Z II ligi do Champions League. Pokręcone ścieżki Romana Gergela

- Takich chwil jeszcze nie przeżywałem - mówi słowacka gwiazda Górnika Zabrze o tygodniu, który przyniósł jej aż 5 goli.
- Takich chwil jeszcze nie przeżywałem. O tych czterech bramkach już chyba wiedzą wszyscy, pisało się sporo w polskich i słowackich gazetach. Otrzymałem dużo gratulacji, sms-ów, telefonów. To oczywiście moment, który może coś zmienić w karierze. Czasem zdarza się tak, że ktoś zdobędzie 3-4 gole w jednym meczu i po kilku dniach odchodzi do innego klubu. Powtarzam jednak, że... to tylko jeden mecz. W tym roku przed nami jeszcze dwa i tylko to mnie interesuje - podkreśla Roman Gergel.
Specjalnie swojego wyczynu nie rozpamiętuje. - Wideo z golami na pamiątkę? Wpiszę w Google, to wyskoczy. Po lidze poproszę trenera, by wysłał mi spotkania, w których grałem - uśmiecha się słowacki pomocnik Górnika, który zrezygnował też z koguta, tradycyjnej nagrody dla najlepszego zawodnika zespołu, wręczanej przez Stanisława Sętkowskiego, czyli jedną z klubowych ikon.
- Nie wiem, co zrobiłbym z nim w domu, bo gotowanie nie jest moją mocną stroną. Powiedziałem więc, by go uratował i ewentualnie dał komuś po następnym meczu - opowiada 27-latek.
Gergel w Polsce gra drugi sezon. Dał się poznać jako pomocnik dość bramkostrzelny. W poprzednich rozgrywkach trafiał do siatki rywali 6-krotnie, tej jesieni już przebił ten wynik, zdobywając 8 goli.
- Sam jestem zaskoczony, że tyle wpada. Polska liga chyba bardziej mi pasuje - przyznaje, nawiązując do faktu, że w rodzimej lidze pokonywał bramkarzy nieporównywalnie rzadziej.
W Górniku najpierw Robert Warzycha, a potem Leszek Ojrzyński, widzieli w nim konsekwentnie prawego pomocnika. W MSK Żylina, z którą był związany przez cztery sezony, rzucano go na różne pozycje. Nawet... do obrony, której nie czuł i nie lubił.
Paradoksalnie jednak, to właśnie na jej lewym boku zagrał mecz pozostający jednym z jego najpiękniejszych piłkarskich wspomnień. W 2010 roku Żylina, rywalizując w fazie grupowej Ligi Mistrzów, poleciała na Stamford Bridge zmierzyć się ze słynną Chelsea Londyn.
- Patrik Mraz, dziś grający w Piaście Gliwice, złapał akurat kontuzję i nie miał kto zagrać na tej lewej obronie. No to wyszedłem. Drogba, Sturridge, Anelka, Malouda... Kosmos. W życiu nie grałem w takiej atmosferze, na takim stadionie. Przed meczem byłem bardzo spięty, ale jak już zagrał hymn Champions League, było dobrze. Skończyło się 1:2, byliśmy blisko zdobycia punktów. Kilka łokci próbowałem Drogbie sprzedać, ale był tak zbudowany, że nie wiem, czy w ogóle je poczuł - opowiada z uśmiechem Roman Gergel.
Choć ówczesny mistrz Słowacji nie urwał w fazie grupowej Chelsea, Marsylii czy Spartakowi Moskwa choćby remisu, pomocnik Górnika, który wtedy zaliczył cztery występy, pytany o te wspomnienia wyraźnie się ożywia.
- To sukces, że zagrałem w Lidze Mistrzów. Każdy piłkarz tego chce. Zebraliśmy wielkie doświadczenie - zaznacza.
Jego piłkarskie CV, choć nie znajdziemy w nim wielu klubów, jest dość pokręcone. W przygotowującej się do walki w Lidze Mistrzów Żylinie wylądował po sezonie w... słowackiej drugiej lidze, do której spadł z FK AS Treczyn.
- Grałem też wtedy w kadrze U-21; z dziś będącym również w Górniku Erkiem Grendelem, przymierzanym do Lecha Poznań Martinem Dubravką czy Robertem Makiem, Mirkiem Stochem i Vladimirem Veissem, którzy byli potem w Anglii. Wygrywaliśmy i remisowaliśmy z silnymi przeciwnikami, dlatego pojawiały się oferty. Druga liga to już było dla mnie mało. Chciałem wylądować w ekstraklasie albo zagranicą, a szybko wyszła z tego Liga Mistrzów - uśmiecha się Gergel.
Przygoda w Żylinie nie ułożyła się jednak modelowo. Choć w 2012 roku sięgnął z nią po mistrzostwo i puchar Słowacji, to potem nie rozegrał już pełnego sezonu. Dwukrotnie był wypożyczany i przychodziło mu walczyć o utrzymanie. Z różnym skutkiem.
