Mazur: Starałem się być zawsze takim prezesem, jakiego sam bym chciał

Łukasz Mazur podkreślał dziś, że nie chce "prać brudów", a tylko odpowiedzieć na zarzuty, które pod jego adresem wygłosił Michael Mueller z zarządu Allianz Polska. 

O konflikcie z Michaelem Muellerem
Nigdy nie atakowałem Michaela Muellera. Nie odpowiadałem na jego oszczercze wypowiedzi aż do dzisiaj, bo uważałem, że medialne "pranie brudów" nie służy nikomu, jedynie cieszy dziennikarzy. Kłamstwem jest, że obiecywałem naprawę finansów klubu w rok. To rzecz niemożliwa do wykonania! Przedstawiłem wieloletni plan działania.

19 kwietnia 2010 roku pierwszy raz pomyślałem o odejściu z Górnika. Na skutek konfliktu z Michaelem Mueller, który poczuł się urażony wywiadem, w którym powiedziałem, że "Górnik w przeszłości zgrzeszył pychą".

Przez ostatnie pół roku nie rozmawiałem z panem Muellerem, nie odbierał moich telefonów, choć proponowałem, byśmy się spotkali jak mężczyźni i powiedzieli sobie wszystko prosto w oczy, przy kolacji i piwie. Zszokowała mnie za to wypowiedź Muellera, że zawodnicy wydzwaniają do niego w temacie zaległości. Otóż, napisali oni maila, w którym zaproponowali spotkanie Muellerowi w Warszawie przy okazji meczu z Polonią. Otrzymali odpowiedź, że Mueller nie ma czasu. Nikt się z nimi nie spotkał, nie wytłumaczył sytuacji. A jak jest ona tak trudna, to nie tylko zarząd, ale i właściciel powinni przedstawić, swoją wizję.

Dodam, że Rada Nadzorcza i Michael Mueller byli na bieżąco informowani o problemach związanych z licencją. Co ciekawe, miałem zostać odwołany kilka dni wcześniej niż to się stało. Zadzwoniłem do jednego z członków Rady Nadzorczej i powiedziałem, że jak tak się stanie, to zrobią rzecz idiotyczną, bo miało do tego dojść na cztery dni przed złożeniem dokumentacji licencyjnej. Przecież ktoś musiał jeszcze na spokojnie te dokumenty przejrzeć i podpisać. Dlatego też odwołany zostałem 7 kwietnia, a nie pod koniec marca.

O firmie Allianz...
Nie jest tak, że wszystkiemu jest winna firma Allianz, choć przyjęło się, że trochę więcej wymaga się od właściciela niż od sponsora klubu piłkarskiego. Znam powody, dlaczego ta firma nie może dać więcej pieniędzy Górnikowi. Nie chcę jednak o tym mówić.

Nie byłem zaskoczony tym, że żaden członek Rady Nadzorczej nie stanął w mojej obronie. Jeśli chodzi o przedstawicieli firmy Allianz, to nie mieli oni nic do powiedzenia. Szkoda, że niektórzy z nich nawet mi nie podziękowali za ten rok pracy. A jeśli chodzi o ludzi z miasta? Byłem przedmiotem handlu, a nie podmiotem. Jeśli chodzi o byłego prezesa (Jędrzeja Jędrycha – przyp. red.), to temat tego człowieka, jego zachowań, domniemanej uczciwości, to temat na osobną rozmowę. Na razie nie chcę w nią wchodzić.

Moim marzeniem jest, by struktura właścicielska w Górniku była podobna do tej, która jest zastosowana w wielu klubach niemieckich czy hiszpańskich, w których właścicielami są stowarzyszenia kibiców, a nie korporacje.

O naprawie finansów
Nie pozwolę, by zarzucono mi, że przeze mnie klub wpadł w zapaść finansową. Rozpocznę od tego, że nasze działania związane z poprawą finansów opierały się na cięciu kosztów. Przykłady? Gdy przychodziłem, dział finansowo-księgowy kosztował 500 tysięcy złotych rocznie, a teraz kosztuje 150 tysięcy złotych. Najdroższy latem zakontraktowany zawodnik był raptem dziewiąty na liście płac Górnika.

