Górnik liże rany

Tylko Górnik Zabrze przegrał dwa ligowe mecze w ostatnich sekundach gry. I nikt - poza Górnikiem - nie stracił w jednym spotkaniu trzech graczy z powodu żółtych kartek.
Pech i przypadek czy jednak problem, z którym Górnik Zabrze nie do końca potrafi sobie poradzić.
W ciągu kilku tygodni zabrzanie przegrali dwa mecze tracąc gole w ostatnich sekundach spotkań po stałych fragmentach gry. W obu wypadkach przegrywali z rywalami pojedynki główkowe.

Nie ma jednego winnego

Najpierw był mecz z Jagiellonią. Chyba najlepszy w wykonaniu zabrzan w całym sezonie. Do 91 minuty, kiedy Andrius Skerla strzałem głową pokonał Adama Stachowiaka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. - Musimy wyciągnąć z tej porażki wnioski. Najważniejsze z nich? Gra do końca i pełna koncentracja - mówili piłkarze z Zabrza po tamtym spotkaniu. Faktycznie, w kolejnych meczach z Wisłą i Legią, Górnik grał bardzo konsekwentnie do ostatniego gwizdka arbitra. Tymczasem w Warszawie Górnik przegrał mecz w okolicznościach, które rzadko mają miejsce w profesjonalnym futbolu.
- Zawsze można powiedzieć, że stało się, ale znając Adama Nawałkę, sam wie, że jest to element, który szwankuje. Trzy gole stracone w takich okolicznościach w tak krótkim odstępie czasu muszą dać do myślenia. Problem czy przypadek? Raczej problem - twierdzi Józef Dankowski, przed laty środkowy obrońca Górnika i czterokrotny mistrz Polski.
Zabrzanie przy stałych fragmentach gry mają kryć „strefą”. Tymczasem w 88 minucie meczu z Legią przy dwóch graczach Legii znalazł się tylko jeden piłkarz Górnika - Michał Bemben. - To jest zaskakujące i nie powinno mieć miejsca - dodaje Dankowski, który daleki jest od szukania jednego winnego. - To byłoby pewnie najprostsze rozwiązanie, ale tutaj co najmniej kilku piłkarzy może posypać głowę popiołem. Adam Stachowiak pewnie mógłby wyjść do piłki, która po dośrodkowaniu Kiełbowicza leciała „pół minuty”. Większość defensorów Górnika dobrze gra głową, a jednak nie poradzili sobie z tymi sytuacjami. Rozwiązanie jest jedno i nazywa się trening. Muszą to ćwiczyć do upadłego, bo sami zobaczyli w jak prosty sposób można stracić punkty i pieniądze. Inna rzecz, tych rzutów wolnych w ogóle nie powinno być. I od tego bym zaczął szukanie przyczyn przegranej końcówki meczu - twierdzi Dankowski.

Zaczęło się od faulu

W 88 minucie bezsensownym faulem przy linii bocznej „popisał” się Aleksander Kwiek. W jednej chwili Górnik stracił piłkarza na mecz z Polonią Bytom i sprowokował sytuację, która zaowocowała golem na 1-1. - Były dwie minuty do końca, a w takich sytuacjach trzeba unikać właśnie stałych fragmentów gry. Wystarczyło mądrze rywala „odprowadzić” do linii. Myślę, że gdyby nie ten wolny to Górnik by mecz wygrał. Jakby tego było mało, po dwóch minutach faulowali niemal w tym samym miejscu - twierdzi Dankowski. - Umówmy się, że nie jest źle. Górnik ma dużo punktów, wygrał z Lechem i Wisłą... Po przegranej w takich okolicznościach zawsze jest jednak kac, bo to nie Legia strzelała piękne gole, tylko Górnik tracił je na własne życzenie i przez gapiostwo. A może - paradoksalnie - „wystraszyli się” możliwości wygrania na Legii, w dodatku po Wiśle i Lechu. Zamiast grać w piłkę, zaczęli myśleć, że są o krok od czegoś wyjątkowego i jakoś to będzie. Nie było... - kończy Dankowski. Wcześniej kartki ujrzeli Adam Banaś i Michał Bemben. Wszyscy czwarte w sezonie, ale też absolutnie słuszne. O ile jednak kartki Banasia i Bembna można rozgrzeszyć, to w wypadku Kwieka byłoby to trudne do zrobienia.
Adam Nawałka dał drużynie dwa dni wolnego. Pierwszy trening przed meczem z Polonią odbędzie się dzisiaj. Trener musi znaleźć pomysł na poprawę gry obronnej Górnika w końcówkach spotkań, ale pytania najistotniejsze dotyczą wyjściowej jedenastki na mecz z Polonią, bowiem Górnik zagra w sobotę bez sześciu piłkarzy, którzy jeszcze miesiąc temu stanowili „żelazną” jedenastkę w lidze. Czterech pauzuje za kartki, a dwóch leczy kontuzje. Choć...

Czy zdąży Bonin?

Jest ponoć szansa, że na sobotni mecz gotowy do gry będzie Grzegorz Bonin. W klubie nikt głośno tego nie mówi, ale Bonin, który miał pauzować nawet do miesiąca, czuje się ponoć coraz lepiej i dziś szansę jego gry z Polonią można określić pół na pół. Jeżeli lekarze uznają, że nie ma ryzyka pogłębienia się urazu, to „Boniek” może wyjdzie na boisku. W obronie Górnik stracił Michała Bembna i Adama Banasia, w drugiej linii Mariusza Przybylskiego, Aleksandra Kwieka, Piotra Gierczaka i ewentualnie właśnie Bonina. Kto w zamian? Vladimir Balat, który wszedł na ostatni kwadrans, był praktycznie poza grą. Pytanie, dlatego, że zagrał na prawej stronie boiska czy dlatego, że poziom ekstraklasy przerasta jego aktualne możliwości. Drużynie na pewno nie pomógł. Gdzie zagra Michał Pazdan? Na prawej obronie czy jako defensywny pomocnik? Może w lidze zadebiutuje na prawej stronie defensywy Maciej Mańka, który trafił do Zabrza z Tychów właśnie jako zmiennik Bembna. Do łask wróci Adrian Świątek czy może szansę na grę dostaną zdrowi już Michał Jonczyk i Maciej Bębenek, sprowadzeni latem z Sandecji Nowy Sącz? W każdym razie tej jesieni jeszcze żaden ligowy trener nie stanął przed koniecznością takiej rewolucji kadrowej jaka czeka Adama Nawałkę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online