Forum
 

Rozmowa z Markiem Koźmińskim, nowym zawodnikiem Górnika

Nie boi się pan powrotu na polskie boiska?
Swoje już przeżyłem. Myślę, że największym problemem może być polska mentalność, przyznam, że wśród zawodników występujących w zachodnich ligach powszechna jest opinia: lepiej nie wracać, bo obrzucą cię błotem. Tu często nie docenia się klasy dawnych mistrzów, tylko czeka na ich potknięcia. Wierzę, że mój przykład przełamie nieco ten stereotyp.

A jeśli nie wywiąże się pan z roli zbawcy Górnika?

Ja przecież nigdy takiej roli na siebie nie wziąłem. Mam 32 lata, wiem na co mnie stać, ale wiem też, że już się nie zmienię. Często wykonuję na boisku pracę mało widowiskową. W całej karierze strzeliłem niewiele bramek i szczerze mówiąc nie sądzę, żebym w Zabrzu zdobył zdobył więcej niż jedną. Poza tym spełniam obecnie rolę, w której nie czuję się najlepiej. Zawsze wolałem grać jako skrajny lewy obrońca w ustawieniu 4-4-2

Próbował pan o tym porozmawiać z trenerem Fornalikiem lub z ojcem, prezesem Zbigniewem Koźmińskim?

(śmiech). Nie można mieć wszystkiego, czasami lepiej ugryźć się w język. Zresztą trener w klubie to nie selekcjoner, może korzystać tylko z tych piłkarzy, których ma w kadrze i pod nich ustawiać taktykę.

Co pana zaskoczyło w polskiej lidze?

Na plus oceniam bazy klubowe, które zdążyłem już poznać, czyli Górnika i Zagłębia Lubin. Wiele klubów w Europie ma podobne, tyle że zamiast cieszyć się z tego co jest i w miarę możliwości wciąż je rozbudowywać, lubimy porównywać się od razu z poziomem dla nas niedostępnym, np. stadionami Schalke czy w Amsterdamie. Niezły jest także poziom meczów, choć razi trochę brak grania na jedno, dwa tempa. Ciągle jest moda na przyjęcie piłki i holowanie jej przez pół boiska. Wiele rzeczy robi się też na pokaz. Butów w szatni polskiego klubu często starczyłoby na Zachodzie na kilka sezonów. I tam nie ma już mody, żeby były one widoczne , nawet ze stu metrów. Bywa i tak, że gra się w starym obuwiu, pocerowanym, bo świetnie leży na nodze.

Co pana zaskoczyło w treningach?

Duży nacisk na strzały. Nigdzie na świecie się z tym nie spotkałem. W Udinese na przykład w ogóle nie strzelaliśmy, dopiero dwa dni przed meczem przeprowadzano krótkie zajęcia i to tylko dla tych, którzy mieli szansę zdobyć bramki. Znacznie więcej było zajęć "na sucho", uczenia się na pamięć różnych wariantów zagrań, co potem procentowało w meczach. Bywało i tak, że szło się z trenerem przez boisko, a on pokazywał: ty staniesz tu, a ty tu.

Są w Polsce wybitni trenerzy?

Są, najlepszym obecnie jest Jerzy Engel.

To sobie pan zamyka drogę do kadry Pawła Janasa...

Raczej nie, bo wiem, że on też podziela tę opinię.

A więc Engel powinien nadal pracować po mistrzostwach świata?
Według mojej prywatnej opinii tak właśnie powinno być. Bo miał pomysł na kadrę i coś z niej stworzył. O tym,że miał rację, świadczył fakt, że Zbigniew Boniek, który - co nie jest powodem do wstydu, jest znacznie lepszy np. jako dyrektor sportowy niż szkoleniowiec - najpierw dokonał wielkiej rewolucji, a potem przed meczem z Rumunią zaczął wracać do sprawdzonych zawodników.

Janas też zaskakuje: powołał tylko siedmiu "stranieri".