Istotnie, koszty wzrosły, ale było to związane z kosztami restrukturyzacji. W każdym takim przedsiębiorstwie, jeśli ktoś odchodzi, należy mu wypłacić odprawę. Niektórym osobom przysługiwała odprawa będąca równowartością 2 tygodni pracy. Poprzedni zarząd podpisał jednak z tymi osobami porozumienia na mocy których okres ten wydłużony został do... 6 miesięcy.

Niestety, nie udało się w znacznym stopniu obciąć kosztów dotyczących piłkarzy, choć pierwsza drużyna jest tańsza w sposób zdecydowany. I wliczam do niej zawodników, z którymi nie udało się rozwiązać kontraktów, a którzy zostali przesunięci do drugiego zespołu.

Robi mi się zarzuty, ze nie znalazłem sponsorów, a tymczasem 15 grudnia ubiegłego roku Michael Mueller w jednym z wywiadów powiedział, że Allianz szuka sponsora od dłuższego czasu. Widać wcale to nie takie łatwe, skoro taka duża firma również go dotąd nie znalazła.

O swoich zasługach...
Osiągnęliśmy zyski większe od tych, które zakładał plan poprzedniego zarządu. Pierwszym naszym zadaniem było przywrócenie stadionu do użyteczności. Kiedy rozpoczynałem pracę mógł on pomieścić 7 tysięcy osób, bo niektóre sektory zostały wyłączone z użytku. Bez poniesienia dodatkowych kosztów w miesiąc udało się podwyższyć pojemność do 9 tysięcy. Teraz jest jeszcze lepiej. Pytanie, ile straciliśmy pieniędzy ze sprzedaży biletów?

25 stycznia przejąłem dział sprzedaży, który zajmował się poszukiwanie sponsorów. Pomimo procesu licencyjnego i operacji kolana, którą przeszedłem, udało się pozyskać kilku partnerów. Dzięki umowie z Totolotkiem bilety są rozprowadzane bezkosztowo w jego punktach sprzedaży. Nawiązaliśmy współpracę z Wieliczką.

Górnik w momencie mojego przyjścia musiał płacić za sprzęt sportowy. Pozyskaliśmy partnera, firmę Erima, która ubiera naszych piłkarzy od stóp do głów za kwotę kilkuset tysięcy złotych rocznie.

Górnik długo miał "złą prasę”, co sprawiało, że negatywnie postrzegali nas potencjalni sponsorzy. Kiedy pojechaliśmy na pierwszą rozmowę, to usłyszeliśmy w jednej z firm: - Po co wam nasze grosze? Przecież rozdajecie pieniądze na lewo i prawo!

Teraz klub prowadzi wreszcie przemyślaną i spójną strategię marketingową. W miesiącu czerwcu, jako beniaminek, byliśmy pod względem medialności na drugim miejscu w kraju! Przed Lechem, Wisłą czy Ruchem. Na drugim miejscu za Polonią Warszawa. Średnio jest 100 publikacji tygodniowo na temat Górnika w najważniejszych portalach.

Swoją drogą, gdy przyszedłem do klubu, pan Staszek Oślizło miał mały pokoik na końcu korytarza. Był de facto odsunięty. Dziś udało przywrócić tożsamość Górnikowi Zabrze. Nawet usłyszałem zarzut jednego z członków Rady Nadzorczej, że w delegacji klubu jest zbyt wielu byłych piłkarzy. Śmieszne.

O swoich błędach...
Moim wielkim błędem było to, że podczas podpisywania umowy z Górnikiem nie postawiłem właścicielowi warunków brzegowych. Poniosła mnie "młodzieńcza fantazja", byłem zadowolony, że w ogóle dostałem taką propozycję. Powinienem był zażyczyć sobie 3-letni kontrakt. Nie zrobiłem tego, więc teraz odbiło się to czkawką. Poza tym nie poprosiłem o sprawozdanie finansowe. Nie miałem też PR-u korporacyjnego, jak to ładnie się nazywa. Uważam po prostu, że człowiek musi mówić to, co myśli. Starałem się być zawsze takim prezesem, jakiego sam bym chciał.

