Forum
 

Marek Pałus: W najbliższym czasie Górnik nie zmieni właściciela

- W perspektywie 2-3 lat klub z Roosevelta na pewno będzie własnością miasta. Ale strukturę jego finansowania trzeba zmienić - mówi Marek Pałus, prezes Górnika. 

Co pan będzie robić w niedzielę wieczorem?
Marek Pałus: - Cały weekend spędzę w Warszawie. Za mną trzy tygodnie bardzo intensywnej pracy w Zabrzu, teraz czas na odwiedzenie stolicy. Będę w PZPN, w siedzibie ekstraklasy, zobaczę mecz na Legii. Znam wiele osób z władz związku, Zbigniewa Bońka od kilkunastu lat, kiedy pracowaliśmy razem w jednej komisji. Derby z Ruchem zobaczę w telewizji, podobnie jak wszyscy działacze Górnika. Taką decyzję podjęliśmy, kiedy okazało się, że do Chorzowa nie pojadą nasi kibice.

Pana zdaniem, decyzja wojewody się tłumaczy?
- Oczywiście byłoby wspaniale, gdyby takie mecze oglądali kibice obu śląskich drużyn, ale skoro policja uznała, że się nie da, a wojewoda tę decyzję podtrzymał, to nie chciałbym z tym polemizować. Po prostu szkoda i obyśmy dożyli czasów, kiedy w ogóle nie będziemy o tym rozmawiać.

W Ruchu na boisko wyjdzie wielu młodych piłkarzy. Górnikowi to raczej nie grozi. Jest czego zazdrościć?
- To oczywiste, że kluby z ograniczonymi możliwościami finansowymi powinny inwestować i stawiać na młodzież. Jest taniej, a jeszcze można zarobić. Ruchowi ten pomysł „wypalił”, choć w sporcie zawsze oceny trzeba wystawiać na koniec sezonu, a nie po siedmiu kolejkach. Dziś wygląda to ciekawie. Dobra selekcja, dobry skauting, w końcu bardzo dobry, a moim zdaniem, na nasze warunki wybitny trener, jakim jest Waldemar Fornalik. Pracował w Górniku, u nas zaczynał przygodę z pracą trenerską na poziomie ekstraklasy i wciąż jest w Zabrzu bardzo szanowany.

Dlaczego Ruchowi to wychodzi, a wam nie do końca?
- Powodów – jak zwykle – jest kilka. Górnik płaci cenę za to, że na kilka lat w zasadzie „odpuszczono” szkolenie, co wynikało z problemów finansowych. Kulało bardzo, ale dziś wygląda to znacznie lepiej. Nasze drużyny w każdej kategorii wiekowej są w czołówce kraju, choć wszyscy zdajemy sobie sprawę, że kluczowe jest to, ilu z tych chłopaków zagra w lidze. Gdyby wziąć pod lupę ostatnią dekadę, nie byłoby się specjalnie czym chwalić. W niedzielę pewnie wystawimy zespół starszy od Ruchu, ale po meczu ważne będzie tylko to, kto sięgnie po trzy punkty.

Kto w perspektywie kilku lat, a nawet dekady, będzie większą konkurencją dla Górnika. Ruch czy Piast?
- Stawiam na Ruch. Piast jest poukładany, w tej chwili ma swoje „pięć minut” i jest na fali, ale w dłuższej perspektywie większe szanse rozwoju mają jednak „Niebiescy”. W żadnej dyscyplinie tradycja, historia i kibice nie odgrywają takiej roli, jak w futbolu. Oczywiście warunkiem rozwoju Ruchu jest poprawa infrastruktury. Bez tego wiele nie zrobią. Ale... Szanuję rywali i zdaję sobie sprawę z siły naszego sąsiada, czyli Gliwic. Miasta bogatego, ze strefą ekonomiczną i wieloma firmami, jednak z tej trójki – moim zdaniem – największe perspektywy wciąż ma Górnik. Stadion będzie wkrótce otwarty, mamy wsparcie miasta, a siła tradycji i potencjał kibicowski jest ogromny. I wykracza daleko poza granice miasta.

