Forum
 

Wałdoch: Wezwałbym na rozmowę

Dyrektor sportowy, Tomasz Wałdoch, mówi o zachowaniu Arboledy, murawie na Roosevelta i obecnej sytuacji w drużynie.
Górnik w tabeli jest trzeci, jednak w niedzielę stracił dwóch pomocników. Grzegorza Bonina i Mariusza Przybylskiego. W perspektywie zabrzanie mają do rozegrania mecz z Legią w Warszawie. Tomasz Wałdoch pierwszy raz wybierze się do stolicy w roli dyrektora sportowego klubu z Roosevelta. 

Canal+ tego meczu nie pokaże.
- Cóż... Nie pokazał też derbów z Ruchem. Trudno mi mówić o polityce stacji. Mam po prostu nadzieję, że ranga spotkań tych klubów ponownie będzie taka, że nikt nie będzie się nad tym zastanawiał i pokazanie takiego meczu będzie czymś oczywistym. Oba kluby dwa ostatnie mecze wygrały w dobrym stylu, więc będzie ciekawie.

Piłkarz Tomasz Wałdoch na stadionie Legii?
- Różnie... Raz po bramce Piotrka Jegora wygraliśmy 1:0. Jednak przegrałem na Legii finał Pucharu Polski z Miedzią Legnica i przede wszystkim mistrzostwo Polski w 1994 roku, choć wtedy padł na boisku remis. Trzy czerwone kartki, sędzia... Długo to w człowieku siedziało, ale dziś już nie ma sensu do tego wracać.

Zacznijmy od sprawy najbardziej "gorącej". Nazywa się Mariusz Przybylski.
- Oczywiście, tak jak zapowiadaliśmy, złożyliśmy odwołanie. I czekamy. Jak już mówił prezes Mazur, żadnej kary dla Mariusza nie będzie. Już ukarał się podwójnie. Pewnie nie zagra w najbliższy meczu, a trzeba go znać, by wiedzieć, jak to wszystko przeżywa. Niewielu znam piłkarzy tak sumiennych, rzetelnych, skromnych i spokojnych, a jednocześnie potrafiących grać. Chciałbym mieć jedenastu takich w składzie. Moim zdaniem nie zrobił zresztą nic strasznego i nie pokazałbym mu w życiu czerwonej kartki. Oglądałem tę sytuację wiele razy. Był szarpany, zrobił potem ruch ręką, ale widać, że nikogo nie chciał uderzyć.

Arboleda jednak na murawę padł.
- I tym jestem autentycznie oburzony. Wiem, że Lech jest w trudnej sytuacji, ale profesjonalista nie może się tak zachowywać. Dla mnie jego zachowanie jest nie do zaakceptowania.

Będziecie wnioskować o ukaranie obrońcy Lecha?
- Nie jestem zwolennikiem karania piłkarzy, bo myśląc w ten sposób doszlibyśmy pewnie do absurdu, ale coś z tym problemem trzeba zrobić.

Umówmy się, że nie jest to problem "polski".
- Oczywiście! Wcale tego nie powiedziałem. W Niemczech też było kilku "kolegów", którzy w ten sposób symulowali i nabierali tysiące ludzi. I spotykało się to z powszechnym napiętnowaniem. Chyba to jest metoda. Pokazywać i mówić, że to nie ma nic wspólnego z piłką oraz szacunkiem dla kibica i rywala. To trzeba potępiać, wtedy może piłkarze zrozumieją. Tym bardziej, że dziś kamera pokaże wszystko.

Odwróćmy sytuację. Gest robi Arboleda, a jak rażony piorunem pada piłkarz Górnika.
- Wtedy wezwałbym go na poważną i mało przyjemną rozmowę, bo tego autentycznie nie trawię. Myślę, że nie będziemy mieli takiego problemu.

Kara może być nawet większa niż dwa mecze.
- Trudno byłoby nam się z tym pogodzić.