O zmianach kadrowych...
Na 13 zawodników wydaliśmy niewspółmiernie mniej pieniędzy niż poprzedni zarząd na 4-5 piłkarzy. A jak widać, wyniki piłkarskie przemawiają za nami. Mówię my, bo świetnie mi się współpracowało z Tomkiem Wałdochem. To osoba, która może jeszcze wiele dla polskiej piłki zrobić. Dodam, że Tomek zostanie niebawem ojcem czwartego dziecka. Bardzo się z tego powodu cieszę.

Jeśli chodzi o piłkarzy, z którymi umów nie rozwiązaliśmy, a którzy zostali przeniesieni do drugiego zespołu... Ktoś z nimi kontrakty podpisał, wydał na to zgodę. Natomiast nigdy nie powiedziałem o Pawle Strąku, że "jest gruby". Dlaczego odsunąłem tego zawodnika? Powody przedstawiłem Michaelowi Muellerowi.

Wiem, że ryzykowaliśmy, bo nie rozprzedaliśmy zespołu, a wzmocniliśmy się. Od razu jednak zakładaliśmy, że Górnika nie stać na ponowny spadek do I ligi. Bo to oznaczałoby koniec tego klubu. Co bardzo istotne! Kiedyś trener Komornicki miał trzynastu zdrowych zawodników. Nie miał "ławki". Dziś takowa jest. A tym się wygrywa. Proszę spojrzeć, ilu zawodników jest obecnie kontuzjowanych, a tymczasem trener nie ma problemów.

Ba! Jeśli pojawiłby się temat sprzedaży Adama Stachowiaka, to nie ma problemu, bo mamy Łukasza Skorupskiego, który dziś ogrywa się w Ruchu Radzionków. Adama Banasia może zastąpić Kamil Szymura. Jest wielu zawodników, których Górnik ma, a którzy teraz ogrywają się w innych zespołach. To kapitał na przyszłość.

Co ciekawe, w planach poprzedniego zarządu były zaplanowane wpływy ze sprzedaży takich zawodników jak Damian Gorawski czy Paweł Strąk. Od razu uznaliśmy, że to nierealne. Za to w tym samym planie nie ujęto obciążeń związanych z kosztami awansu. To taka kreatywna księgowość...

O tym, że efekty dopiero będą...
Ocenianie mnie teraz jest nieuczciwie. Bo efekty wysiłku włożonego przez ostatni rok dopiero się pojawią. Na przykład wyniki przełożą się na miejsce w tabeli, a co za tym idzie na finanse klubu. Podział pieniędzy z Canal+ jest przecież uzależniony od lokaty na koniec sezonu i liczby transmisji.

Za chwilę efekty zacznie przynosić również nasz program oszczędnościowy. Nie będzie odpraw, wpływy zaczną przynosić projekty dotyczące kibiców, wygasną kontrakty takich zawodników jak Damian Gorawski.

Będzie można też sprzedać tych zawodników, którzy się pokazują z dobrej strony. Daniela Sikorskiego pozyskaliśmy za ekwiwalent z Bayernu Monachium. Chwała Tomkowi Wałdochowi, bo to jego osoba miała wydatny wpływ na to, że Bayern umorzył całą kwotę, której mógł się domagać. Górnik pozyskał Sikorskiego taniej niż kiedyś Niedzielana. A już było kilka zapytań dotyczących jego osoby. Jeden z klubów zgłaszał zainteresowanie zimą.

O wojnach medialnych i Ruchu Chorzów...
Nie wstydzę się polemik z panami Smagorowiczem czy Koźmińskim. Piłka jest elementem kultury masowej. Dlatego nie rozumiem, czemu ma służyć ta poprawność polityczna, głaskanie siebie wzajemnie. Czytam, że we Włoszech dwaj prezesi pobili się, jedząc kolację, trenerzy w Anglii co chwilę dogryzają sobie wzajemnie. Podobnie robi Jose Mourinho. Na całym świecie potyczki słowne są elementem tego show. Dlatego były to z mojej strony świadome działania.

