Mister "Będę go zjadł"

– Dostałem od zagranicznego menedżera kilka nazwisk czarnoskórych piłkarzy. W sumie jakieś dziesięć kartek. Rozłożyłem je wieczorem na dywanie i zacząłem się zastanawiać. W sumie niczym się nie różnili. Popatrzyłem raz jeszcze na te kartki i myślę: a wezmę tych trzech. Wśród nich był Prejuce Nakoulma – mówi Leszek Kapka, biznesmen z Tomaszowa Lubelskiego. Piłkarz, którego kilka lat temu sprowadził do Polski na zasadzie chybił trafił, właśnie podbija ekstraklasę.

Rok 2011

– Prezes, kiedy kasa? Kiedy kasa? Od razu mi się przypomniały jego SMS-y, jak grał w Hetmanie. Co ja z nim miałem… Dwadzieścia, trzydzieści dziennie ich wysyłał – rzuca na starcie Kapka, gdy dzwonię do niego, by umówić się na spotkanie. W zasadzie jeszcze nie zadałem żadnego pytania, a on już opowiada mi o Nakoulmie. – Dynamika, szybkość, gole, no i ta kasa. Z tym mi się kojarzy – mówi.

Kibice mają inne skojarzenia. Po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwiska Nakoulma nie wyskakuje żadna dynamika, żadna szybkość, nie ma też słowa gol. Jest za to kogut. – Ludzie kojarzą go z tym nagraniem. Wyrósł na maskotkę ligi – mówi Zbigniew Pająk, były trener 24-letniego napastnika w Hetmanie Zamość.

Nagranie znają wszyscy kibice Ekstraklasy. 12. kolejka, Górnik ogrywa 2:0 Jagiellonię, a najlepszy zawodnik spotkania – w tym wypadku 24-latek z Burkina Faso – zgodnie z zabrską tradycją dostaje w nagrodę koguta. Gdy pada pytanie "Co się z nim stanie?", chwilę się zastanawia, a następnie z rozbrajającym uśmiechem odpowiada: "Będę go zjadł! … Ugotuję go po afrykańsku… i będę go zjadł!"

Cały Prejuce. Sześć lat temu na widok śniegu chciał wracać do Afryki, dziś jest najlepszym piłkarzem Górnika Zabrze i jedną z najbardziej wyróżniających się postaci w ekstraklasie. – Od początku widać było, że ma parcie, żeby coś w tej piłce osiągnąć. Powtarzał, że chce grać w Manchesterze – mówi Kapka.

2006

Z okna sali gimnastycznej w Lubyczy Królewskiej widać boisko i dwa domy piętrowe. Jeden z nich to klubowy hotelik z białej cegły, do którego w styczniu wprowadza się Prejuce. Przyjechał tu dzięki Leszkowi Kapce i Witoldowi Szpindorowi. Zarabia 450 złotych brutto.

– Na początku to był koszmar. Przyjechał na pierwszy trening w styczniu, to śnieg spadł. I on od razu mówi, że nie chce grać. Że chce wracać. No, ale jakoś wytrzymał. Zaliczył aklimatyzację zimową i potem było już OK – mówi Piotr Bundyra, prezes Granicy. – Tak się przyzwyczaił, że potem, jak już ten śnieg nie robił na nim wrażenia, to potrafili w zimie w krótkich spodenkach po podwórku łazić – dopowiada jeden z zawodników klubów.

– Nie da się go nie lubić. Zawsze miał swoje śmieszne powiedzonka, potrafił sporo humoru wnieść do szatni. Często przychodził do mnie do domu. Mówię do niego kiedyś: "chodź Prejuce, zjesz trochę malin". Poszliśmy do ogrodu, a on, że nie, nie, że on tego jeść nie będzie. Parę minut tak się wymigiwał. W końcu zjadł i tak mu posmakowały, że przez kilka tygodni wołał: "prezes, po treningu przyjdę na maliny" – opowiada Szpindor, były prezes Granicy.

Szybko zdobywa sympatię w szatni, szybko wywalcza sobie również miejsce na boisku. Po tym, jak w jednym z pierwszych meczów strzela dwa gole, podchodzi do lidera drużyny Grzegorza Poleszaka i mówi: "Teraz to ja będę liderem". Koledzy czują respekt.