I, znów mówiąc prywatnie, nie wiem, czy to najlepsze wyjście. To nie cykl 15-16 meczów podczas których można się zgrać, tylko dwa bardzo ważne spotkania o punkty. Uważam, że najlepszym rozwiązaniem w środku pola jest duet Piotr Świerczewski - Radosław Kałużny, bo poszukiwania jednego lidera nic nie dadzą, po prostu Polska nigdy nie miała takiego rozgrywającego. Przy okazji opowiem anegdotę. Grałem z Guardiolą, podczas meczu krzyczę do niego: podaj, zagraj itd. A on po ostatnm gwizdku sędziego podszedł do mnie i spokojnie powiedział: nie krzycz, przecież widzę...

Wracając do kadry: występ polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w Korei Płd. i Japonii był porażką. Czy zespół prezentował w Azji niższą formę?

Rzeczywiście tak było z różnych przyczyn. Zaczęło się już na obozie w Niemcech. Większość chłopaków przyjechała zmęczona sezonem, jeszcze tuż przed przyjazdem grała ostatnie mecze. Pojawiły się luki w kadrze, kontuzjowany był Bartosz Karwan, zrezygnowano z Tomasza Iwana. No i zabójcze były warunki w Korei Płd., żadna aklimatyzacja nie mogła na to pomóc. Po 30 minutach pierwszego meczu przy 90-procentowej wilgotności po prostu "zgasło nam światło".

A nie było tak, że poczuliście się już mistrzami świata?

Aż tak to nie, ale rzeczywiście po eliminacjach panowała taka dziwna atmosfera, podgrzewana zresztą także przez media. Proszę spojrzeć na pierwsze dwie minuty meczu z Japonią. Nasi obrońcy stoją na okręgu, ale nie pola karnego tylko środka boiska! Podobnie było z Rumunią. Teraz powiedzielibyśmy sobie: to groźni rywale, musimy pilnować tyłów, a wtedy było takie wrażenie: przyjechali jacyś Japończycy, trzeba im dokopać. I w efekcie graliśmy coś całkiem przeciwnego niż w eliminacjach, za karę nas rozklepali: nie tylko oni, ale też Koreańczycy i Portugalczycy.

Wspomniał pan Tomasza Iwana. Jego nieobecność w kadrze wywołała burzę.

Trochę nie rozumieliśmy dlaczego został odstawiony. Szczególnie, że już na początkuwspomnianego obozu w Niemczech było widać, że z Karwana nic nie będzie, bo on nawet truchtać nie mógł. I może Iwan jednak by się Engelowi przydał, bo Paweł Sibik pojechał do Azji trochę w charakterze turysty, nie był brany pod uwagę przy ustalaniu składu. Kilka razy próbowaliśmy rozmawiać z Engelem, by zmienił zdanie, także dlatego, że Iwan rzeczywiście był naszym kolegą. Przed nami byli w reprezentacji nawet lepsi piłkarze, ale my chyba jako pierwsi stworzyliśmy prawdziwy zespół.

Nie było w tym zespole niesnasek?

Nigdy nie wychodziły na zewnątrz, to też było w porządku. Powstała atmosfera, że mieliśmy odwagę mówienia sobie prawdę w twarz, ale to było między nami. Tak było na przykład, przed pamiętnym, wygranym przez nas 3:2 meczu z Norwegią w Oslo. Jak zwykle mieszkałem w pokoju z Tomkiem Wałdochem. Wieczorem przyszedł Engel i powiedział mu, że nie zagra. Tomek na to: k..., jak to, szykowałem się specjalnie na ten mecz. Było gorąco, ale następnego dnia Tomek sam powiedział: trener miał rację. Gorzej było, gdy dziennikarze szukali jakiejś dziury w całym. Cytowali zdania z treningów, w rodzaju "ty belgijski pedale". A my tak mobilizowaliśmy się do pracy i nikt się nie obrażał. Olisadebe też czasem usłyszał: "ruszaj czarnuchu", zresztą sam potrafił się odciąć. Można tego nie rozumieć, ale tak było.

Na koniec kilka pytań z innej beczki: nosi pan tylko włoskie buty?

Jak najbardziej, rzeczywiście są najlepsze na świecie.

A nie tęskni pan za szynką parmeńską?

Można już ją kupić w Polsce, zresztą żona często jeździ do Włoch i znowu przywiozła mi kilka niezłych rzeczy.

źródło: Trybuna Śląska
nadesłał: Pizzaro



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online