Adam Danch: Wszyscy daliśmy "ciała"

- Byłem kapitanem, nie potrafiłem zespołu bardziej zmobilizować, czegoś dołożyć od siebie w trudnych momentach - mówi kapitan klubu z Roosevelta, Adam Danch. 

Ostatni mecz w Niecieczy zdążył się już panu przyśnić?
Adam Danch: - Nie musi się śnić, skoro cały czas zadaję sobie pytanie, jak mogliśmy tego nie wykorzystać. Wszystko zależało od nas, znaliśmy wynik meczu we Wrocławiu... Ten mecz to był sezon Górnika w pigułce. Nie szło nam od pierwszej kolejki, poza 2-3 meczami mieliśmy problem ze strzelaniem goli i kreowaniem sytuacji. Nie było jakości, męczyliśmy się na boisku zamiast kreować grę. Zawsze czegoś zabrakło, łącznie ze szczęściem, ale zgodzę się, że ono sprzyja lepszym. A my byliśmy słabsi i jeszcze ponad pół roku goniliśmy rywali, cały czas pod presją, która Niecieczy sięgnęła apogeum. Masz pół godziny, by strzelić jednego gola, ale nic nie wychodzi. Nic! Czasu coraz mniej, a stres coraz większy. Nikt naszej gry nie potrafił poukładać, uspokoić... Nie udźwignęliśmy tego.

Słuchając komentarzy po waszym spadku, w zasadzie wszyscy mówią, że Górnik spadł zasłużenie. Nikt was nie żałuje...
- Wcale się nie dziwię. Końcówka ligi pokazała, że – przykro to mówić – nie zasłużyliśmy na grę w ekstraklasie. Termalica, wcześniej mecze z Łęczną i Koroną... To tylko trzy szanse, które dostaliśmy od losu. Wystarczyło raz wygrać. Ale przecież nie spada się trzema meczami. Prawda jest taka, że już po 30 kolejkach byliśmy na dnie. Gdyby nie regulamin, od miesiąca bylibyśmy zdegradowani. Powtórzę - w naszym spadku nie ma przypadku. Żal, że taka firma spada z ligi. Górnik to taki klub, który powinien grać w ekstraklasie, bo tworzy jej historię. Jak Legia, Wisła, Cracovia, Ruch, Lech... Ale za zasługi nie daje się miejsca w elicie. Trzeba na nie zapracować.

Czyli już wiemy, że byliście najsłabsi. Dlaczego?
- Łatwe pytanie, trudna odpowiedź... Cały sezon źle się układał. Nawet ten pierwszy mecz, kiedy byliśmy lepsi i zremisowaliśmy w Krakowie z Wisłą. Graliśmy dobrze, powinniśmy wygrać. Potem zaczęła się katastrofa. Szybko traciliśmy gole, w kilku meczach po trzy. Co strzał w naszą stronę, to gol. Nasza gra obronna jako drużyny była bardzo słaba. I tak brnęliśmy z tygodnia na tydzień.

Nie jest tak, że lampka powinna się zapalić już po nieudanej wiośnie 2015 roku, kiedy w zasadzie przegrywaliście większość meczów w marnym stylu?
- Wiosny w wykonaniu Górnika od kilku lat były słabsze niż rundy jesienne, ale po wakacjach następowało przebudzenie. Wydawało się, że teraz będzie podobnie. Od 2-3 lat kadra z rundy na rundę była raczej osłabiana i uzupełniana niż wzmacniana. Też to rozumiem, bo problemy finansowe w Górniku były ogromne. W lecie 2015 roku faktycznie nikt nas nie wzmocnił, ale czy sprowadzenie jednego napastnika przed rokiem załatwiłoby sprawę? Chyba tak proste to nie jest.

Skoro sprowadzenie dwunastu piłkarzy w sierpniu i w styczniu nie pomogło wam uratować ligi...
- Na przykład. Dziś jesteśmy mądrzejsi, może zmian było za dużo? Może trafiali do nas piłkarze nie na te pozycje, na które brakowało ludzi. Długo nie było żadnej stabilizacji. Grę w obronie poprawiliśmy w ostatnich meczach, kiedy w końcu graliśmy jednym składem. To nie przypadek, ale poprawa w defensywie odbyła się kosztem ofensywy. W sumie w Górniku zagrało ponad 35 piłkarzy, przeszliśmy dwie rewolucje kadrowe, kontuzji też było sporo. Teraz sobie myślę, że może lepiej było sprowadzić mniej graczy, a więcej czasu poświęcić na pracę, zgranie, wymyślenie odpowiedniej taktyki i konsekwentną jej realizację.

O waszym obozie w Hiszpanii powiedziano już wiele. Piłkarze nie chcieli tam lecieć.
- To prawda. Kiedy zapadała decyzja o miejscu zgrupowania, w Turcji naprawdę nie było bezpiecznie. Ale czy to przeszkadzało zorganizować porządne zgrupowanie w innym kraju? Sprowadzono pięciu nowych graczy, a zagraliśmy dwa sparingi. Wszystko się w tym sezonie posypało.

