Sport: Górnik na medal

Po sześciu kolejkach zabrzański beniaminek z góry spogląda na Lecha, Wisłę, Legię.
- Cały czas mamy na chodzie kostkarkę do lodu, nie braknie nam go do schładzania rozgrzanych głów - żartował po meczu z Bełchatowem trener Górnika, Adam Nawałka. W dobrym nastroju byli na Roosevelta wszyscy sympatycy czternastokrotnych mistrzów Polski. Zabrzanie, choć musieli sobie radzić bez znakomicie ostatnio grającego Piotra Gierczaka, to jednak zagrali kolejne dobre - przede wszystkim w drugiej połowie - i bardzo waleczne spotkanie. W nagrodę po zwycięstwie nad dotychczasowymi wiceliderami z Bełchatowa, górnicy sami wskoczyli na drugie miejsce w tabeli ekstraklasy!
Co trzeba jeszcze zrobić, by Franciszek Smuda pojawił się także w Zabrzu? Dalej wygrywać - mówi zgłaszający reprezentacyjne aspiracje Tomasz Zahorski, który po zwycięstwie nad Bełchatowem, zameldował się z kolegami na medalowym miejscu w tabeli!
W sobotę nie było nikogo na Roosevelta, kto nie byłby ukontentowany postawą Górnika w spotkaniu z Bełchatowem. W znakomitych nastrojach byli zabrzańscy kibice, przedstawiciel firmy Allianz, przewodniczący rady nadzorczej Michael Mueller odbierał gratulacje w loży VIP-ów, powody do dumy mieli prezes Łukasz Mazur i dyrektor sportowy Tomasz Wałdoch. Cieszyli się także piłkarze i sztab szkoleniowy, nie wspominając o trenerze Adamie Nawałce, choć „głównodowodzący” Górnika nie szczędząc komplementów swoim podopiecznym – „dobrze grali, takiego olbrzymiego zaangażowania, determinacji na 200 procent oczekiwałem od chłopaków” – natychmiast zapewniał, że panuje nad tą ekstazą, jaka unosi się po znakomitym początku rozgrywek w zabrzańskim powietrzu. – Tomek Wałdoch załatwił nam znakomitą kostkarkę do lodu. Mamy więc cały czas lód w pobliżu, by studzić rozgrzane głowy.
Pierwsza odsłona była ciekawym widowiskiem dla koneserów wszelkich założeń taktycznych, ale z kibicowskiego punktu widzenia niewiele się działo. Właściwie godne odnotowania były tylko dwie akcje – strzał z dystansu Janusza Gola z 32 minuty, który o centymetry minął prawy słupek bramki Adama Stachowiaka oraz kapitalne uderzenie w pełnym biegu Daniela Sikorskiego, po którym opadająca lobem piłka trafiła w spojenie słupka i poprzeczki.
Druga połowa była zdecydowanie lepszym widowiskiem i przede wszystkim piłkarze wreszcie znaleźli zajęcie dla obu bramkarzy. W 56 minucie Stachowiak perfekcyjnie obronił uderzenie Zlatko Tanevskiego z trzech metrów, który dobijał uderzenie głową Marcina Drzymonta. Cztery minuty później czyhający przez godzinę na swoją szansę goście otrzymali prezent od obrońców Górnika, ale zostawiony sam na piątym metrze Gol nie skierował piłki do siatki z pięciu metrów. To było ostrzeżenie dla zabrzan, że żarty się skończyły, więc gospodarze rzucili się z nieprawdopodobnym nerwem na rywali. Zrobił się znakomity mecz, a niesamowity doping fanów Górnika pchał ich do ataku. W 63 minucie uderzenie wychodzącego na czystą pozycję Grzegorza Bonina sparował Łukasz Sapela, tenże Sapela poradził sobie także z próbą Marcina Wodeckiego z zerowego kąta i główką Tomasza Zahorskiego, i znakomitym strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego Mariusza Magiery. Bramka wisiała w powietrzu i wreszcie w 72 minucie, po rzucie rożnym numer czternaście (!) Zahorski głową pokonał Sapelę. – Mamy wiele wariantów stałych fragmentów gry, ale wszystkich nie zdradzę. Przy tej bramce po prostu pobiegłem na wolny sektor przy pierwszym słupku i dobrze skontrowałem piłkę – tak Zahorski opisywał „złotą” bramkę, za którą po meczu otrzymał, zgodnie z miejscową tradycją, dorodnego koguta na niedzielny rosół.
W końcówce było sporo emocji, bo goście dążyli za wszelką cenę do wyrównania. Ich poczynania z przodu rozruszał Dawid Nowak, a Marcin Żewłakow nie sfinalizował w 80 minucie rajdu Jeremiaha White’a. Otwarty GKS był łatwym obiektem do skontrowania, ale w doskonałych sytuacjach pogubili się Zahorski i Adam Danch. – Rozkręcamy się z meczu na mecz, a ja - oczywiście jak każdy piłkarz - marzę o reprezentacji. Co trzeba więc jeszcze zrobić, by selekcjoner pojawił się także w Zabrzu? Jeżeli będziemy wygrywali, to może w końcu Franciszek Smuda zawita i do nas. Ja gram dla siebie, dla klubu, może to wszystko da się kiedyś połączyć? – zastanawiał się po meczu szczęśliwy Zahorski.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online