Forum
 

Nawałka: Przystanek na żądanie

Szkoleniowiec zabrzańskiego Górnika zawsze stara się pamiętać o zachowaniu odpowiedniego dystansu do siebie, a zwłaszcza do efektów wykonywanej pracy. Niechętnie rozmawia z przedstawicielami mediów, tłumacząc, że w każdej dziedzinie życia, również w futbolu, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
- Tylko dobry wynik powoduje, że wokół trenera i jego zespołu tworzy się dobry klimat i tylko wtedy cię szanują, gdy twój zespół wygrywa – podkreśla Adam Nawałka. – Trudne sytuacje są stałym elementem tego zawodu, ale dziś rozmawiamy w miłej atmosferze, bo na półmetku sezonu Górnik zajmuje czwarte miejsce, mając pięć punktów straty do lidera. Nie zmienia to jednak faktu, że przed piłkarzami z Zabrza jeszcze bardzo dużo pracy.

Prowadzony przez pana zespół jesienią poniósł tylko jedną porażkę, najmniej spośród wszystkich drużyn ekstraklasy. Nie żal panu przegranej na własnym obiekcie z Zagłębiem Lubin?
- Od pierwszego dnia mojej współpracy z piłkarzami Górnika skupiliśmy się na poprawieniu organizacji gry, zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Wszystkie sukcesy w piłce zaczynają się od uporządkowania gry obronnej, dlatego nasza praca podzielona była na pewne etapy, ale jej fundamentem pozostawała umiejętność bronienia dostępu do własnej bramki. I to nie tylko przez czterech defensorów, ale wszystkich piłkarzy z wyjściowej jedenastki. To, co jest w futbolu piękne i pociągające, czyli umiejętność utrzymania się przy piłce, umiejętność rozegrania szybkiego ataku pozycyjnego, zaczyna się od momentu odbioru piłki rywalom.

Zatem szybki atak czy jak najdłuższe utrzymanie się przy piłce?
- W obu przypadkach powodzenie zależy od jakości podań, dokładności rozegrania piłki w środkowej strefie boiska. Niestety wielu specjalistów myli pojęcia i zachwyca się grą z pierwszej piłki, bez względu na to, czy gra toczy się na własnej połowie, czy pod bramką rywala. Ryzykować można na połowie przeciwnika, gdzie liczy się sytuacyjne rozegranie piłki, zagrania bez przyjęcia, zdolność wyjścia na wolną pozycję lub doprowadzenia do sytuacji jeden na jeden. Natomiast we wszystkim, co dzieje się w obrębie naszej strefy obronnej i środkowej, która jest strefą rozegrania, musi być zachowana duża dyscyplina taktyczna, musi dominować odpowiedzialność. Każda strata piłki w tej części boiska niesie zagrożenie, skutkuje problemami, dlatego w trakcie zajęć teoretycznych werbalnie i podczas przeprowadzanych analiz wideo staramy się uzyskać u piłkarzy równowagę pomiędzy grą obronną i ofensywną, a w końcowej fazie akcji rozwija u nich kreatywność. Wszystkie wymienione przeze mnie uwagi są podstawą mojego warsztatu szkoleniowego, bo zawsze staram się patrzeć globalnie, mając na uwadze nie tylko grę Górnika, ale także całą polską piłkę klubową, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju indywidualnym zawodników, których charakteryzować będzie umiejętność dokładnego rozegrania piłki, odpowiedzialność, kreatywność, jak i wiedza, gdzie i w którym momencie przyspieszyć grę. W obecnym futbolu funkcjonuje pewien określony automatyzm w działaniu, uderzenie z odpowiednią siłą ofensywną.

Nadal nie wiem jednak, czy żałuje pan porażki z Zagłębiem?
- Proszę wybaczyć, ale nie lubię płytkich rzek. Pyta pan, a ja przedstawiam mój pogląd, w miarę dokładnie podkreślając, jak wiele czasu poświęcaliśmy w Zabrzu na udoskonalenie gry defensywnej. A w futbolu nie ma miejsca na określenie – żal. Mecz z Zagłębiem można określić mianem – meczu pułapki, bo trafiliśmy na rywala z dużym potencjałem piłkarskim, w tamtym momencie mającego już znaczną siłę rażenia. Nie potraktowaliśmy Zagłębia adekwatnie do naszych możliwości i boleśnie dostaliśmy po czterech literach, co potwierdza tylko, że nasza liga jest trudna i zawsze trzeba włożyć maksimum wysiłku w mecz.

