierwszego ligowego sukcesu może mącić nieco nie najlepszy styl gry gospodarzy. Ale... zwycięzców się nie sądzi.
Rzut oka na składy Arki i Górnika mógł tylko utwierdzić w przekonaniu, że obaj szkoleniowcy... niczym się nie zaskoczyli. Dariusz Pasieka nie zaryzykował więc gry dwoma napastnikami, ale postawił od pierwszej minuty, kosztem Josepha Mawaye, na Mirko Ivanovskiego.

Zahorski mówi o niesprawiedliwości...
W zasadzie pierwsze pół godziny tego meczu można pominąć. W tym czasie tylko błąd Denisa Glaviny, który stracił piłkę przed własnym polem karnym, spowodował stan zagrożenia przed bramką gospodarzy, zakończony ostatecznie rzutem rożnym. "My chcemy gola, Areczko, my chcemy gola" - zaśpiewali po raz pierwszy gdyńscy kibice, przypominając swoim zawodnikom, że oczekują na bardziej wymierne efekty ich gry. Gola nie było, ale w 30. minucie pierwszy celny, chociaż niegroźny, strzał w tym meczu oddał na bramkę Arki Grzegorz Bonin. Minutę później Mariusz Przybylski w polu karnym Górnika kopnął wprost pod nogi Pawła Zawistowskiego. Do bramki zabrzan było nie więcej niż 10 metrów, ale Zawistowski nie skorzystał z tego prezentu, trafiając w bramkarza gości. Wyszła z tego kontra zabrzan. W jej finale Piotr Gierczak precyzyjnym podaniem "uruchomił" Tomasza Zahorskiego, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Norbertem Witkowskim, ale przegrał ten pojedynek z bramkarzem żółto-niebieskich. - Gdybym wykorzystał tę sytuację, wynik meczu mógłby być zupełnie inny... Zresztą tych okazji do strzelenia bramki w Gdyni mieliśmy więcej, dlatego myślę, że przegraliśmy niezasłużenie - mówił już po meczu Zahorski.

... a Marciniak ją czyni (?)
Za chwilę jeszcze celnie z dystansu strzelali Filip Burkhardt i Adrian Świątek, ale bramkarze nie dali się zaskoczyć. Natomiast zaskoczeniem dla wielu był gwizdek sędziego w 42. minucie i rzut karny podyktowany przeciwko zabrzanom po przepychankach w polu karnym Górnika. Co się stało? Dopiero obejrzane później telewizyjne powtórki wyjaśniły więcej. Adam Banaś lekko popchnął w wyskoku do piłki Ivanovskiego. Zrobił to na oczach stojącego obok arbitra, a przy tym zupełnie bezsensownie, bo rywal nie miał żadnych szans na dojście do zbyt wysoko lecącej piłki. Szymon Marciniak podjął decyzję o "jedenastce" dla gospodarzy. Można się spierać, czy zgodną z duchem gry, ale z tego werdyktu arbiter zapewne się wybroni (choć nie w oczach zabrzan...). Do ustawionej 11 metrów od bramki Górnika piłki podszedł Filip Burkhardt i płaskim strzałem w róg nie dał szans na skuteczną interwencję Sebastianowi Nowakowi. To była pierwsza ligowa bramka "Burego" od 1 kwietnia 2006 roku, kiedy grał jeszcze w Amice, to była też pierwsza bramka gdynian w sezonie 2010/2011.

Kanonada bez efektu
Druga połowa meczu zaczęła się od dobrej akcji i minimalnie niecelnego strzału Ivanovskiego. Jego wyczyn skopiował kilkanaście minut później Marciano Bruma. Generalnie jednak w tej części gry znacznie więcej działo się w polu karnym Arki. Górnik zdecydowanie atakował, chcąc doprowadzić do wyrównania, ale przede wszystkim zawodnicy z Zabrza pudłowali w najlepszych nawet sytuacjach. W 53. minucie Świątek - główkując z 8 metrów - nie trafił w bramkę, w 55. mocno z dystansu strzelił Bonin, ale Witkowski, choć nie bez trudu, obronił. W 74. - znowu Świątek przestrzelił z linii pola bramkowego, w 85. Maciej Bębenek z 12 metrów posłał futbolówkę obok słupka, a w 88. Aleksander Kwiek z bliska uderzył ponad bramką. Tych sytuacji Górnik miał naprawdę sporo, aby w Gdyni nawet wygrać.

Sukces bez przepychu
Ale jak się nie strzela goli, to wraca się bez punktów. Arbiter doliczył do podstawowego czasu gry trzy minuty i w pierwszej z nich gdynianie podwyższyli prowadzenie. Bruma dobrze podał do Tadasa Labukasa, ten jednym zwodem uwolnił się na linii pola karnego od Banasia - kapitanowi Górnika z meczu w Gdyni pozostaną pewnie tylko koszmarne wspomnienia - i pomiędzy nogami próbującego interweniować Nowaka posłał futbolówkę do siatki. To był nokautujący cios Arki, zapewniający jej sukces. Sukces bez futbolowego przepychu, ale w sobotę najważniejsze były dla gospodarzy bramki i punkty. A piłkarze Górnika muszą popracować nad wykorzystywaniem licznych sytuacji strzeleckich. Wtedy o punkty będzie łatwiej, bo w Gdyni pokazali się z dobrej strony.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online