Nakoulma imponuje szybkością

Prejuce Nakoulma liczy, że dostanie jeszcze parę kogutów jako nagrodę dla najlepszego gracza meczu. Strzeżcie się obrońcy ekstraklasy, bo nadchodzi Prejuce Nakoulma - tak Piotr Rzepka, trener Bogdanki Łęczna, komentował transfer swojego byłego już zawodnika do Górnika Zabrze.
Szkoleniowiec pierwszoligowca nie pomylił się. Dziś wszyscy doceniają jego szybkość, chwalą za gole. Znany jest też z szerokiego uśmiechu. - W mojej rodzinie wszyscy są tacy, czyli weseli i optymistycznie nastawieni do życia - wyjaśnia.
Z Nakoulmą spotykamy się w sali pucharowej Górnika. Piłkarz pozuje do zdjęć, trzymając w rękach tabliczkę z logo Górnika i napisem prezes. Tak nazywają go w klubie.
- Jak idę do działaczy, to koledzy żartują, że prezes idzie do prezesa - opowiada zawodnik. I pyta, czy wizytówkę przygotowaną na potrzeby sesji może zabrać na pamiątkę. - Na drzwiach to powieszę. Żebyś wiedziała, kto w domu rządzi - rzuca w kierunku przyglądającej się z rozbawianiem całej sytuacji Renaty Papurzyńskiej. Mówi o niej "to moja dziewczyna". Przy Roosevelta mówią z kolei, że gdyby nie Renata, to Nakoulmy nie byłoby w Zabrzu. To ona miała go namówić na to, by zgodził się grać za pensję mniejszą od tej, którą miał w Bogdance Łęczna. Opłaciło się.
Dziś Prejuce jest gwiazdą Górnika, podziwianą za sposób, w jaki na boisku ucieka rywalom. - Jestem najszybszy w drużynie. Na pierwszych testach szybkościowych miałem czas 3,9 sekundy na 40 metrów. Nie wiem, ile potrzebowałbym, żeby przebiec setkę, bo takich dystansów nie mierzyliśmy - wyjaśnia w miarę poprawną polszczyzną. - Kiedy sześć lat temu przyjechałem do Polski, nie znałem ani jednego słowa. Z tego powodu miałem kłopoty z aklimatyzacją - wspomina. A po chwili dodaje: - Zanim przyszedłem do Górnika, wydawało mi się, że nieźle opanowałem polski. Jednak tutaj wielu chłopaków mówi jakoś inaczej. Łukasz Skorupski czasami tak nawija po śląsku, że muszę się uważnie przysłuchać, żeby go zrozumieć. Jednak, jak ktoś do mnie krzyczy "podej ta bala", to już wiem, o co chodzi.

Jedna żona wystarczy
Do Polski nie tyle przyjechał, co w zasadzie uciekł z domu. - Tata wiedział, co się szykuje, ale trzymaliśmy przed mamą wszystko w tajemnicy - mówi. - Jestem jej pierwszym dzieckiem, oczkiem w głowie, więc nie zgodziłaby się na to. Poza tym ona była przeciwna mojemu graniu. Dobrze się uczyłem, więc chciała, żebym znalazł jakiś pewny fach. Mama marzyła, że będę prezesem poważnej firmy. Na przykład kopalni złota, bo u nas jest złoto - opowiada napastnik Górnika.
Nakoulma pochodzi z ludu Mossi. - W Burkina Faso są Mossi i Diula. Ci drudzy, to muzułmanie. Mossi są katolikami, ale w moim kraju są w mniejszości. Kiedy przyjechałem do Polski, dziwiłem się, że u was nie ma meczetów. Chociaż może i są, ale ja żadnego nie widziałem. A kościoły katolickie są na każdym kroku. Chcę wam jednak powiedzieć, że muzułmanie z Burkina Faso to fajni ludzie. Mam wśród nich wielu kolegów. I razem chodzimy do świątyni. Raz do ich, innym razem do mojej. Bóg jest tylko jeden, a to, że inaczej na niego mówimy, nie ma chyba żadnego znaczenia. Aha, i jeszcze jedno, Diula mogą mieć więcej niż jedną żonę, a Mossi nie - mówi Nakoulma. - Żałuje pan tego? - pytamy zawodnika. - Uważaj, na odpowiedź - ostrzega Nakoulmę jego narzeczona. - Każdy człowiek ma inne wymagania. Ja nie potrzebuję więcej żon - deklaruje Prejuce. Nie ma wyboru. Dziewczyna słucha.

Kurczak po afrykańska
Z piłkarzem Górnika chcieliśmy się umówić na kurczaka po afrykańsku. Po meczu z Jagiellonią (2:0) Nakoulma dostał koguta jako nagrodę dla najlepszego zawodnika potyczki. Zapowiadał, że przyrządzi go na swój sposób. - Ostatecznie oddałem koguta kolegom. Jak dostanę następnego, to wtedy już nie odpuszczę. Ten kurczak po afrykańsku to nic egzotycznego. Wygląda trochę tak, jak wasze potrawy z grilla - porównuje gracz Górnika.
Piłka jest dla Nakoulmy najważniejsza. - Tata jest dyrektorem federacji, więc ja z futbolem miałem kontakt od małego. Jako nastolatek zrozumiałem, że to moja droga życiowa. Dlatego w wieku siedemnastu lat zaplanowałem ten wyjazd do Polski. Pierwszą próbą wypłynięcia na szerokie wody był Widzew. Tam przegrałem z kontuzją. Zresztą w Łodzi, to chyba nie wierzyli, że coś mi dolega. Mówiono, że udaję. Górnik to kolejna szansa. Gole są świetną promocją, ale dla mnie ważniejsze jest to, by zespół miał wyniki. Wtedy też eksperci zauważą, że jest taki gość, jak Nakoulma. I może kiedyś wróci sprawa przenosin do ligi francuskiej. Przed przyjściem do Zabrza pojawił się taki temat. Jak będę dobrze grał, to wierzę, że Francja sobie o mnie przypomni. A na razie pracuję, chodzę na dodatkowe treningi, żeby później nie mieć do siebie pretensji, że coś zaniedbałem - podsumowuje piłkarz.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2022 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]