W poprzednim sezonie Górnik zajął ósme miejsce, nowy sezon rozpoczął od przegranej w Pucharze Polski z Flotą Świnoujście i wygraną w ekstraklasie z gliwickim Piastem. Potem nastąpiły cztery kolejne remisy – u siebie z Legią i na wyjazdach z Jagiellonią, Lechem i Widzewem. W Łodzi pomyślał pan, że zespół znów popada w przeciętność?
- Nigdy nie analizuję meczów tylko przez pryzmat uzyskanego wyniku. O tym, czy jesteśmy zadowoleni z tego, co robimy, decyduje wiele czynników, choćby nasza dyspozycja w danym dniu. Po remisie z Widzewem byłem zadowolony z poziomu zaprezentowanego przez zespół, biorąc również pod uwagę, że rywal w tamtym okresie był na fali wznoszącej. W Łodzi to jednak Górnik dyktował warunki gry, prowadził i miał kilka następnych okazji do podwyższenia rezultatu. O podziale punktów między innymi zadecydował błąd piłkarza, który źle zinterpretował decyzję arbitra i zajął się zawiązywaniem buta, chociaż sędzia wskazał, żeby widzewiacy rozegrali rzut rożny. Gospodarze praktycznie tą jedną akcją zapewnili sobie remis, dlatego też byłem spokojny o formę zespołu, podobnie jak po porażce z Flotą, mając pewność, że drużyna złapała odpowiedni rytm i gra na zadowalającym poziomie. Do rozwiązania pozostawała jedynie kwestia wydobycia od piłkarzy tego wszystkiego w następnym, czekającym nas spotkaniu.

I wysoka wygrana 4:1 nad mistrzem Polski Śląskiem Wrocław była spełnieniem pańskich oczekiwań w stosunku do zabrzańskiego zespołu?
- Nie, bo wówczas rywal zagrał poniżej oczekiwań. Obecnie byłoby to znacznie trudniejsze. Z kolei przy naszej dyspozycji nie było wtedy żadnych wątpliwości, kto wyjdzie zwycięski z tego starcia. Więcej satysfakcji i zadowolenia z gry zespołu miałem po wyjazdowym meczu z Polonią Warszawa. Grając ze słabszym rywalem, łatwiej utrzymać się przy piłce i kwestią pozostaje jedynie utrzymanie proporcji co do siły przeciwnika. Walcząc z bardzo mocną drużyną, a za taką uważam Polonię, stworzyliśmy wiele ciekawych i groźnych sytuacji, a przecież wcześniej doznaliśmy porażki ze wspomnianym już Zagłębiem. Wprowadzone korekty przyniosły oczekiwany skutek, bo nie tylko moim zdaniem, ale również zdaniem wielu obserwatorów, przy Konwiktorskiej to my dyktowaliśmy warunki, to my utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce, przez co rywal, nic nie ujmując Polonii i jej trenerowi, którego praca bardzo mi się podoba, nie zagroził nam aż tak bardzo. Właśnie takiego Górnika widzę i takim chciałbym zawsze oglądać – agresywnego, grającego wysokim pressingiem, szybko odbierającego przeciwnikom piłkę i stwarzającego sytuacje strzeleckie. W futbolu na równi z umiejętnościami liczy się determinacja i poświęcenie, ale wszystko zaczyna się od dyscypliny taktycznej. W polskiej piłce ligowej, nawet przy niekorzystnym wyniku, niejednokrotnie o wygranej decydują indywidualne akcje. Tymczasem w każdym meczu piłkarze Górnika walczyli ciężko o każdy zdobyty punkt, poprzez zespołowe działania. Wykonywali fantastyczną pracę od pierwszej minuty do ostatniego gwizdka, i to dzięki ich wysiłkowi jesteśmy w ścisłej czołówce ligowych rozgrywek. To również wynik naszej trzyletniej współpracy.

Jeszcze przed rokiem wspominał pan, że tragedie w naszej ligowej piłce pojawiają się, gdy z wyjściowego składu wypada trenerom jeden lub dwóch piłkarzy. Pan może liczyć już na młodych zawodników, jak choćby Mateusza Zacharę i Wojciecha Łuczaka, którzy rozstrzygnęli mecz z gdańską Lechią.
- Szkoleniowcy zazwyczaj dysponują dwudziestodwuosobowymi kadrami, ale praktycznie do pierwszej jedenastki kandyduje czternastu, piętnastu piłkarzy. Mój sposób prowadzenia drużyny opiera się na tym, że wszyscy zawodnicy są jednakowo ważni. Piłkarzom, którzy nie zmieścili się w meczowej osiemnastce, poświęcam jeszcze więcej czasu na trening indywidualny i taktyczny. Muszą mieć świadomość, że są potrzebni. Grałem w piłkę i wiem, że największy wpływ na podniesienie poziomu ma wewnętrzna rywalizacja, bo tylko czując na plecach oddech partnera, mamy gwarancję, że robimy postępy. I taką atmosferę rywalizacji staramy się podtrzymywać w klubie, dlatego pomoc Wojtka i Matiego w ostatnim meczu rundy nie była dziełem przypadku. Obaj utrzymywani byli w rytmie meczowym, grając w zespole Młodej Ekstraklasy, a poprzez odpowiedni trening zachowywali pełną gotowość do wybiegnięcia na boiska ekstraklasy. To nam się w pełni udało, bo w tygodniu poprzedzającym mecz z Lechią obaj byli wyróżniającymi się, głodnymi gry zawodnikami, wierzącymi w każde moje słowo. Na prowadzonych przeze mnie treningach panuje zawsze rywalizacja i myślę, że moim dużym sukcesem jest to, że wszyscy piłkarze z kadry prezentują pełną gotowość przez cały sezon i walczą zarówno o osiemnastkę meczową, jak i wyjściową jedenastkę.