Patrzy pan w lustro i...
- I czuję się winni. Myślę, że to samo czują wszyscy ludzie pracujący w Górniku. Działacze, trenerzy, piłkarze.... Każdy mógł coś zrobić lepiej, inaczej. Byłem kapitanem, nie potrafiłem zespołu bardziej zmobilizować, czegoś dołożyć od siebie w trudnych momentach, gole padały też po moich błędach. Wszyscy daliśmy "ciała".

Mecz z Ruchem na otwarcie stadionu w Zabrzu miał być dla was trampoliną. Ta porażka była decydująca w tym sezonie?
- Patrząc jak graliśmy wiosną, to myślę, że jeden wygrany mecz nie spowodowałby nagłej zmiany na lepsze, bo myślmy w tym roku dobrego meczu po prostu nie zagrali. Żadnego! Ewentualnie można się zastanowić, czy gdyby grudzień nie trwał 2-3 tygodnie dłużej, to nie byłoby lepiej. Ale przecież nawet po wygranej z Piastem 5:2 nie potrafiliśmy u nas pokonać Łęcznej i Niecieczy. Piach...

Nie brak opinii, że "dołowanie" Górnika zaczęło się z chwilą odejścia Adama Nawałki.
- To może przesada, ale jeżeli czegoś mi brakowało, to jego metod pracy. Pokazał, tłumaczył, egzekwował. Oczywiście, że nie wszystkim się podobało, ale nie było marudzenia, dyskusji, zasady były czytelne. I dwie możliwości - wykonasz albo cię nie ma. Każdy wiedział, czego się od niego wymaga. To się sprawdzało. Trener Nawałka miał jednak silniejszy zespół. Jak mówiłem, potem co runda, ktoś ważny od nas odchodził.

Kończyliście sezon bez trzech odsuniętych od kadry piłkarzy. Kapitan by się pod nią podpisał?
- Łukasz zrobił w Krakowie źle. Był sfrustrowany, ale przeprosił. Byliśmy u trenera, mówiliśmy, że może zamieniłby odsunięcie od zespołu na karę finansową czy naganę, ale w takich sprawach decyzję podejmuje szkoleniowiec. Jego prawo. Trener Nawałka czasami też z kogoś rezygnował. Trzeba to uszanować i robić swoje. A czy z tą trójką utrzymalibyśmy się w lidze? Nie wiem, bo w tym sezonie w każdym składzie mieliśmy problem z jakością i wygrywaniem. Może poza końcówką, ale wtedy remisy już nam nie wystarczały. Dziś można gdybać, ale niczego to nie zmieni. Graliśmy tak, że jeden piłkarz nagle nie zmieniłby naszego oblicza, choć może gdyby Roman strzelał jak jesienią, może gdyby zdrowy i gotowy na 90 minut był Radek Sobolewski... Na pewno jednak błędem było to, że pół rundy graliśmy bez Mariusza Przybylskiego. Decyzji o jego odsunięciu nigdy nie byłem w stanie zrozumieć.

Spadł pan z ligi drugi raz. Która degradacja bardziej bolała?
- Pierwsza była dla klubu szokiem, bo Górnik spadł pierwszy raz po ponad 30 latach, a sezon zaczęliśmy jako jeden z faworytów ligi. Ale wtedy byłem młody, dopiero zaczynałem. To inni byli liderami Górnika. Dziś jestem kapitanem, w klubie gram od blisko dziesięciu lat. I jeszcze te okoliczności. Wtedy jednak wiosną graliśmy lepiej, a w ostatnim meczu przegraliśmy z Polonią, która grała o puchary. Teraz? Spadek zasłużony, ale na własne życzenie.

Kilka koszulek musiał pan wiosną kibicom oddać...
- Ja z tego nie robię problemu. Było wiosną trochę trudnych sytuacji, czasami faktycznie nieprzyjemnych, ale ten klub budzi ogromne emocje. Gdzie przy tak marnej grze, i to przez cały sezon, na mecz 36 kolejki przyszłoby blisko 20000 ludzi, którzy wtedy przez 90 minut nas wspierali.

Co teraz? Grzegorz Kasprzik mówi, że jak się coś zepsuło, to trzeba to naprawić.
- Też tak uważam. Wszyscy czekamy na to, co wydarzy się w Górniku. Wiadomo, że wielu piłkarzy odejdzie. Klub dziś może wiele, łącznie z propozycją obniżenia kontraktu, a nawet jego rozwiązania. Część umów została po spadku z automatu obcięta o 50 procent, bo kilku z nas ma takie zapisy w kontraktach. Kto będzie trenerem? Kto podejmie wszystkie decyzje i będzie z nami rozmawiał? Górnik jest dla mnie absolutnym priorytetem, nigdzie nie chcę się ruszać. Ale też chciałbym, by w Zabrzu była drużyna, która powalczy o awans. Wiadomo, że inna niż obecna, ale też silniejsza. Bo czeka nas prawdziwa wojna. Osiem lat temu zaczęliśmy rozgrywki po spadku z Pazdanem, Boninem, Banasiem, Przybylskim, Pitrym, Gorawskim czy Zahorskim. Wielu się wydawało, że to będzie spacer, a początek był drogą przez mękę. Po pierwszej rundzie byliśmy poza podium. Z wielu porażek nie wyciągaliśmy lekcji. Wyciągnijmy je teraz, żeby za rok cieszyć się z awansu.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online