Sport: Rok w kolorze niebieskim

3:0 wiosną i 2:1 jesienią - Ruch dwa razy z rzędu nie pozostawił Górnikowi wątpliwości, kto rządzi na Śląsku. Adam Nawałka najpewniej ostatni raz prowadził wczoraj zabrzan.
Nieco ponad 3000 widzów na trybunach, księżycowy krajobraz wyburzonych trybun na Roosevelta, sporadyczny doping dla zabrzan, temperatura około 3-4 stopni powyżej zera - w takiej atmosferze Górnik i Ruch rozegrały wczoraj 95. ligowe derby Śląska. Zasłużenie wygrane przez Ruch, który w drugiej połowie nie pozostawił wątpliwości, kto dziś jest najlepszą drużyną na Śląsku. Ruch na dobre zadomowił się w czołówce ligi, a Górnik w obecnej dyspozycji jest jednym z głównych kandydatów do spadku.

Bez rewolucji
Skład Ruchu był bardziej przewidywalny. Zespół z Cichej ostatnio grał dobrą piłkę, więc trener Waldemar Fornalik nie eksperymentował. Powrót do wyjściowej jedenastki Gabora Straki był awizowany, a jedynym zaskoczeniem było pojawienie się na boisku Łukasza Burligi na prawej obronie. Górnik? Trener Adam Nawałka już w czwartek zapowiadał sporo zmian, jako konsekwencja przegranej z Gryfem w Pucharze Polski. Wielkiej rewolucji jednak nie było. Kibiców zaskoczyła może obecność na prawej pomocy Mariusza Przybylskiego, ale grał ona na tej pozycji jeszcze w pierwszej lidze. Na „szpicy” wyszedł 17-letni Arkadiusz Milik, a Prejuce Nakoulma - w roli lewego pomocnika, choć do przerwy uczestniczył praktycznie w każdej ofensywnej akcji Górnika, będąc zdecydowanie najlepszym piłkarzem gospodarzy.
Nieco lepiej zaczął mecz Górnik. Biorąc pod uwagę jego ostatnie wyniki - pięć meczów i tylko dwa punkty plus pożegnanie z pucharem - było do przewidzenia, że zabrzanie będą chcieli narzucić Ruchowi swoje warunki gry.

Zaczął Nakoulma
Zabrzanie jeszcze w pierwszych dwudziestu minutach lepiej prezentowali się w środku pola i choć nie przekładało się to na sytuacje bramkowe, cel osiągnęli bardzo szybko. W 13 minucie w krótkim czasie wykonywali dwa rzuty rożne. Po drugim piłkę wrzucał w pole karne Milik, a tę nieszczęśliwie zagrał ręką Piotr Stawarczyk. Goście specjalnie nawet nie protestowali, a piłkę na jedenastym metrze ustawił Nakoulma. Strzelił pewnie, a w tym momencie trudno nie było przypomnieć sobie dwóch ostatnich wygranych Górnika na Roosevelta w wymiarze 1:0 właśnie, i po golach zdobywanych ze stałych fragmentów gry. Po meczu jednak przypomniała się inna statystyka. Ruch wygrał w Zabrzu po raz czwarty, i po raz czwarty 2:1...
Jeszcze w 22 minucie do dobrej wrzutki nie zdążył Banaś... i zaczął grać Ruch. Do końca meczu. Już nie tak pasywny w drugiej linii i czekający na okazję do kontry, Ruch wygrywał większość „stykowych” piłek w strefie środkowej, przyspieszył rozegranie piłki i bez większego problemu radził sobie z coraz rzadszymi atakami zabrzan. Pierwszą dobrą okazję do wyrównania miał Marcin Malinowski. Górnik chyba zapomniał w jakich okolicznościach stracił gola w meczu z Cracovią, bo mógł popełnić ten sam błąd. Zabrzanie źle wykonali rzut wolny, stracili piłkę, Ruch wyprowadził kontrę, a „Malina” pognał na bramkę Skorupskiego niczym rasowy napastnik. Strzelił jednak obok bramki. Lepszej okazji Ruch do przerwy nie stworzył, Górnik - poza aktywnym Nakoulmą - też nie miał argumentów, by pokonać Peskovicia.

Grali tylko goście
Zdecydowanie lepsza była druga połowa. Ale tylko w wykonaniu „Niebieskich”, którzy dali Górnikowi doskonałą lekcję gry w piłkę. Ruch od jej początku nie pozostawił wątpliwości, kto jest lepszy. Co prawda pierwsze dwie okazje miał Nakoulma (szybka kontra, a potem strzał głową obroniony przez Peskovicia), ale bardzo szybko mecz zdominowali goście, którzy od 50 minuty robili na boisku co chcieli. Strzelili w tym czasie tylko dwie bramki. Tylko, bo sytuacji ku temu mieli siedem. Wszystkie wypracowane, po których cudów w bramce dokonywał Skorupski lub wyręczał go w tym Michał Bemben. Zaczęło się od gola. I tym razem najpierw było dośrodkowanie z rogu, piłka spadła pod nogi Marka Szyndrowskiego, który doskonale wiedział, co z nią zrobić. I poszedł Ruch za ciosem, widząc, że Górnik traci pewność siebie, gubi się w obronie i oddaje środek pola. Ruch wyglądał o dwie klasy lepiej fizycznie i robił z tego użytek. Najpierw Piech, potem Jankowski, w końcu Szyndrowski... Każda z tych sytuacji była bramkowa. Podobnie jak ta, którą stworzyli w 76 minucie Piech z Abbottem. Łatwość z jaką ten pierwszy wygrywał szybkościowe pojedynki z zabrzanami, nie wystawia im najlepszego świadectwa. To było czekanie na egzekucję, która nastąpiła w 78 minucie. Piech ograł Banasia, sprytnie strzelił obok Skorupskiego i było 1:2. Kolejne okazje? Ruch jeszcze dwa razy był bliski trafienia do siatki. Górnik nie oddał nawet strzału na bramkę Peskovicia! W tym momencie szczególnie dobrze było słychać, jaka jest opinia fanów Górnika na temat dalszej pracy w klubie Adama Nawałki, dla którego był to pewnie pożegnalny mecz na Roosevelta.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2022 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]