Forum
 

Przegląd Sportowy: Sobolewski przeciwko swoim

Radosław Sobolewski liczył, że skończy karierę w Wiśle. W piątek zagra w meczu z klubem, w którym spędził ostatnie dziewięć lat.
Ruszają przygotowania do sezonu. Radosław Sobolewski stawia się w klubie, trenuje jak inni, ale czuje, że coś wisi w powietrzu. 30 czerwca to ostatni dzień jego kontraktu z Wisłą, a nikt nie prowadzi z nim rozmów. - Nic nie wiem - odpowiada pytany o swoją przyszłość. Franciszek Smuda też unika wypowiedzi na temat kapitana zespołu. Wreszcie pojawia się oficjalny komunikat: Sobolewski już więcej w Wiśle nie zagra.
A potem była już słynna pożegnalna konferencja prasowa. Nie był w stanie wypowiedzieć słowa. 37-letni mężczyzna popłakał się, jak dziecko, uciekł szybko do szatni, żegnany oklaskami na stojąco przez dziennikarzy, z którymi nigdy nie chciał zamienić nawet słowa. Te łzy powiedziały jednak więcej o jego miłości do Wisły, niż dziesiątki patetycznych słów wygłaszanych przez zawodników, całujących na pokaz klubowe herby.
Są piłkarze, których kibice uwielbiają i przychodzą na mecze, aby podziwiać techniczne fajerwerki w ich wykonaniu, zdobywane gole. Sobolewski takich emocji na pewno nie wzbudzał, bo przecież nie potrafił efektownie dryblować, nie notował asyst "na nos", a gole zdobywał (fakt, że piękne) od wielkiego dzwonu. Przez blisko dziesięć lat spędzonych na Reymonta zyskał jednak najważniejszą rzecz - szacunek!
Gdy wychodził na boisko od razu widać było, że to piłkarz przez duże "P", który nigdy nie odpuści i nigdy nie pogodzi się z porażką. Nie irytował nawet wtedy, gdy na prośbę o wypowiedź po meczu uśmiechał się i powtarzał znaną formułkę: "nie ma na to szans".
Odejście Sobolewskiego z Wisły wzbudziło sporo kontrowersji, ale zanosiło się na to już od dłuższego czasu. Jesienią 2011 roku krakowianie grali z Legią w Warszawie. W przerwie, jak relacjonował trener Robert Maaskant, Sobolewski przyznał, że już nie da rady. Ból ścięgna Achillesa, tłumiony wcześniej tabletkami, okazał się nie do wytrzymania. Zabieg, rehabilitacja - sezon był stracony. W czerwcu Wisła przedłużyła z nim kontrakt. Tylko o rok, bo sam zawodnik uważał, że w jego wieku nie ma sensu naciągać klubu na dłużą umowę.
Miniony sezon był bardzo trudny zarówno dla Wisły, jak i piłkarza. Drużyna grała beznadziejnie, a Achilles wciąż dawał o sobie znać. Sobolewski wystąpił tylko w 19 meczach. Po raz ostatni na boisku pojawił się 11 maja. To chyba przesądziło, o tym że nie dostał nowej oferty.
Po podpisaniu kontraktu z Górnikiem udzielił wypowiedzi dla oficjalnej strony klubowej, w której tylko częściowo wyjaśnił kulisy rozstania: - Nie mam żalu do Wisły, że tak to się potoczyło. Wisła pozostanie w moim sercu do końca życia. Teraz jestem jednak w Górniku i ten klub się liczy. Poza tym, za decyzją o rezygnacji z mojej osoby stoi konkretny człowiek, a nie cały klub.
Wydaje się, że tym razem Sobolewskiemu zabrakło trochę odwagi. Jak się mówi "a", trzeba powiedzieć "b", bo tak naprawdę rzucił - pewnie mimowolnie - cień podejrzeń na wszystkie osoby zarządzające Wisłą.