- Na jakieś sześć kolejek przed zdobyciem mistrzostwa zmienił się trener; przyszedł szkoleniowiec z Holandii i zacząłem grać mniej. Po pół roku usłyszałem, że nie liczą na mnie wiosną i pójdę na wypożyczenie. Wylądowałem w Tatranie Preszov, który był chyba na 8. miejscu i miał dobry zespół, ale skończyło się spadkiem. Jeszcze w ostatniej kolejce graliśmy z Trnavą i gdybyśmy wygrali, to byłoby utrzymanie. Sam zmarnowałem dwie sytuacje, przegraliśmy 0:1. Wracałem co prawda do Żyliny, ale smutny, bo nie było to przyjemne uczucie. Po 10 dniach w MSK... złapałem kontuzję i pauzowałem przez cztery miesiące. Trudno było wrócić do zespołu. Usłyszałem, że latem kończy mi się kontrakt i nie liczą na mnie. Poszedłem do Dunajskiej Stredy. Nie dość, że mieliśmy tylko 10 punktów, to 6 odjęli nam jeszcze za korupcję. Nie było właściciela, nie interesował się klubem. Wygrywaliśmy jednak i ostatecznie spadła Nitra, z Matuszem Putnockym w bramce - opowiada Gergel.
W walce o uniknięcie degradacji - co w najbliższych miesiącach może okazać się... pomocne - jest więc zaprawiony. Spadł z Treczynem i Preszovem, za trzecim razem już się nie dał.
- Za pierwszym razem, spadek był wręcz dla mnie szansą, bo byłem wtedy bardzo młody. Z czasem jednak podejście się zmieniało. Teraz z Górnikiem jesteśmy na przedostatnim miejscu, ale meczów przed nam wiele i nie myślę o tym, że możemy spaść. Jeśli jednak wiosną wciąż będziemy na dnie tabeli, to nie będzie już spokoju - nie kryje Słowak.
Latem 2014 roku był już dogadany z FK Senica. Przez dwa tygodnie trenował, był na obozie...
- Żylina chciała jednak wtedy za mnie jakieś pieniądze. Senica nie zapłaciła. Menedżer zadzwonił, bym się pakował i jechał do Zabrza. Nie wahałem się, bo chciałem wyjechać zagranicę. Patrzyłem czasem na polską ligę w telewizji, widziałem stadiony, kibiców i to, jak ludzie żyją tu piłką. W porównaniu ze Słowacją: inny świat. Dla nas to dobra liga. Wiadomo, że wszyscy chcą grać w Hiszpanii czy Anglii, ale myślę, że jakby zobaczyli tę atmosferę, to spojrzeliby inaczej. Robert Jeż, który ma tego samego menedżera, mówił mi, że jest zajebiście - uśmiecha się Roman Gergel.
To właśnie z Jeżem, który w Polsce gra od lat, dzieli mieszkanie na katowickim osiedlu „Dębowe Tarasy”.
- Erik Grendel ściągnął tu rodzinę i z nią spędza czas. „Jeżyk” ma swoich bliskich na Słowacji, więc wszystko robimy razem. Obiad, kawa, kolacja... Ale nie mamy siebie dość. Po treningu zwykle ja oglądam telewizję, a Robert idzie spać. Gdybyśmy nie mieli tu „talerza” ze słowacką TV, to nie wiem, co by było. Moja dziewczyna pracuje w Żylinie i nie jest łatwo. Jeżdżę do niej raz, dwa razy w tygodniu - opowiada pomocnik Górnika.
Ostatnie wyczyny Gergela nie uszły uwadze słowackich mediów. W reprezentacji ma wielu znajomych, a z Martinem Skrtelem, jedną z gwiazd Liverpoolu, kończył nawet tę samą szkołę sportową w Treczynie, położonym nieopodal jego rodzinnych Bánovce nad Bebravou.
- Skrtel miał bodaj 19 lat - i już trafił do Zenitu Sankt Petersburg. Ale kumplami absolutnie nie jesteśmy, bo gdy ja byłem w pierwszej klasie, on już w czwartej. W tym wieku to spora różnica. Z wieloma chłopakami z obecnej pierwszej kadry grałem jednak w U-21. Turniej we Francji? Za późno na reprezentację na pewno nie jest. Teraz jednak, gdy awansowała na Euro 2016, to trudno, by ktoś do niej wskoczył na ostatniej prostej. Na mistrzostwach zagają ci, którzy wywalczyli awans - przyznaje.
Z klubem z Roosevelta wiąże go jeszcze 2,5-letni kontrakt, w który została wpisana klauzula odstępnego. On sam o swojej przyszłości mówi z pokorą. - Najważniejsze, by było zdrowie. Gdy byłem młodszy, chciałem wylądować we Włoszech czy Premier League, ale nie udało się. Jestem zadowolony z tego, co jest. Tylko żeby jeszcze z Górnikiem być wyżej w tej tabeli... - zawiesza głos.

Roman Gergel
urodzony: 22.02.1988 w Banovcach nad Bebravou
pozycja: pomocnik
kluby: FK Spartak Bánovce nad Bebravou, FK AS Trenčín (2005-10), MŠK Žilina (2010 - 2012), 1.FC Tatran Prešov (2013), Žilina (2013), FK DAC 1904 Dunajská Streda (2014), Górnik Zabrze (2014 - ?)
w Górniku: 54 mecze/14 goli

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online