Forum
 

Probierz: Przegrany stawia

W Górniku pojawił się latem 1997 roku. Michał Probierz wrócił wówczas z Niemiec, gdzie grał w zespole Wattenscheid. Nie trafił jednak do chorzowskiego Ruchu, z którego wyjeżdżał do Niemiec, a na Roosevelta. W debiucie zagrał na Łazienkowskiej i... przegrał 0-4. Od tego czasu minęło niemal siedem lat, do dziś jest to ostatnia porażka zabrzan w wyjazdowym meczu z Legią. 

Macie patent na Łazienkowską?

Michał Probierz, pomocnik Górnika: - Mamy wyniki. I to jest ważne. Żadnej wielkiej ideologii bym do tego nie dokładał. Każdy mecz jest inny. Statystyka jest miła, ale tak naprawdę nie będzie jutro mieć żadnego znaczenia.

Pamięta pan ten pierwszy mecz?

- Miłe wspomnienia to nie są. Prawdę mówiąc, w ogóle miałem wtedy nie grać. Górnik długo czekał na mój certyfikat z Niemiec i jeszcze kilka dni przed spotkaniem nie było żadnej gwarancji, że trener Apostel będzie mógł mnie wystawić do gry. Debiutował wtedy też Andrzej Bledzewski i jeszcze kilku innych chłopaków. Dziś zostałem w Górniku tylko ja.

Potem zdarzyła się nawet wygrana Górnika na stadionie Legii.

- Tego meczu długo nie zapomnę. W tygodniu przegraliśmy Puchar Polski w Radomsku, zresztą po słabiutkiej grze. Pewnie nikt nie postawiłby wtedy na nas pięciu groszy. Jak dziś... Do 90 minuty był remis, a wtedy bramkę życia strzelił Tomek Sobczak. I zdobyliśmy trzy punkty. Z tej drużyny też jestem tylko ja.

Pewnie połowa waszego zespołu nawet nie wie dziś, czym w polskiej piłce są mecze Górnika i Legii.

- Pewnie tak. Takie czasy... Ale nie ma co obrażać się na rzeczywistość. Wyjdą na rozgrzewkę i się dowiedzą. Kilku z nas jednak wie, że to dziś największy klasyk polskiej ligi, nawet jeżeli o tytuł gra Amica, a nie Górnik. Powiemy o tym młodszym kolegom. Przez te siedem lat ani razu nie byliśmy faworytem meczu z Legią, ale jakoś się udawało.

Była między Górnikiem, a Legią w tych latach większa - przynajmniej na papierze - różnica umiejętności?

- Chyba nie. Nawet kiedy graliśmy o utrzymanie, byli u nas doświadczeni piłkarze, którzy na mecze z Legią zawsze dawali z siebie wszystko. I czuli atmosferę tych spotkań. Dlatego nie było ważne, ile "siana" w danym momencie było na Łazienkowskiej, a ile na Roosevelta. Żal tylko, że nie zagra Kaziu Moskal. Taki doświadczony piłkarz w meczach z Legią - szczególnie na wyjeździe - to prawdziwy skarb. Z drugiej strony - ogra się młodzież. Tam można się sporo nauczyć.

Pamięta pan, jak w obronie Górnika grał Dickson Choto?

- Oczywiście. Już wtedy widać było, że coś w nim jest. Był jeden problem. Dwóch graczy z Zimbabwe w jednym klubie to o jednego za dużo. Z Kaonderą chodzili swoimi ścieżkami. Choto przytył kilka kilogramów, czasy w klubie też nie mobilizowały. Zaskoczony jego grą jednak nie jestem. Miał i ma papiery na dobre granie, tyle że już wtedy robił w meczu dwa "numery". Widzę, że to mu zostało.

Budżety ponoć nie grają.

- Przez te siedem lat nie mieliśmy wyższego niż Legia, a ograła nas chyba tylko raz: przed rokiem 3-2 w Zabrzu. Ja nogi nie cofnę. Inni pewnie też. To nie sprawa budżetu. Poza tym cieszę się na spotkanie z Tomkiem Sokołowskim. Tym starszym. To mój serdeczny przyjaciel. W przyszłym tygodniu będę w Warszawie i mam nadzieję, że zaprosi mnie na obiad. W końcu przegrany stawia...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online