Oślizło: Nie zazdroszczę Nawałce

- Górnik za moich czasów miał taką "pakę", że powinien być mistrzem Polski dziesięć razy na dziesięć lat - mówi legenda zabrzan Stanisław Oślizło. 

Patrząc na ostatnie wyniki Górnika specjalnych powodów do satysfakcji chyba pan nie ma?

Stanisław Oślizło: Nie jest za ciekawie... Po dobrej jesieni oczekiwania na pewno były znacznie większe. Tym bardziej że długo czekamy w Zabrzu na realny i wymierny sukces, a takim byłoby ligowe podium, co też powoduje wielkie "chciejstwo". Dziś nie ma wyników i nie ma gry. Z drugiej strony sport nakazuje czekać z ocenami do końca, a w lidze wydarzyć może się jeszcze tyle rzeczy... Powiem tak - wszyscy, od działaczy, przez trenerów, na piłkarzach kończąc dostali w ostatnich tygodniach mocno po kościach. Jak to przetrwają i z tego wyjdą, to znaczy, że na puchary zasługują. Jak nie, to... Może za rok.

Pan na swojej skórze przeżył taki regres wyników?

- Rundy, w której przegralibyśmy siedem z dziesięciu meczów, na pewno nie miałem, bo wtedy przegrywaliśmy po 2-3 mecze w roku. Czasami jednak też nie było "różowo". Górnik za moich czasów miał taką "pakę", że powinien być mistrzem Polski dziesięć razy na dziesięć lat. Jeżeli nie był, a czasami byliśmy na drugim lub trzecim miejscu, to tylko z własnej winy. Czasami jest słabszy okres, zdarzy się gorszy mecz i trudno to racjonalnie wytłumaczyć.

W obecnym wypadku też?

- Pytanie, z jakiego wychodzimy założenia. Umówmy się, jesień było bardzo trudno powtórzyć i wiedział to każdy. Przecież nawet "mój" wielki Górnik nieczęsto miał rundę z jedną porażką! Tutaj nawarstwiło się kilka problemów. Odszedł Arek Milik, z powodu kontuzji nie było w pierwszych meczach Nakoulmy, posypała się obrona, może część piłkarzy uwierzyła, że są już tak dobrzy, że mecze wygrają się same... Inni też nie śpią. Widzą jak gra Górnik i robią wszystko, by ograniczyć jego atuty. Klasowy zespół poznać po tym, że wygrywa mecze, w których gra słabiej, lub mecze "stykowe". Górnik wiosną tego nie potrafi.

Czyj brak jest na boisku najbardziej widoczny?

- Wszyscy wskażą na Milika, bo to prawda, ale zacząłbym od obrony. Bemben, Gancarczyk, Magiera... Ile po ich dośrodkowaniach strzeliliśmy goli! Danch z Szeweluchinem też grali jesienią pewniej, ale tak się dzieje. Nie wyjdzie raz, drugi i gubi się pewność siebie, automatyzm w grze. I w takich momentach potrzebny jest napastnik, który z niczego strzeli gola. Jak Demjan w Podbeskidziu. Może gdyby Jeleń spędził z nami całą zimę... Ale nie spędził. Jesienią atutem Górnika był bardzo stabilny skład, a wiosną chyba nie zagraliśmy meczu tą samą jedenastką. Wszyscy narzekamy na Górnika i słusznie, ale też spójrzmy na ligę i jej poziom. Jak gra dziś Legia? Ze stadionem, kilka razy wyższym od nas budżetem i kadrą pełną kadrowiczów. Na środowy mecz w jej wykonaniu nie dało się patrzeć, a był to finał Pucharu Polski.

Zostańmy przy Miliku. Jak ocenia pan jego transfer po pół roku?