Dla większości stało się jasne - tym, który zrezygnował z pomocnika jest Franciszek Smuda. - To była wspólna decyzja klubu - ucina temat trener.
Zdziwiony rozstaniem z Sobolewskim był Mirosław Szymkowiak: - To wiślak z krwi i kości. Rozstanie z nim w taki sposób było dla mnie dziwne. Uważam, że wciąż byłby przydatny. Nawet gdyby miał czasem usiąść na ławce, to by się z tym pogodził. Swoją charyzmę mógłby pokazywać młodszym zawodnikom na treningach.
A doświadczenie Sobolewskiego jest naprawdę ogromne, to 294 mecze w ekstraklasie i 32 w reprezentacji. Wychowanek Jagiellonii Białystok uwagę na siebie zwrócił stosunkowo późno. Gdy miał 26 lat Bogusław Kaczmarek wyciągnął go z rezerw Wisły Płock i sprowadził do Grodziska Wielkopolskiego. Tam Sobol stworzył z Sebastianem Milą znakomity duet środkowych pomocników, brał udział w niezapomnianych meczach z Herthą Berlin i Manchesterem City, jednak dopiero po przejściu do Wisły w grudniu 2004 roku jego kariera nabrała rozpędu. Stał się mocnym punktem reprezentacji. Grał u Pawła Jansa, a potem u Leo Beenhakkera.
Podczas mistrzostw świata 2006 roku, w meczu z Niemcami popełnił głupi faul i wyleciał z boiska. Osłabieni biało-czerwoni stracili gola, a porażka oznaczała pożegnanie z mundialem. Jakiś czas później powiedział tylko: - Niczego nie żałuję. Rok wcześniej, gdy Wisła toczyła bój o Ligę Mistrzów w Atenach z Panathinaikosem, przytrafiła mu się podobna sytuacja. Sobolewski najpierw zdobył najpiękniejszego gola w karierze, a potem wyleciał z boiska i pogrążył zespół. To najciemniejsze karty w karierze piłkarza, który tylko raz wprawił w osłupienie kibiców, gdy po wywalczonym awansie do finałow mistrzostw Europy poinformował w szatni Leo Beenhakkera, że był to jego ostatni mecz w kadrze i na EURO się nie wybiera. Namawiano go do zmiany decyzji, próbował tego także Smuda, ale bez efektu.
Sobolewski liczył, że skończy karierę w Wiśle. Nie ukrywał też, że chętnie wróciłby do Jagiellonii, gdzie się wychował. Pomocna rękę, gdy został bez pracy, wyciągnął do niego Adam Nawałka. Przejście do Górnika było o tyle łatwiejsze, że nie musiał wyprowadzać się z Krakowa.
Trener zabrzan liczy, że Sobolewski doda jego zespołowi charyzmy i doświadczenia. - Czuję się na siłach, żeby zrobić jeszcze coś dobrego w piłce. Sytuacja z Wisłą wyzwoliła we mnie ogromną sportową złość - zapewniał w wypowiedzi dla oficjalnej strony Górnika.
Los sprawił, że pierwszy mecz w nowym zespole przyjdzie mu zagrać przy Reymonta, przeciwko Wiśle. Ktoś, układając terminarz, chyba zadbał o to, aby zafundować kibicom melodramat już na wstępie.
Fani Wisły przygotowują specjalną oprawę na cześć piłkarza, a on sam będzie musiał walczyć nie tylko z byłymi kolegami na boisku, ale też z ogromnym wzruszeniem. - Mam nadzieje, że jestem na tyle doświadczonym zawodnikiem, że emocje mnie nie zjedzą - mówi Sobolewski.
Jednego można być pewnym - w piątek o godzinie 20.30 wszystkie kamery i oczy obecnych na stadionie im. Henryka Reymana w Krakowie będą skierowane na Radosława Sobolewskiego.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online