Robert Warzycha: Mateusz Zachara też nie był maszynką do strzelania goli

Już w sobotę zabrzanie zagrają na stadionie swego imiennika, na którym jeszcze w tym sezonie nie wygrała żadna drużyna gości.
» Pierwsze skojarzenie z Łęczną?
Robert Warzycha: - Szczerze? Nie mam. Kiedy grałem w Górniku, tego klubu nie było jeszcze w ekstraklasie. Oczywiście pamiętam jesienną wygraną w Zabrzu, ale to chyba wszystko. Nazwa jednak dobrze się kojarzy... 

» "Jesienną wygraną" - mówi pan. Czyli... ostatnią w tym sezonie odniesioną przez was na Roosevelta. Wie pan, że były wtedy letnie wakacje, a teraz jesteśmy po zimowych feriach?
- Nie powiem, że nas to cieszy, bo tak nie jest. Wiemy, jakim wsparciem są dla nas kibice, którzy od kilku lat czekają na nowy stadion i z konieczności, ale cierpliwie, oglądają mecze w mało komfortowych warunkach. Mimo to są, wspierają i nigdy się od klubu nie odwracają, bo w każdym momencie możemy na nich liczyć. W zamian oczekują zwycięstw, a te odniesione w Zabrzu sprawiają im najwięcej satysfakcji. Tego nie ma. Na końcu liczy się jednak ogólny bilans, a on wciąż jest na plus, czyli jesteśmy w górnej ósemce. Nie da się ukryć, że w dużym stopniu dzięki punktom zdobytym na wyjazdach.

» Najważniejszy jest – tradycyjnie – najbliższy mecz, ale nie wierzę, że nie patrzy pan na kalendarz i nie liczy.
- Jedno i drugie. Oczywiście, że liczymy. Wychodzi na to, że wypada zdobyć jeszcze co najmniej jedenaście punktów, by było w miarę spokojnie. Łatwo obliczyć, że najlepiej wygrać cztery z dziewięciu pozostałych do końca spotkań.

» Na papierze jednym z tych czterech spotkań powinna być poniedziałkowa konfrontacja z Koroną. Zamiast trzech, dopisaliście jednak tylko jeden punkt.
- To prawda, bardzo chcieliśmy wygrać, bo wiem z własnego doświadczenia, że zwycięstwo na początku roku to najlepszy "kop" dla wszystkich. Liczy się to, co wyląduje w siatce, ale w tym meczu gra naprawdę była lepsza niż wynik. Mieliśmy 7-8 okazji bramkowych. Rywal? Jedną i to po stałym fragmencie gry, czego zresztą się spodziewaliśmy. I o tym mówiliśmy na pomeczowej analizie.

» Więcej było pochwał czy uwag?
- Pochwała to złe słowo, raczej mówiłbym o solidnie wykonanej pracy, którą wykonaliśmy w grze obronnej. Dobre było zachowanie po stracie piłki, kiedy dobrze funkcjonowała organizacja gry i ustawienie. Po pierwszym meczu, nawet jeżeli nie dał nam trzech punktów, nie można wyłącznie krytykować i dokonywać rewolucji, bo wtedy zaprzecza się samemu sobie i pracy wykonanej w okresie przygotowawczym.

» To pan powiedział na przedmeczowej konferencji, że napastnik, który dostanie szansę, będzie miał ograniczony kredyt zaufania, czyli pół roku na jego gola nie będziecie czekać.
- Zgadza się, ale też proszę: nie wariujmy. Lewandowski w tym roku zdobył jedną bramkę strzałem z 3 metrów, a Ronaldo trafił w środę po 31 dniach przerwy. Przecież Mateusz Zachara też nie był maszynką do strzelania goli i nie trafiał tydzień w tydzień. Myśmy okazje stwarzali, a trzeba brać poprawkę na to, że było to pierwsze spotkanie, grane po tygodniu treningów na sztucznej murawie w zimowej aurze. Czasami z tego powodu zabraknie precyzji, czyli kilkudziesięciu centymetrów do szczęścia. Tak było w poniedziałek.

» Rozumiem, że wielkich roszad w przedniej formacji nie będzie...
- Proszę poczekać do soboty, ale też umówmy się - Górnika nie stać dziś na zmianę 4-5 piłkarzy w ciągu tygodnia.

» Mimo kadrowych problemów w ataku wypożyczyliście Dawida Plizgę. Nie myślał pan, że wiosną byłby wam jeszcze potrzebny?
- Jest w nowym klubie, życzę mu dobrej gry i wielu goli. My wiosną gramy bez Dawida. Nie chcę tego tematu rozwijać. Będziemy sobie radzić bez niego.

» Skoro klub nieco zszedł z kosztów, to może ktoś nowy jeszcze się pojawi...
- Nie mam złudzeń. Sytuacja finansowa Górnika jest znana, mamy też pewne zakazy i ograniczenia ze strony PZPN. Gramy tymi piłkarzami, którzy dziś są w naszej kadrze.

» Może jeszcze ktoś odejdzie?
- Musi być rywalizacja na treningach i musi być konkurencja w walce o miejsce na boisku. Bez tego nie ma postępu, więc absolutnie nie chciałbym, by jeszcze ktokolwiek nas tej zimy opuścił. Odeszli Małkowski, Plizga i Zachara, a przyszedł tylko Grendel. Większość klubów w lidze się wzmocniła, więc przynajmniej nie chciałbym już nikogo stracić.

» Wspomniany Grendel w pana ocenie wypadł w debiucie dobrze?
- Byłem zadowolony. Za nim pierwszy mecz na bardzo odpowiedzialnej pozycji. Każdy zobaczył, że jest to zawodnik, który potrafi myśleć, jest dynamiczny, silny i gra w piłkę. Powinno być tylko lepiej.

» Liczył pan, ile razy stracił już w tym sezonie Błażeja Augustyna?
- Sporo. To nie ułatwia pracy, bo chciałbym, by nasza obrona przynajmniej 3-4 razy z rzędu zagrała w jednym ustawieniu. Na razie się nie da. Oglądałem jednak spokojnie zapis meczu z Koroną i powiem z pełnym przekonaniem, że Błażej Augustyn nie powinien dostać kartki. Tak samo, jak nie powinien zostać ukarany czterema meczami pauzy za jesienny faul w spotkaniu z Pogonią. Chcemy promować piłkę, kibice chcą oglądać, a telewizja chce pokazywać najlepszych piłkarzy, tymczasem takimi decyzjami obniżana jest jakość widowisk. Wierzę, że piłkarz grający w miejsce Augustyna sobie poradzi, ale... To nie był faul na kartkę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]