Śmieszy mnie za to, kiedy wciska mi się niechęć do Ruchu Chorzów. Byłbym idiotą, gdybym nie szanował klubu, który zdobył 14 tytułów mistrzowskich. Inna sprawa, że buntowałem się wielu inicjatywom. Jak tej, kiedy w Zabrzu czekaliśmy na pieniądze, a dowiadywałem się, że z środków Allianz organizowane jest w Katowicach huczne spotkanie z przedstawicielami Ruchu.

O stowarzyszeniu kibiców...
Mam bardzo wiele szacunku do Stowarzyszenia Kibiców Górnika Zabrze. To ludzie, którzy poświęcają swój czas, by przy Roosevelta było lepiej. I jest! Górnik jest dobrze postrzegany, bo mamy najbardziej kulturalny doping w Polsce.

Pamiętam pierwsze spotkanie ze stowarzyszeniem. Atmosfera była napięta. Powiedzieliśmy sobie, co mieliśmy do powiedzenia, w sposób jasny i twardy. Nie kryłem, co ja mogę dać i do czego zarazem nie dopuszczę. Na Górniku nie miało być burd i wyzwisk. Dziś delegat pisze, że w Zabrzu jest jedyny stadion, na którym nie słychać dobrze znanego okrzyku. Możemy być dumni z naszych kibiców.

O współpracy ze Stadionem Śląskim...
Byłem wczoraj u Marka Szczerbowskiego, by się nie przejmował zmianą prezesa. Nadal chcę pomóc przy organizacji towarzyskiego meczu z AS Roma. Swoją drogą, uważam, że Górnik również mecze ligowe do momentu zbudowania nowego obiektu w Zabrzu powinien rozgrywać na Stadionie Śląskim. Pomysł ten nie ma wielu przyjaciół w Zabrzu. Moim zdaniem to szansa sięgnięcia po nowych kibiców, ciekawa opcja biznesowa.

O tym, że miasto zostanie właściciel klubu...
Fakt, iż Allianz przestanie być większościowym udziałowcem Górnika to bardzo pozytywna informacja. Chciałbym podziękować miastu Zabrze za to, że w tym trudnym momencie postanowiło przejąć problem, który odrzucił Allianz. Mówię to jako kibic, który wie na temat Górnika trochę więcej.

Na koniec...
Nie chcę prać brudów, tylko bronię się przed tym kubłem pomyj. Nie chcę, by ktoś za 10 lat wpisując do wyszukiwarki internetowej: "Łukasz Mazur? znalazł informacje, że wpędziłem Górnik w tarapaty finansowe. Muszę szanować swoje nazwisko. Boli mnie to, w jaki sposób się ze mną pożegnano. Podkreślę tylko, że fakt, iż ktoś jest właścicielem Górnika, nie oznacza, że Górnik jest czyjąś własnością.

A ja? Mogę zasiąść w dwóch miejscach na stadionie. Jako, że moja firma jest sponsorem klubu, mogę iść do loży VIP. Ale nie będę się tam raczej pojawiał. Jeśli po tej konferencji prasowej nie dostanę zakazu stadionowego, to usiądę gdzieś w sektorze. Mój ojciec siedzi zazwyczaj w tym na trybunie lewej. To on też sugerował mi, bym wziął premię za awans i przekazał ją chłopakom, którzy tworzą oprawy. Ja nie dopominam się o zaległe pieniądze. Nie otrzymywałem pensji prawie przez 10 miesięcy. Kontrakt rozwiązałem za porozumieniem stron, więc klub zaoszczędził odprawę w wysokości 90 tysięcy złotych.

Inna sprawa, że jednym z warunków otrzymania odprawy jest unikanie odpowiedzi na pytania dotyczące Górnika. Można więc kupić milczenie. Ja swoją cenę ustaliłem na poziomie 20 milionów złotych, bo wyliczyłem, że tyle pozwoliłoby żyć w ciekawy sposób w jakimś dalekim kraju, który nie ma z Polską umowy dotyczącej ekstradycji. Cena wciąż rośnie, więc zainteresowanych proszę o jak najszybsze składanie ofert (śmiech).

źródło: SportSlaski.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]