To również pana zasługa, że w kadrze Górnika jest obecnie tylko dwóch obcokrajowców?
- Rzeczywiście dwóch, bo Michał Bemben to wychowanek naszego klubu. Tak naprawdę jednak nigdy nie przywiązuję wagi, czy mam w kadrze samych Polaków, czy obcokrajowców. Podchodzę do nich liberalnie i jeżeli zawodnik jest dobry, jego pochodzenie przestaje mieć znaczenie. Liczą się tylko zawodnicy, którzy chcą pracować, mają serce do piłki i chcą podporządkować jej całe swoje życie. Jeżeli jest to w stanie zrobić, nie mam wątpliwości, że korzystają na tym wszyscy – klub, drużyna, a przede wszystkim zawodnik. W przypadku obcokrajowców musi być jednak spełniony podstawowy warunek – muszą być lepsi od naszych piłkarzy.

Był pan wychowankiem Wisły, klubu, który przez wiele lat słynął z doskonałej pracy z młodzieżą. To przykre, że dziś w zespole Białej Gwiazdy nie ma utalentowanej młodzieży?
- Rzeczywiście, Wisła to moje dzieciństwo i moja młodość. Niejako drugi dom, w którym zaszczepiano mi wiedzę piłkarską i powtarzano, że nikt nie jest w stanie bardziej poświęcić się dla drużyny, jak jej wychowankowie. Oczywiście, każdy piłkarz powinien profesjonalnie traktować swój zawód i zawsze dawać z siebie wszystko, ale dla klubów z każdej części globu nie ma nic bardziej wartościowego niż ambitni, zdolni i pracowici wychowankowie. W Krakowie muszą jak najszybciej poradzić sobie z tym problemem, bo mając wielkie tradycje, Wisła skazana jest na sukces i musi świecić blaskiem, na jaki zasługuje.

W Zabrzu nazywany jest pan nadprezesem, ale kluby, w których szkoleniowcy mają duży zakres w podejmowaniu decyzji, decydują o obliczu i kierunkach rozwoju zespołów, odnoszą największe sukcesy. W ostatnich latach przykładem mogą być dokonania Oresta Lenczyka w Śląsku i Waldemara Fornalika w chorzowskim Ruchu.
- Na sukces pracują wszyscy – piłkarze, sztab szkoleniowo-organizacyjny, zarząd i właściciele. Jest dla mnie bardzo ważne, żeby zachować odpowiedni poziom współpracy, a pomiędzy poszczególnymi strukturami zawsze panowało pełne zrozumienie. To zrozumiałe, że trenerzy przez wiele lat związani z tymi samymi klubami mają duży wpływ na bieg spraw, przede wszystkim piłkarskich. Muszą jednak potwierdzać swoją fachowość ukierunkowaną pracą, co ważne, przynoszącą oczekiwane efekty. Nic innego jak wynik buduje pozycję trenera, ale o tym mówiliśmy już na wstępie. Trener ma duży wpływ na atmosferę panującą w szatni, ale kluczowym czynnikiem są zwycięstwa. Dla mnie ważne jest to, co dzieje się na boisku, poprzez pracę na treningu i morale panujące w szatni. Polskie kluby przeżywają niejednokrotnie trudne momenty i wtedy szkoleniowiec, żeby je przezwyciężyć, musi szukać rozwiązań, choćby poprzez zwiększoną motywację i świadomą dyscyplinę na treningach i wydobycie tego, co najlepsze w ligowych meczach. Oczywiście, jest to cenna umiejętność, nabywana poprzez wieloletnie doświadczenia zawodowe, zarówno w karierze zawodniczej, jak i szkoleniowej. Nie jest tajemnicą, że za mojej kadencji w Górniku bywały trudne momenty, kłopoty ekonomiczne, były na porządku dziennym. Niemniej zawsze liczył się styl, w jakim zawodnicy prezentowali się na boisku, ale również jaką postawę wykazywali w szatni. Trzeba przestrzegać zasady – jest czas na pracę i pełne poświęcenie, ale musi być też czas na pełne odreagowanie. W trudnych sytuacjach trzeba zacisnąć pasa, bo tylko tak można przezwyciężyć kryzys i moi piłkarze fantastycznie sprawdzili się w tych najtrudniejszych momentach. A kto nie wytrzymywał presji, wysiadał na przystanku na żądanie. Trener jest dla zawodnika i dla mnie jest to podstawą tego zawodu. Dobro i rozwój piłkarza zawsze są na pierwszym miejscu. Zrobię wszystko, żeby grał jak najlepiej, ale nie mogę chcieć tego bardziej niż sam zawodnik.

źródło: PilkaNozna.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online