Forum
 

Sport: Pszczoła użądliła

Górnik Zabrze w ciągu tygodnia pokonał do zera wicemistrza i mistrza Polski. Lech Poznań? Przegrał w lidze czwarty mecz z rzędu.
Marcin Wodecki, nazywany przez kolegów "Pszczółką", zapewnił Górnikowi pierwszą od dziesięciu lat ligowa wygraną z Lechem na Roosevelta. Zabrzanie mają tydzień, jaki nie zdarzył się od dawna. 

Prezent dla Nawałki
W dwie kolejne niedziele ograli wicemistrza, a teraz mistrza Polski. - Po meczu z Wisłą czytałem, że to ona była taka słaba. Trochę nie tak, skoro po tygodniu strzeliła Lechii pięć goli - mówił wczoraj Adam Nawałka, który dzień wcześniej skończył 53 lata. O lepszym prezencie nie mógł pewnie marzyć.
Wczoraj nie było wątpliwości, kto jest na boisku lepszy, choć beniaminek grał z mistrzem Polski. Lech w ciągu 97 minut oddał dwa celne strzały na bramkę Adama Stachowiaka.
Czy trener Jacek Zieliński faktycznie w Manchesterze oszczędzał kilku graczy na spotkanie w Zabrzu? Być może. Jeżeli tak, to efekt roszad był marny. Lech jest w ogromnym kryzysie, czego efektem czwarta przegrana z rzędu. - O obronie tytułu na pewno możemy zapomnieć. Teraz trzeba się po prostu podnieść... - stwierdził po spotkaniu Andrzej Juskowiak, kiedyś gwiazda "Kolejarza", a dziś trener napastników w tym, klubie.

Uwaga na lewą stronę
Mecz zaczęli od pierwszego gwizdka Stilić i Rudnevs, ale trudno powiedzieć, by dodali swoją grą jakości poczynaniom Lecha. Górnik w I połowie grał o wiele lepiej, a przede wszystkim mądrzej niż z Wisłą. Mecz zaczął ten sam skład, ale widać, że zabrzanie po ograniu "Białej gwiazdy" nabrali pewności siebie. Pierwszą okazję bramkową miał Adam Danch, grający po raz kolejny na środku defensywy. Kilka minut później po podaniu Wodeckiego, strzał Kwieka trafił w słupek. To powinien być dla Lecha sygnał, że tym razem lewa strona Górnika, a nie prawa, gdzie zwykle świetnie grał Grzegorz Bonin, będzie problemem, z którym trudno będzie sobie gościom poradzić. Bonin zresztą szybko opuścił boisko ze skręconym stawem skokowym.
Lech atakował bardzo schematycznie i zbyt wolno, by zaskoczyć defensywę Górnika. Strzały mistrzów Polski w najlepszym razie leciały 1-2 metry nad bramką. Górnik? Kolejny strzał Kwieka minimalnie minął słupek, a po zagraniu tego piłkarza, w Burica trafił piłką Zahorski. Bramka przed przerwą jednak padła. Bemben wywalczył piłkę 30 metrów przed bramką Lecha i wrzucił ją w pole karne. W wielkim zamieszaniu zgrał "futbolówkę" Przybylski, wprost pod nogi Wodeckiego. Przytomny strzał z kilku metrów i było 1:0.

Dwa razy czerwień
Zadawane w przerwie pytanie dotyczyło tylko jednego. Na boisko wyjdzie Lech z ligi, jeszcze słabszy niż przed przerwą, czy ten z Manchesteru, kiedy w II połowie pokazał dobrą piłkę i dobre przygotowanie fizyczne. Nic z tego. Od pierwszej minuty było widać, że to jest dzień Górnika, który zaangażowaniem i świetną organizacją gry opanował środek boiska. Kwiek i Przybylski mieli mnóstwo odbiorów i wyprowadzali szybkie ataki. Lech zamiast zaatakować, bezradnie oddawał pole rywalowi, z każdą minutą coraz bardziej człapiąc na boisku.
Za Bonina wszedł Sikorski, który zajął miejsce na "szpicy". Na prawą stronę przeszedł Zahorski. W 61 minucie właśnie Sikorski oddał świetny, obroniony przez Burica strzał po podaniu Kwieka. Górnik w ciągu kilku minut przeprowadził kilka ciekawych akcji, by w końcu trafić na 2:0. Podawał Sikorski, niemal z miejsca (z 18 metrów) strzelił Wodecki, a Burić pod brzuchem puścił piłkę do siatki. Przy takiej dyspozycji obu drużyn, tylko cud mógł w tym momencie odwrócić losy spotkania. Jakby tego było mało, w 77 min za faul na Sikorskim drugą żółtą kartkę ujrzał Injac i Lech grał w osłabieniu. Zagrożenie pod bramka Stachowiaka wciąż było żadne, a gdyby Sikorski zachował więcej zimnej krwi przy wyprowadzaniu szybkich kontr, mecz mógł się zakończyć demolką Lecha. Około 85 min zaczęły się na trybunach chóralne śpiewy kibiców "Cały świat już wie, Górnik wygrał mecz..." Z Lechem pierwszy raz od 2000 roku na tym stadionie. Schodząc do szatni nie cieszył się tylko jeden piłkarz. W 94 min na środku boiska Mariusz Przybylski zamarkował uderzenie w twarz Arboledę. Sędzia wyciągnął czerwoną kartkę, a kilka sekund później gwizdnął po raz ostatni.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online