Średni sezon czternastokrotnego mistrza Polski

Po raz ostatni kibice Górnika Zabrze cieszyli się z mistrzostwa Polski (czternastego w historii klubu) swoich pupili w 1988 roku. Od tego czasu upłynęło szesnaście lat, a zespół z ulicy Roosevelta nie może stanąć na najwyższym stopniu podium. Zmiany ustrojowe w Polsce miały istotny wpływ na bieg wydarzeń w Górniku. Odcięty od kopalń i przemysłu wydobywczego klub, zmuszony został do szukania własnego sposobu na dalsze trwanie. Różnie mu się wiodło. Wiele zależało od możliwości jego kolejnych właścicieli, a te bywały różne. Nikomu jednak nie udało się nawiązać do wielkich tradycji drużyny, która była kiedyś postrachem dla najsłynniejszych zespołów w Europie i na świecie.

Za czołówką
W zakończonym niedawno sezonie Górnik uplasował się na siódmym miejscu na szesnaście drużyn występujących w ekstraklasie. Ze statystycznego punktu jest to niezłe osiągnięcie, bo uplasowało zabrzan w górnym rejonie tabeli tuż za czołówką. Jednak punktowa strata do zespołów ich wyprzedzających była znaczna. Jednak biorąc pod uwagę aktualną sytuację finansową, kadrową i własnościową, na nic więcej nie można było liczyć.
Klub wziął w swoje władanie 33-letni Marek Koźmiński, były wielokrotny reprezentant Polski, który przez jedenaście lat występował w ligach włoskich. Wcześniej prezesem Górnika został jego ojciec Zbigniew. Klan Koźmińskich trafił w Zabrzu na trudny grunt. Wciąż nie są uregulowane sprawy własnościowe, ale głównie dlatego, że są bardzo zawiłe i nie da się ich w jasny i krótki sposób wytłumaczyć. Dla młodego Koźmińskiego Górnik stał się swoistym poligonem doświadczalnym u progu jego menedżerskiej kariery.

Kadrowa rewolucja
W lecie ubiegłego roku z Górnika odeszło dziesięciu zawodników: Mario Andracić, Grzegorz Lekki (SV Wilhemshaven), Rafał Kaczmarczyk (Groclin Dyskobolia), Rafał Kocyba (Piast Gliwice), Adam Kompała (Szczakowianka), Jacek Wiśniewski (Szczakowianka), Michał Wróbel (Wisła Kraków), Robert Kolasa (Cracovia), Mariusz Nosal (Odra Wodzisław), Tomasz Prasnal (Górnik Łęczna). Każdy z wymienionych prezentował różny poziom, ale trzeba przyznać, że pozbyto się trzonu drużyny. Byli tacy, którzy chcieli sami odejść, jak na przykład Lekki, Wiśniewski, Kompała. Z innymi Koźmiński nie chciał podpisać nowego kontraktu, bo miał już wizję nowego zespołu. Ściągnął weteranów: Krzysztofa Bukalskiego, Kazimierza Moskala, a ponadto Rafała Niżnika, Grzegorza Jakosza, Michała Karwana, Jarosława Popielę, Vladimira Sladojevica, Dimitara Makriewa, Mateusza Bukowca, Pawła Buśkiewicza, Mateusza Bukowca, Przemysława Ekierta. Do kadry pierwszego zespołu włączono także wychowanka Górnika, bramkarza Tomasza Laskowskiego.
Na początki sierpnia przed Domem Muzyki i Tańca odbyła się wielka prezentacja nowej drużyny Górnik. Prowadził ją redaktor Andrzej Zydorowicz. Feta była wielka, nadzieje jeszcze większe, ale co bardziej znający się na futbolu, przewidywali, że ten zespół nie powali nikogo z nóg. Tak też się stało. Górnik przez większość rundy prezentował się mizernie. Dopiero zwycięstwa w trzech ostatnich kolejkach z Odrą Wodzisław 3:1 (dom), Górnikiem Łęczna 2:0 (wyjazd) i Polonią Warszawa (dom), zapewniły Górnikowi siódme miejsce. Osiągnięcie było to zatem niezłe, ale nie oddawało faktycznej wartości drużyny.