W Warszawie zabraknie na boisku nie tylko Przybylskiego.
- Zobaczymy jak to się skończy. Na pewno zabraknie Grześka Bonina. Też powiem, że szkoda. Jak w wypadku każdej kontuzji. Bonin to piłkarz klasowy, jest w formie, a jego gra dodaje nam jakości. Ale... Na boisko na pewno wyjdzie jedenastu ludzi i nie powiem dziś, że Górnik będzie przez to słabszy. Lechowi oba gole strzeliliśmy, kiedy Grzegorza nie było już na boisku. Wszedł Sikorski, a miejsce "Bońka" na boisku zajął Tomek Zahorski, który przecież trafił swego czasu do kadry, bo Leo Beenhakker widział go grającego na prawej pomocy. W Młodej Ekstraklasie zagrał już 45 minut Maciek Bębenek, nominalnie prawy pomocnik. Tak dobieramy ludzi, by nie mieć ich tylko jedenastu na całą rundę i z końcem października stanąć przed wielkim problemem. Przypomnę, że na dwa mecze wypadł ze środka obrony Mariusz Jop. Była dyskusja, co teraz, skoro gramy z Wisłą i Lechem. I wszedł Adam Danch. Nie muszę dodawać, jak dobrze wypadł, bo każdy widział...

Kto zagra więc z Banasiem w Warszawie?
- To pytanie do trenera Nawałki. Absolutnie nie mam wpływu na wybór jedenastki meczowej. Mariusz Jop jest zdrowy i gotowy do gry. Pewnie będzie w meczowej osiemnastce. Fajnie, że trener ma wybór. Mnie bardzo cieszy, że mamy drużynę. Ci, którzy nie grają, nie chodzą obrażeni na cały świat, tylko w tygodniu robią wszystko, by w takiej sytuacji jak z Boninem i Przybylskim być "pod parą". Gdyby obowiązywało myślenie, typu "O, Bonin doznał kontuzji to teraz wezmę się do roboty", to gwarantuję, że Sikorski, Danch czy Marciniak nie weszliby do drużyny tak dobrze jak to miało miejsce.

Jesteście na trzecim miejscu, ale dalecy od entuzjazmu.
- Bo jesteśmy po dziesiątej kolejce, a nie trzydziestej. Może tego nie widać, ale bardzo się cieszymy. Od właściciela klubu po szeregowego pracownika klubu. Przed sezonem osiemnaście punktów na tym etapie rozgrywek brałbym w ciemno. Ale za długo jestem w piłce, by nawet po ograniu Lecha popadać w entuzjazm i mówić, że gramy o puchary. Naprawdę za trzy tygodnie możemy być w zupełnie innym miejscu tabeli, choć gorąco wierzę, że taki scenariusz się nie spełni. Jednak w tej lidze niemal wszystko jest "na styk" i dziś już chyba nikt nie złoży jednoznacznej deklaracji.

Wie pan, dlaczego Lech gra tak słabo?
- Wiem z własnego doświadczenia, że klubom, które nie mają bardzo szerokiej kadry i nie grają rok w rok w pucharach, ciężko pogodzić jedne i drugie rozgrywki, ale o Lechu mówić nie chcę. Nie mam pojęcia, co dzieje się w środku klubu i drużyny.

Górnik to bardziej charakter i dyscyplina, czy jednak umiejętności?
- Też słyszałem tę dyskusję. Oczywiście, że w tej drużynie są też umiejętności, choć pamiętam, że mówimy o polskiej lidze, gdzie generalnie są one na określonym poziomie. Niewystarczającym, by bez charakteru, dobrego przygotowania fizycznego i piłkarskiego "zacięcia" cokolwiek wygrać. Musi być jedno i drugie, nie za bardzo zachwiane. Nam się to na dziś udaje.

Jerzy Brzęczek przyznał, że z grupy, którą pamięta z gry, największe postępy zrobił Marcin Wodecki.
- Tak daleko nie sięgam, bo nie było mnie dwa lata temu w Zabrzu, ale potwierdzę, że nawet na przestrzeni kwietnia i października, Marcin pod każdym względem jest dziś lepszym piłkarzem. Oby tak dalej, bo najgorzej uwierzyć, że jest już idealnie. Nigdy nie jest.

Skoro mówimy o czymś idealnym, to pewnie nie o murawie na Roosevelta. Trener Nawałka powiedział, że jej stan to przyczyna urazu Grzegorza Bonina.
- Nie wiem do końca, czy tak było. Nie gram, widzę murawę tylko z boku i tylko czasami na nią wejdę. Byłem przed meczem z Lechem i moim zdaniem jest w dobrym stanie. Nie idealnym, ale do przyjęcia na przełomie października i listopada, kiedy wegetacja jest inna niż w sierpniu. Da się na niej grać i zapewniam, że na wielu pięknych stadionach Bundesligi grałem na wiele gorszej trawie. Dało się...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online