Skok Kozy

Nowe zjawisko zapowiedziano przed kilkoma dniami w polskim sporcie zawodowym. Oto właścicielem pierwszoligowego klubu ma zostać jego piłkarz, były reprezentant kraju, człowiek, który doskonale poznał mechanizmy futbolowego biznesu we Włoszech. Chodzi o Marka Koźmińskiego.
Jak poinformował wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Górnik Zabrze SSA, Andrzej Mierzwa, już 22 maja Koźmiński miał przejąć 52 procent akcji spółki. Koszt tej operacji, według nieoficjalnych danych, to około 3,5 miliona złotych.  Dotąd wielcy polscy sportowcy, którzy zbili majątek, inwestowali w przeróżne dziedziny - tylko nie w to, co sami uprawiają.

- Jak wygląda sytuacja? Czy transakcja została już zaklepana?

Marek Koźmiński: - Niestety, w praktyce źle to wygląda. Miasto nie odpowiedziało jeszcze stosownym aktem prawnym na naszą propozycję. Nie została podpisana umowa dotycząca użyczenia obiektów oraz ich modernizacji. Jednym słowem dzisiaj nie ma tematu wejścia Koźmińskiego do Górnika Zabrze. Czekam do soboty. Jest już koniec rozgrywek ligowych. Za chwilę zawodnicy rozjadą się na urlopy. Ja też natychmiast po europejskim referendum pojadę na urlop. Jak zatem wyobrażamy sobie porządkowanie spraw organizacyjnych w Górniku, gdy nikogo już nie będzie? Coś nie tak...

- Chciałby pan szybciej sfinalizować sprawę?

- Nie chcę wywierać presji, ale myślę praktycznie.

- W czym zatem problem?

- Nie wiem. Miasto zwleka i nie znam powodu. Ufam władzom miejskim, ale zarysowała się niepewna atmosfera. Proszę zauważyć, że wszelkie informacje, które dotychczas ukazywały się na temat zmian własnościowych w Górniku nie były przekazywane przeze mnie. Wychodziły z innej strony.

- A jakie pan widzi jeszcze przeszkody, aby już inwestować w klub?

- Pierwsza kwestia - nie wiem, gdzie miałaby grać drużyna Górnika. W dotychczasowych rozmowach postawiłem warunek, że użyczenie obiektu ma nastąpić na warunkach nie gorszych niż to było do tej pory. Druga sprawa, to modernizacja stadionu. Miasto jest właścicielem obiektu i cóż z tego, że wynajmie stadion spółce, gdy nie będzie można rozgrywać na nim meczów ligowych, bo nie będzie spełniał warunków licencyjnych. To są poważne problemy, bez rozwiązania których nie ma mowy o moich inwestycjach w zabrzańską spółkę.

- Z drugim akcjonariuszem, czyli miastem, uzgadniał pan chyba tak podstawowe warunki?

- Podpisaliśmy już nawet pewien dokument, w którym dokładnie uzgodniliśmy intencje stron.

- Już na starcie napotkał pan na kłopoty. Dlaczego więc zamierza pan wejść w biznes sportowy?

- Tyle już lat związany jestem ze sportem, że chciałbym w nim dalej uczestniczyć, chociaż w nieco innej roli. Mnie to pociąga. Przebywając we Włoszech chodziłem na specjalny kurs dla menedżerów sportowych zorganizowany przez włoską federacją piłkarską. Gdy tam grałem, przez 11 lat przyglądałem się z bliska jak funkcjonują kluby Serie A. I teraz nadarzyła się okazja, aby popróbować szczęścia.

- W Polsce narzekają, że nasz futbol jest tak kiepski, iż trudno zrobić dobry interes. Podobno wszyscy moczą, a nikt nie zyskuje.

- Może tylko działacze narzekają, ale w rzeczywistości nie jest tak źle. Wszędzie jakoś na tym wychodzą. Spójrzmy na przykład krakowski. Gdyby Telefonika chciała wypromować się w standardowy sposób musiałaby zainwestować kolosalne pieniądze. Dzięki sukcesom Wisły, myślę, że osiągnęła to taniej. Uważam poza tym, że inwestując w futbol wykonuje się przy tym dobrą robotę społeczną.

