Sport: Jeszcze nie czas

Mocno rezerwowy skład Górnika był tłem dla Lechii. W sobotę czas na rewanż, już o ligowe punkty.
Górnik zapowiadał, że traktuje puchar bardzo poważnie, czyli tak jak ligę. Tymczasem w meczu z Lechią o Puchar Polski nie zagrali Stachowiak, Banaś, Zahorski, Wodecki, Bonin i Sikorski, czyli połowa wyjściowego składu z ostatniego meczu przeciwko Bełchatowowi. - Decydowały kontuzje. Ci piłkarze nie byli w pełni sił. Nowak stanął z kolei w bramce, by mieć ciągłość gry - mówił po spotkaniu Adam Nawałka, który ostatecznie wpuścił w drugiej połowie na boisko Bonina i Wodeckiego. Górnik przegrywał wtedy 0:2 i wynik konfrontacji był już przesądzony.
Po drugiej stronie zagrał "pierwszy" skład Lechii i nic dziwnego, że goście bez większego problemu opanowali środek boiska, gdzie górowali nad Górnikiem w każdym elemencie gry. Sygnałem, że goście nie przyjechali do Zabrza czekać na kontrę, była siódma minuta, kiedy po prostopadłym zagraniu z głębi pola, sam na sam z Nowakiem był Lukjanovs. Ten pojedynek bramkarz Górnika jeszcze wygrał, ale piłkarze Nawałki nie wyciągnęli z tej sytuacji żadnych wniosków. Co prawda w 13. minucie świetną okazję dla zabrzan miał Chałas, ale 100 sekund później Lechia już prowadziła. Jeszcze jedno prostopadłe podanie, świetne wyjście, a po chwili strzał Traore i było 0:1. Jeszcze dziesięć minut Górnik faktycznie robił coś na boisku, by odrobić straty, ale nieporadność pod bramką Kapsy była zatrważająca. Z czasem Lechia zupełnie zdominowała mecz, by drugiego gola strzelić "do szatni". - To było decydujące trafienie. Miałem przeczucie, że Górnik w tej dyspozycji tych strat już nie odrobi - mówił po meczu Marko Bajić, kiedyś gracz Górnika. Buval oddał świetny strzał, a sześciu graczy Górnika przyglądało się w polu karnym strzelcowi.
Trenerzy w przerwie nie dokonali żadnej zmiany, a Górnik zaczął drugą połowę od "setki" Świątka. W sytuacji sam na sam z Kapsą, napastnik Górnika strzelił obok słupka. To był chyba decydujący moment meczu. Lechia nastawiła się przede wszystkim na kontrę, tym bardziej, że straciła Bedi Buvala, który na ramionach masażystów zszedł na ławkę i prawdopodobnie w sobotę z Górnikiem nie zagra. A Górnik? Atakował i o ile w pierwszej połowie grał niemrawo i na stojąco, to w drugą część włożył już trochę serca i chęci, ale wciąż niewiele umiejętności. Zmiennicy to na pewno jeszcze nie ten poziom, by zagrozić mądrze grającej Lechii. Nie zmieniło tego nawet wejście na kwadrans Bonina, choć w tym okresie Lechia pozwoliła zabrzanom stworzyć trzy wyborne okazje bramkowe. - Chcieliśmy dziś wygrać, nie było mowy o odpuszczaniu meczu. Trener wystawił kilku młodszych chłopaków, ale o pewne rzeczy jesteśmy mądrzejsi. Wierzę, że w lidze będzie to zupełnie inny mecz - przyznał Bonin. W sobotę okaże się czy miał rację.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online