Wyliczyliście ilu kibiców powinno chodzić na mecze, żeby ułamki się zgadzały?
- Mniej więcej 15 tysięcy. Średnio. I wiemy, że będzie to wyzwanie. Do naszych kibiców, szczególnie tych spoza Zabrza, ponownie trzeba dotrzeć, przypomnieć się, bo przez cztery lata tysiące fanów odzwyczaiło się od chodzenia na mecze. Górnik to marka, która w ostatnich latach z powodu problemów finansowych została mocno przykurzona. Dlatego jeżeli dziś widzę w klubie ogromną pracę do wykonania na już, to zbudowanie sprawnie działającego zespołu marketingowo-pijarowskiego. Ostatnio mieliśmy spotkanie z lokalnymi biznesmenami, ale przede wszystkim kibicami, którzy od wielu lat w trudnych momentach wspierają klub, bo na mecze chodzili ich ojcowie i dziadkowie. Mówią wprost: kochamy Górnika, ale nie kochamy kolejnych zarządów. Musimy mieć dla nich konkretną ofertę.

Pana poprzednicy mieli ambitne plany, ale często zderzali się ze ścianą. Myślę o... ośrodku decyzyjnym. Zbyt długo prezesami nie byli.
- Chyba nie to było przyczyną, że właścicielem Górnika jest miasto. Z tego, co się się orientuję, w kilku wypadkach różniły się wizje finansowania klubu między zarządami a właścicielem. Niektóre zmiany były efektem zwyczajnego zmęczenia. Jestem daleki od hurraoptymizmu, ale wydaje mi się, że jestem w nieco lepszej sytuacji. Po pierwsze, nie prowadzę klubu z „garbem” ogromnego długu i kolejką wierzycieli, którzy każdego dnia upominali się o swoje. Po drugie, w sporcie działam od tylu lat, że wiedziałem, czego się spodziewać. I mam ten komfort, że nie robią już na mnie wrażenia czerwone dywany, bywanie na salonach i splendor, który czasami, - powtarzam czasami - tej pracy towarzyszy. Od razu mogłem zabrać się do pracy i mogę tylko żałować, że doba nie trwa 28 godzin. Tych kilku dziennie mi brakuje.

Model finansowania klubu przez gminę nie jest pana zdaniem chory?
- Nie. Ale ma swoje ograniczenia, bo w ten sposób nie można przekroczyć pewnego pułapu finansowego pozwalającego wejść na wyższy poziom. Najlepszych w Polsce – Lecha, Legii czy Jagiellonii – nie finansują gminy. Miast na takie wydatki po prostu nie stać. Nie jest jednak tak, że na świecie samorządy nie wspierają klubów. Choćby w hiszpańskiej koszykówce, bo ten temat znam bardzo dobrze. Pamiętajmy, że klub sportowy, tym bardziej taki, jak Górnik, z dekadami sukcesów, meczami granymi dla 100 tysięcy ludzi i tysiącami kibiców, to coś więcej niż mecz grany raz na dwa tygodnie. I coś więcej niż klub, choć nie lubię wyświechtanych określeń. To część tkanki miasta, element jego tożsamości. W wypadku Górnika miasto uratowało jego byt i na obecnym etapie jego wsparcie jest potrzebne. Docelowo jednak trzeba szukać inwestorów i rozłożyć obciążenia.

Górnik w najbliższym czasie może zmienić właściciela?
- To pytanie raczej do władz miasta, ale myślę, że w perspektywie 2-3 lat nie ma takiej opcji. Chcemy natomiast zmienić strukturę finansowania, czego warunkiem jest oddanie obiektu. Wtedy mogą pojawić się inwestorzy i sponsorzy. Zaczniemy zarabiać na dniu meczowym. Budżetu nie można zaczynać od pytania, ile da miasto. To klub ma szukać środków, a miasto dołożyć, jeżeli zabraknie.

Ile dziś trzeba, by budżet Górnika gwarantował stabilizację?
- Na poziomie miejsca ósmego czy walki o podium? To byłyby różne kwoty, ale myślę, że budżet na poziomie 25-30 milionów dałby Górnikowi bardzo duży komfort i gwarantował rozwój sportowy.