- Ile pan może stracić? Czy gra warta świeczki?

- Nie myślę o tym ile mogę stracić, lecz ile mogę zyskać. Jeśli już do czegoś się zabieram to z dużą nadzieją na sukces. Nie ukrywam, że za tym wszystkim stoi człowiek, który ma parę nowych pomysłów. Mam już 32 lata i byłby to mój poważny życiowy krok. Mnie to po prostu pociąga.

- A może władze Zabrza dostrzegają poważne ryzyko, skoro nagle się ociągają z zawarciem umowy. Czy miasto może stracić?

- Nie, może tylko nie zyskać. Moja oferta jest na tyle stabilna, że nie grozi jakieś niebezpieczeństwo.

- W wielu przypadkach, gdy inwestor chciał wejść do klubów, to właściwie gra toczyła się o atrakcyjne tereny obok stadionów. Najlepszym przykładem jest tu szczecińska Pogoń. Czy Koźmiński także chciałby w Zabrzu działeczkę przy stadionie?

- W naszym przypadku nie chodzi o dzierżawę terenów, tylko o użyczenie na warunkach, które klub wytrzyma ekonomicznie. Naprawdę, za tą propozycją nic nie stoi. Zresztą, jakie tu są tereny? Dlatego nie chciałbym porównywać tej sytuacji z przypadkiem szczecińskiej Pogoni.

- Pana ojciec, Zbigniew, od pewnego czasu pełni funkcję prezesa zarządu Górnika. Dzięki temu Koźmińscy mają znajomość realiów, wiedzą co w trawie piszczy. I podobno kondycja Górnika jest fatalna. Nie wystarczy wykupić akcje, trzeba jeszcze sporo zainwestować w sam klub, żeby to ruszyło. Czy Marek Koźmiński jest szaleńcem, czy też przebiegłym kapitalistą?

- To prawda, że w klubie są pewne zaległości. Ogólnie przeżywamy przecież pewien kryzys, nie tylko w polskim piłkarstwie. Nawet w Brescii czy Realu są piłkarze, którzy zarabiają miliony, ale są i tacy, którzy biorą tylko 40-50 tysięcy euro. Wyraźnie skurczył się rynek transferowy. W tym roku dojdzie zaledwie do kilku znaczących transferów. Teraz to koło zamachowe znajduje się w najniższym punkcie, lecz wierzę, że ruszy i to jest najwłaściwszy moment na wskoczenie. Dziwię się tylko, że wszędzie w Europie futbol jest w pewnym zakresie dotowany przez państwa, a nas nie. W Polsce futbol jest niszczony. Oto w Krakowie wyłożono grubą forsę z państwowej kasy na budowę toru dla kajakarzy górskich, a nie ma pieniędzy na stadion mistrza Polski. U nas zawsze się mówi, że piłka ma kasę, że sama sobie poradzi, a to nieprawda.

- W marcu byli w Górniku działacze Brescii z dyrektorem Gianlucą Nannim na czele. Czy liczy pan na współpracę z Włochami? Brescia, jak ostatnio ujawniono, także wpadła w tarapaty finansowe.

- Współpraca z włoskimi klubami polegałaby na tym, że wniosłyby one aport rzeczowy, chodzi o wymianę zawodników. W tej kwestii wszystko zostało już uzgodnione, ale na razie nie ma tematu.

- Czy Marek Koźmiński będzie już tylko prezesem, czy nadal też piłkarzem?

- Nie uważam się za człowieka, który sportowo już się wypalił. Ale nie wiem co się stanie w najbliższym czasie. Jestem jeszcze zawodnikiem Górnika. Wszystko zależy od tego jak się ułożą sprawy w klubie. Jeśli zmiany własnościowe potoczą się zgodnie z planem, prawdopodobnie przestanę grać.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]