– Miał ten bajer. Na boisku i poza nim. Respekt czuli, bo nie dość, że dobrze grał w piłkę, to jeszcze miał inne walory godne pozazdroszczenia. Kiedyś moja 7-letnia córka weszła do szatni i zobaczyła golasów. I leci, woła mnie: "Tato, chodź zobacz golasów". Weszliśmy do szatni, a jeden z piłkarzy się odzywa: "eee, jak widziała Prejuce’a, to już tu więcej nie ma nic do oglądania – uśmiecha się Szpindor.

2007

Z Lubyczy Królewskiej, gdzie ma dziewięć kilometrów do granicy z Ukrainą wędruje na północ, do Zamościa. W szatni zamiast Prejuce wołają na niego "Prezes".

Leszek Kapka: – Nieźle tam sobie radził. Do czasu, aż go wzięli w nocy i wywieźli po cichaczu do Stalowej Woli.

Przemysław Cecherz, były trener Hetmana: - Ustawiłem pod niego zespół, ale co chwilę ktoś go chciał wykupić. Nie puszczaliśmy go, to kiedyś sami z hotelu nam go zabrali. Pół roku grał w Stalowej Woli.

Kapka: – Hetman to był klub, w którym grano, trenowano, ale niekoniecznie płacono. Wiele razy dzwonił do mnie Prejuce i żalił się, że nie dostaje pieniędzy. Dzwonił non stop. W ogóle to on z tym dzwonieniem to miał jakąś manię. Kiedyś jak, miał kontuzję i siedział całe dnie w pokoju to w ciągu tygodnia wydzwonił rachunek na kilka tysięcy złotych. Chyba wisiał na tej słuchawce.

Szpindor: - W Stalowej też nie było różowo. Też narzekał. Dzwonił. Zadzwoniłem tam do odpowiednich osób i wyjaśniłem im, o co chodzi. Powiedziałem, że Prejuce to jest taki zawodnik, którym trzeba się zająć. On potrzebuje opieki ojcowskiej. Ciepła rodzinnego. Dobrze gra, jeśli czuje się głaskany. Bardzo tęsknił za ojczyzną. Mówiłem do niego: "Prezes", graj dobrze, to zrobimy z ciebie drugiego "Adisabebe". Ale on mówił: nie, nie, nie. On jest z Burkina Faso i tylko tam może grać w reprezentacji.

2008

Drugie podejście w Hetmanie. Dobre mecze przeplata słabymi. Krąży opinia, że podchodzi do spotkań wybiórczo. Potrafi strzelić cztery gole w ciągu dziewięćdziesięciu minut, by tydzień później zmarnować trzy sytuacje sam na sam. – Robiliśmy mu specjalne treningu. Stawialiśmy piłkę i kazaliśmy strzelać na pustą bramkę. Z dziesięciu, szesnastu, dwudziestu, trzydziestu metrów. Byle tylko się wcelował. I pamiętam, że przyniosło to skutek. W meczu z Wisłoką Debica strzelił cztery gole – opowiada Zbigniew Pająk, były trener Hetmana.

Piotr Bundyra: – Jeździłem do Zamościa, pomagałem mu się urządzać, towarzyszyłem mu w rozmowach. Bo "Prezes" to bardzo wrażliwy człowiek. Gdy coś idzie nie tak, nie boi się uronić łzy. Trzeba go wspierać.

Zbigniew Pająk: – Miał dużo sympatyków. Czuł wsparcie. Od razu jednak dodam, że miał też dużo… sympatyczek. I czasami mieliśmy z tym problem. Spore kolejki ustawiały się pod drzwiami hotelowymi. Trzeba było niektóre panie grzecznie wypraszać.

Witold Szpindor: - A to już w Lubyczy takie sytuacje się zdarzały. Kiedyś "Prezes" zjadł cztery czekolady w ciągu 15 minut i powiedział, że musi nadrobić kalorie. Dzień wcześniej kolega przyłapał jakieś blondynki, więc pytanie było jedno: ty nadrabiasz te kalorie po meczu czy po wczorajszym wieczorze? Pamiętam, że wyznaczaliśmy sobie dyżury, żeby przypilnować chłopaków. Chyba to było mu nawet na rękę, bo ile można…

2009

Podpisuje kontrakt z pierwszoligowym Górnikiem Łęczna. – Wzięliśmy go po meczu z Hetmanem, gdzie mijał naszych jak słupki – mówi jeden z pracowników klubowych. – Na początku nie był taki dobry. Dopiero potem, na wiosnę zaczął strzelać – dodaje konserwator obiektu Janusz Siara.