Japoński model
W przerwie zimowej Marek Koźmiński zaczął dalej eksperymentować. Najpierw pozbył się dla pieniędzy Adriana Sikory, którego sprzedał do Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Przypływ pieniędzy za tego utalentowanego napastnika miał podreperować wątły budżet klubu, auto głównie chodziło. Nastąpiła też dalsza czystka "starej gwardii". Do Szczakowianki przeszedł Piotr Gieczak, Paweł Pęczak wrócił do GKS Katowice. Ponadto Madrin Piegzik wylądował w Szczakowiance, Marcin Chyła w Piaście Gliwice, Przemysław Ekiert w Koszarawie Żywiec. Odeszli też Aco Stojkow i Marcin Szulik.
Zastrzyk świeżej krwi jaki zafundował młody Koźmiński wprawił w zdumienie wszystkich kibiców nie tylko Górnika. Poszedł on na całość i sprowadził kilku zagranicznych kandydatów na ewentualne przyszłe gwiazdy futbolu. O największy szum medialny zadbał kiedy na Roossevelta zawitał 20-letni Japończyk Kimitoshi Nogawa. Wykorzystano przy tym fakt, że był on pierwszym piłkarzem z "Kraju Kwitnącej Wiśni", który zawitał do polskiej ekstraklasy.
Przed przyjściem do Zabrza występował w brazylijskim drugoligowym Londrina EC i tam został zauważony przez Koźmińskiego podczas jego kilku podróży po ojczyźnie Pelego. W styczniu zorganizowano z wielką pompą konferencję prasową. Sam Nogawa czuł się zaskoczony popularnością, jaka na niego spadła. W Japonii był mniej znany. Wkrótce okazało się, że oprócz grania w piłkę, brał także udział w pokazach mody i te ponoć lepiej mu wychodziły, niż uganianie się za futbolówką. Nogawa wystąpił w kilku meczach, potem doznał kontuzji. Gdy się wyleczył, zaczął się opuszczać w treningach, aż wreszcie zniknął i tyle było z niego pożytku.

Wieża Babel
Kolejnymi nabytkami okazali się Brazylijczycy: Joao Paolo, Hernani i Rambo. Dwaj pierwsi potwierdzili, że są bardzo utalentowani, ale jeszcze wiele się muszą uczyć. Trzeci zbyt mało grał, aby coś konkretnego o nim powiedzieć.
Porozumiewanie się z obcokrajowcami okazało się sporym problemem. Wymyślono im zatem lekcje języka polskiego. Chodzili na nie niemal pod przymusem. Trener Waldemar Fornalik dość długo starał się jakoś poruszać w tej prawdziwej Wieży Babel. Na początku kwietnia powiedział, że dość tego i nie będzie swoim nazwiskiem firmować takich eksperymentów. Nowym trenerem został Czech Werner Liczka. Podsumowaniem jego dwumiesięcznej pracy miał być ostatni mecz sezonu z Górnikiem Łęczna w Zabrzu. Był to chyba najgorszy występ gospodarzy w zakończonym sezonie.
Przegrali oni w fatalnym stylu 0:1. Liczka na konferencji prasowej po tym spotkaniu, nie krył swojej dezaprobaty i był mocno sfrustrowany występem swoich podopiecznych. Górnik zajął ostatecznie siódme miejsce, podobnie jak jesienią. Cóż z tego, kiedy okazało się, że z poziomem gry nadal było kiepsko. Szczęście Górnika w minionym sezonie polegało na tym, że dawno już ekstraklasa nie była tak słaba, bo w przeciwnym razie spadkobiercy czternastokrotnego mistrza Polski mogli się skończyć po prostu źle.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online