Sport: Złapali oddech

To były dwa wyjątkowo trudne tygodnie przy Roosevelta. Zwycięstwo nad Cracovią jest jak łyk tlenu dla omdlewającego.
Przegrana w Chorzowie, gdzie Górnik był tylko tłem dla Ruchu, kłopoty finansowo-organizacyjne, rozmowy z piłkarzami na temat podpisania porozumień potrzebnych do złożenia dokumentów licencyjnych... To były wyjątkowo napięte dwa tygodnie na Roosevelta. - Naprawdę "złapaliśmy" dziś oddech. W lidze każda wygrana jest ważna, ale po tej naprawdę możemy wziąć głębszy oddech - mówił po meczu Adam Banaś, a Adam Nawałka wspomniał o poprawie dyscypliny taktycznej. Przede wszystkim jednak odważniej i ofensywniej niż w ostatnich meczach ustawił drużynę.
Cracovia, która w tym roku w lidze nie przegrała, przyjechała do Zabrza bez Łukasza Nawotczyńskiego. Arkadiusz Radomski co prawda na Śląsk dojechał, ale o jego grze nie było mowy. Straty Górnika były jeszcze większe. Gasparik, Kwiek, Przybylski... W tygodniu poprzedzającym mecz trener Adam Nawałka "przerabiał" kilka wariantów ustawienia gry w drugiej linii i w ataku. Ostatecznie zdecydował się na Piotra Gierczaka i w praktyce dwójkę napastników, czyli Sikorskiego z Zahorskim. Pierwszy z nich był bohaterem meczu. Tak jak kilka tygodni wcześniej w meczu z Zagłębiem, wziął na siebie ciężar ofensywnej gry Górnika i po jego golu gospodarze cieszyli się z trzech punktów.
Górnik dobrze "wszedł" w mecz. Starał się rozgrywać piłkę w strefie środkowej, praktycznie nie dopuszczał Cracovii pod własną bramkę. W 18. minucie zabrzanie zagrali "akcję-marzenie". Bonin głową do Zahorskiego, ten głową do Sikorskiego... Napastnik Górnika niemal ze środka boiska pobiegł sam na bramkę, minął Kaczmarka i było 1:0.
Dopiero teraz zaczęła grać w piłkę Cracovia. Odważniej, szczególnie prawą stroną, gdzie zabrzanie mieli wielki problem z zatrzymaniem Alexieja Visnakovsa.
Goście nie oddali w tym - najlepszym dla siebie - fragmencie meczu celnego strzału na bramkę Adama Stachowiaka, ale kilka naprawdę dobrych uderzeń minimalnie mijało słupek i poprzeczkę. Statystyki celności nie poprawili też po przerwie.
A przerwę zabrzanie przyjęli pewnie z ulgą. Druga połowa zaczęła się od pecha Sławomira Szeligi. Wszedł na kilka minut i zaraz poszedł do szatni. - Miałem problem z naciągniętym mięśniem. Powiedziałem trenerowi, że spróbuję, ale nie dałem rady. Wszyscy nie daliśmy dziś rady - smucił się kapitan "Pasów".
Ta druga część gry dostarczyła sporo emocji, choć kolejne gole już nie padły. Cracovia częściej była przy piłce, nawet ładnie "dla oka" rozgrywała ją w drugiej linii, ale kompletnie brakowało jej pomysłu na zagrożenie bramki zabrzan. Obrazem bezradności było kilkanaście wrzutek na niewysokiego Ntibazonkizę. Górnik, który - jak w większości jesiennych meczów - grał szczególnie po przerwie pressingiem i z ogromną determinacją, łatwo radził sobie z rozbijaniem ataków gości i wyprowadzał za sprawą Sikorskiego bardzo groźne ataki. Napastnik zabrzan dwa razy był o krok od podwyższenia wyniku. Obie sytuacje miał po świetnych dograniach piłki od Bembna i Banasia. To Sikorski wypracował "setkę" Robertowi Jeżowi, który zbyt nonszalancko zachował się, mając przed sobą tylko Kaczmarka. Mógł też wpisać się na listę strzelców debiutujący w lidze Gabriel Nowak, ale Kaczmarek był tego dnia bezbłędny. Poza jednym przypadkiem, z osiemnastej minuty. Górnik praktycznie zapewnił sobie wczoraj utrzymanie, Cracovia wciąż jest na dnie.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]