Faktycznie. W dziesięciu ostatnich kolejkach strzela osiem goli. Zaczyna się licytacja. – Wiem, że chciała go Arka Gdynia. Lech Poznań też był mocno zainteresowany – przyznaje Wojciech Stawowy, były trener Łęcznej. – To był wówczas nie tylko najlepszy piłkarz drużyny, ale też jej maskotka. Jak był jakiś festyn zorganizowany dla dzieci, to głównym dowodzącym był oczywiście Prejuce. Śpiewał, tańczył, te dzieciaki latały za nim jak za Świętym Mikołajem – opowiada Andrzej Banaszkiewicz, kierownik klubu.

2010

W kwietniu strzela pierwszą bramkę dla Widzewa, ale zamiast radości pokazuje tzw. "wała". – O co chodziło? – pytają dziennikarza. – Żadnych wywiadów – odpiera. Kilka minut później okazuje się, że gest skierowany był do działaczy klubu. Nakoulma od początku ma z nimi na pieńku. – Nie wierzyli w moją kontuzję. Mówili, że udaję – wspomina. Potwierdzają to łódzcy dziennikarze. Ich zdaniem władze Widzewa wymyślili sobie, że im dłużej piłkarz będzie kontuzjowany, tym bardziej Łęczna będzie musiała obniżyć kwotę transferową. No i faktycznie – obniżyła. Z półtora miliona do miliona złotych. Dla łodzian wciąż była to jednak zapora nie do przejścia.

– Był chimeryczny, ciągle miał jakieś kaprysy – zdradza osoba z otoczenia klubu. Problemem były podobne też jego zarobki. Nakoulma w Łęcznej zarabiał 40 tys. złotych miesięcznie i nie zamierzał zejść poniżej tej kwoty.

2011

– Vyborny napastnik Makumba – mówi trener Pavel Hapal po meczu Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin (4:1). Na sali słychać śmiechy, tak o Nakoulmie jeszcze nie mówiono. A mówi się o nim non stop. Strzela gole, kolekcjonuje koguty dla najlepszego gracza meczu, udziela zabawnych wywiadów. W kilka tygodni stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci ligi.

– Nie wiem, co robi z tymi kogutami. W telewizji mówił, że "będzie go zjadł", ale potem czytałem, że oddaje jakieś znajomej – przyznaje legenda Górnika, Stanisław Oślizło.

Gdy cichną śmiechy, na tapecie znowu znajduje się kwestia transferu. Nakoulma znowu jest wypożyczony i znowu karty w tej sytuacji rozdaje Górnik Łęczna. – Zabrze ma opcję pierwokupu. Do 30 kwietnia mają przedstawić swoje stanowisko – mówi Artur Kapelko, prezes klubu. – Popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy z tego nie skorzystali – odpowiada Tomasz Młynarczyk, prezes Górnika Zabrze.

Kapelko: – Non stop ktoś przyjeżdża go oglądać. Grecy (AEK Ateny – przyp. red) mają chyba wykupiony bilet miesięczny, bo są na każdym meczu w Zabrzu. Do nas natomiast przyjechali jakiś czas temu Ukraińcy. Mieliśmy rozmawiać o sprawach związanych ze stadionem, ale to była przykrywka. Na koniec padło pytanie: to jak to jest z tym Nakoulmą? Zacząłem się śmiać. Potem przyznali się, że od początku chodziło o "Prezesa".

Oślizło: - Liczę, że z nami zostanie. To jedyny Murzynek w naszym klubie, on nadaje ton, prym w zespole. Ale wie pan, jak zgłosi się po niego… strzelam… Arsenal czy Inter to raczej go nie utrzymamy. Ostatnio czytałem, że Francuzi z FC Metz mocno go chcą.

Bundyra: – Fajnie obserwuje się tę jego drogę. Od dwutysięcznej Lubyczy do boisk ekstraklasy. A zaraz może pójdzie jeszcze dalej, kto wie… Pięć lat temu powiedziałem do niego: "Prezes, złóż mi podpis tutaj na proporczyku. Może kiedyś będzie coś wart". Wtedy się z tego śmiałem, dziś śmiać się już nie zamierzam. Proporczyk wisi i czeka.

A wartość rośnie...

źródło: Onet Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2022 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]