Sporo wam brakuje?
- Trochę brakuje...

Tymczasem wzrosły koszty utrzymania pierwszej drużyny. Nie jest tak, że latem słupki wygrały z wizją rozwoju sportowego?
- Można o tym dyskutować. Może faktycznie kilka decyzji nie było trafionych, ale też dziś jesteśmy o pewne rzeczy mądrzejsi. Nie chcę oceniać poprzedników. Poza tym, że słupki faktycznie muszą się zgadzać i na pewno nikt nie działał w złej wierze. Klubowi udało się obniżyć koszty utrzymania pierwszej drużyny. To zmieniło się na lepsze i gwarantuję, że nie będzie już tak, że pensje to 120 procent budżetu. Te liczby były porażające.

Nie jest tak, że jednak rację miał zwolniony przez pana Robert Warzycha? Następca nowych piłkarzy dostał. Przy okazji wszyscy pytają, skąd wzięliście na to środki?
- Zapewniam, że wydatki na pensje nie wzrosły znacząco.

O 10 procent?
- Zdecydowanie mniej. Nie szaleliśmy z uposażeniami dla nowych graczy. Każdy zarabia mniej niż w poprzednim klubie, bo też każdy dostał od nas szansę na powrót do formy, regularnego grania, odzyskania swojej pozycji. Tańszy jest sztab szkoleniowy, ktoś od nas odszedł, a bierzemy też pod uwagę to, co będzie się działo zimą. Już po zwolnieniu rozmawiałem z Robertem Warzychą. Spokojnie, w bardzo sympatycznej atmosferze. Powtórzył mniej więcej to samo, co mówił w mediach, czyli to, że chciał napastnika i środkowego obrońcę. Szanuję jego opinię, zresztą każdy trener jest swego rodzaju twórcą i wierzy, że jego wizja jest najlepsza. Trener Ojrzyński zanim powiedział napastnik i obrońca, mówił, że potrzebna jest... praca. Zespół nie był najlepiej przygotowany do sezonu, piłkarze chodzili ze spuszczonymi głowami, jakby coś się wyczerpało. Do tego doszły kontuzje Magiery, Przybylskiego, Jeża – ważnych i doświadczonych graczy. Stąd nowi gracze, a każdy wie, że w połowie sierpnia rynek jest ograniczony. To były ryzykowne decyzje, skoro czasami nawet piłkarz obserwowany rok przez Real i kosztujący miliony, może się w Madrycie nie odnaleźć. Ale musieliśmy reagować. Zobaczymy, z jakim skutkiem.

Rozmawia pan z potencjalnymi klientami o dużych pieniądzach dla klubu?
- Tak.

Ściana?
- Proste to nie jest, ale rozmawiamy. Wrzesień i październik to dobry czas, bo firmy pracują nad budżetami. Niczego nie będę deklarował, ale widzę różnicę w podejściu, kiedy klienci słyszą, że w lutym Górnik może grać dla 24000 ludzi. Kilku gościłem na ostatnim meczu i już byli pod wrażeniem, a przecież otwarta jest jedna część jednej trybuny.

Jest pan związany ze śląskim sportem od lat. Wykorzystuje swój potencjał?
- Absolutnie nie. Na pewno najdłużej i najboleśniej przechodził z poprzedniego systemu do obecnego, ale to nie wszystko. Zabrakło takich ludzi, jak Krauze, Kulczyk czy Walter, którzy zainwestowali w sport, widząc w nim ogromny potencjał. Sporo winy ponoszą samorządy. Każdy chciałby mieć klub w ekstraklasie, a Śląsk stać najwyżej na trzy takie drużyny. Katowice, mając Spodek, powinny mieć dwie drużyny na poziomie ekstraklasy w dyscyplinach halowych, by 100 razy w roku odbywały się w nim imprezy. Nie mamy Metropolii, każdy ciągnie kołdrę w swoją stronę, ale to pewnie temat na inną rozmowę...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online