- Mówią, że uratował finansowo klub i pewnie tak jest. Może dziś mielibyśmy Milika, najlepszego strzelca ligi, pewne trzecie miejsce i żadnych szans na licencję. To jest problem. Brak stabilizacji finansowej, kiedy trudno przewidywać pewne działania z wyprzedzeniem, a cały czas trzeba "łatać" dziury. A sportowo? W grudniu uważałem, że straci odchodząc i siedząc w Leverkusen na ławce. I tak jest, co widzieliśmy w ostatnim meczu kadry. Trafił do najlepszej dziś ligi w Europie, gdzie 19-latek z Polski zawsze będzie miał na początku problem.

Kiedy pan się dowiedział, że trener Nawałka zapowiedział trening po meczu w Bełchatowie na 6.00...

- Byłem na początku bardzo zaskoczony... W piłce jestem prawie 60 lat, ale czegoś takiego nie pamiętam. Pierwsza myśl była taka, że Adam Nawałka przesadził, bo takie kary niewiele dają. Rozmawialiśmy o tym. Mówił, że to nie kara, tylko próba obudzenia zespołu, wywołania pewnego wstrząsu, bo nad grą w Bełchatowie trudno przejść do porządku dziennego. Jestem ciekaw efektu, bo wtedy okaże się, czy zrobił dobrze. W Lubinie, a potem w kolejnych meczach. Adamowi na pewno nie zazdroszczę, bo coś, co wyglądało bardzo solidnie, zaczęło się nagle rozchodzić między palcami. On zna chłopaków, jest z nimi w szatni i musi znaleźć pomysł, by jeszcze wykrzesać z tej grupy ludzi jakość i determinację.

Trener zostaje na kolejny rok.

- I życzę mu powodzenia, bo lata lecą, stadion rośnie, a ja czekam na sukces tego klubu.

Gdyby dziś stadion już był, to byłoby łatwiej?

- Myślę, że tak. Miał być w kwietniu i chyba gotowy byłby dodatkowym czynnikiem motywacyjnym w meczach, kiedy wszystko się rozstrzygnie. Przecież doskonale pamiętam, jak wychodziliśmy na "Śląski" i było za nami 100 tysięcy ludzi. Inne granie. Ale też nie przesadzajmy. Przecież piłkarze grają o premie i może największy sukces w swojej karierze. Sami muszą się sprężyć i przypomnieć mecze sprzed kilku miesięcy, kiedy byli lepsi od Lecha, remisowali z Legią, potrafili rozgromić Śląsk. Wracając do stadionu i kibiców, tym bardziej chciałbym, by 3000 ludzi stworzyło superatmosferę i pomogło drużynie. Ostatnie konflikty i niedopowiedzenia niczemu nie służą. Może jestem idealistą, ale wynik jest też wtedy, kiedy piłkarz przychodzi do klubu i już w bramie ma "radochę" z tego, że spotka portiera, panią sprzątaczkę, zamieni z nimi kilka zdań i czuje się jak w domu. Inaczej mówiąc, wszyscy ciągną wózek w jedną stronę, choć każdy zajmuje się czymś innym. Chciałbym, żeby w Górniku tak było.

Jest dziś problem Nakoulmy?

- Nie znam go zbyt dobrze. Ponoć ma dosyć skomplikowaną osobowość. Cała umiejętność to taka z nimi praca, by czuli się potrzebni, związani i potrafili sprzedać wszystkie swoje umiejętności. Jeżeli dostanie wsparcie i sam będzie chciał pomóc Górnikowi, to jeszcze kilka ważnych goli strzeli.

Wrócili latem do Zabrza Zahorski i Bonin, sprowadzono Jelenia... Sprawdzili się?

- Zależy czego oczekiwaliśmy. Byłbym przeciwny, gdyby sprowadzano ich za duże pieniądze na wiele lat, ale w tym wypadku chyba z góry założono, że będą zmiennikami i pomogą w trudnych momentach. Akurat Bonin i Zahorski w Zabrzu grali całkiem przyzwoitą piłkę. Jeleń? Chciałbym, by zdrowy został na nowy sezon i w końcu przepracował cały okres przygotowawczy, bo takich napastników w lidze nie jest wielu. I ma cechę dziś rzadko w futbolu spotykaną. Identyfikuje się z klubem. Trzeba iść tym tropem, jak nie ma się kasy na wielkie transfery.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online