Forum
 

Kwiek: Bimbałem sobie na treningach

Aleksander Kwiek, strzelec zwycięskiego gola w spotkaniu Górnika Zabrze z krakowską Wisłą robi rachunek sumienia - Przez kilka długich lat nie byłem profesjonalistą - przyznaje.
- Bimbałem sobie na treningach. Wszystko robiłem na pół gwizdka. Łatwo przyszło, łatwo poszło, myślałem i nie potrafiłem się zmobilizować. Miałem dużo luzu, a pracowałem niewiele. Tak było chociażby w Łęcznej i Kielcach. Mam o to do siebie pretensje, bo trochę czasu mi uciekło. Wciąż jednak mam go na tyle dużo, by jeszcze coś osiągnąć - mówi pomocnik zabrzan.

- Cel? Jak najlepiej grać dla Górnika i za jakiś czas wyjechać na zachód. Nawet do przeciętnej drużyny. Chodzi o to, żebym tam grał, a nie, jak większość Polaków, siedział na ławie - zdradza strzelec zwycięskiego gola w meczu z Wisłą (1:0).

- Byłem ostatnio na siebie bardzo zły, bo jestem ofensywnym pomocnikiem, a w siedmiu spotkaniach nie tylko nie zdobyłem bramki, ale i też nie zaliczyłem nawet asysty. Ta sprawa nie dawała mi spokoju. W dodatku grając przeciwko Wiśle, zanim trafiłem do siatki, zdążyłem zmarnować dwie bramkowe okazje. Teraz już czuję ulgę.

Po zakończeniu meczu piłkarz długo rozmawiał ze swoim ojcem. Józef Kwiek ma 51 lat i wciąż jest piłkarzem. - Gra w B klasie, w Pstrążnej. Na środku pomocy. I szczerze powiem, że dla mnie on jest tam najlepszy. Ostatnio strzelił trzy gole. Chodzę na jego spotkania, a on na moje. Po Wiśle był zadowolony, chwalił mnie. A co ja mogę o nim powiedzieć, skoro jest skuteczniejszy ode mnie. Kiedy byłem mały, chodziłem z nim na treningi. To ojciec zaraził mnie miłością do sportu. W telewizji oglądam nie tylko mecze piłkarskie, ale też relacje z wielkich imprez siatkarskich i koszykarskich.

Pytamy czy waleczność, z której słynie, odziedziczył po ojcu. - Po rodzicach - odpowiada. - Mama z tatą przez całe swoje życie walczą o lepsze życie. Jak? Ciężko pracują, bo wiedzą, że niczego nie dostaje się za darmo. Z mamą ostatnio dużo rozmawiam przez skype`a, bo ona wyjechała do Anglii, do roboty. Tato też jest ostatnio w rozjazdach. Ma etat we Wrocławiu i na Śląsk przyjeżdża tylko na weekendy. Cieszę się, że wreszcie biorę z rodziców przykład. Od pewnego czasu wszystko robię na sto i więcej procent. Duża w tym zasługa żony Karoliny. Jesteśmy rok po ślubie, mamy synka Oskara, a ja chyba wreszcie się ustatkowałem.

Dobra forma zawodnika to także efekt indywidualnego podejścia trenera Adama Nawałki. - Nigdy do tej pory nie pracowałem ze szkoleniowcem, który poświęcał piłkarzom tak wiele czasu. Trener Nawałka po normalnych zajęciach daje nam piłkarskie korepetycje. Mógłby spakować torbę i pojechać do domu, a jednak tego nie robi. Takie zachowanie mobilizuje. Kiedy czuję potrzebę, to zostaję na nadprogramowych lekcjach. Z pomocą bramkarza Adama Stachowiaka często ćwiczę technikę strzału. To dlatego już nie kopię piłki, jak kiedyś bywało, wysoko ponad bramką. Teraz moje strzały są dokładniejsze. I nie wstydzę się tego, że wciąż się uczę - zwierza się piłkarz Górnika.

6 lat temu Kwiek błysnął formą w Odrze Wodzisław i kupiła go Wisła. Jednak od tego czasu zaczął grać coraz słabiej. Teraz się odradza.

- Wciąż mam ambicje. Może to głupio zabrzmi, ale ja wierzę, że obecnie spokojnie poradziłbym sobie w każdym czołowym polskim klubie. Także w Wiśle, z której musiałem odejść. Jeśli kiedyś miałbym zmienić klub, to chciałbym grać w zespole walczącym o wysokie cele. W tej chwili o tym nie myślę, bo przecież Górnik jest w czołówce ekstraklasy - mówi Kwiek.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online