Czeski klan

Górnik Zabrze to klub rodzinny. Rządzą w nim Zbigniew i Marek Koźmińscy - ojciec i syn, a występuje Marcel Liczka - syn trenera Wernera. A może niedługo na Górny Śląsk trafi również najmłodszy z familii - Mario, pomocnik najlepszego obecnie w Czechach klubu Banik Ostrawa?
Werner Liczka to zresztą legenda Banika - trzykrotnie jako zawodnik zdobywał z tym klubem mistrzostwo Czechosłowacji w 1976, 1980 i 1981, tam również rozpoczynał karierę trenerską. Później pracował w FC Zlin, znowu w Baniku, asystował przez pięć lat Duszanowi Uhrinowi w reprezentacji (między innymi podczas Euro '96, gdzie czeska drużyna sięgnęła po wicemistrzostwo Starego Kontynentu), próbował szczęścia w Katarze, aż w końcu pojawił się w Polsce - w Polonii Warszawa, gdzie natychmiast zdobył rozgłos i uznanie za pracę w klubie borykającym się z wieloma problemami.

Tak i nie

Jeszcze nim Liczka-ojciec na dobre wyjechał z Warszawy (maj 2002), czeska federacja zaproponowała mu posadę trenera tamtejszej młodzieżówki U-21. A po fiasku operacji Ateny 2004, w kwietniu objął niespodziewanie zespół Górnika Zabrze. - Miałem kilka innych propozycji z Polski, także z ekstraklasy, więc decyzja wcale nie była łatwa, tym bardziej, że z poprzedniego pobytu w waszym kraju zapamiętałem Górnika jako bardzo przeciętny zespół. Tymczasem szybko dogadałem się z właścicielem klubu - Markiem Koźmińskim i zostałem.
Czy traktuje obecny klub tylko jako przystanek na drodze do Wisły Kraków, gdzie - o czym się powszechnie spekuluje - niedługo przejmie schedę po Henryku Kasperczaku? - Takie przymiarki są oczywiście przyjemne i nobilitujące, ale z drugiej strony niezbyt budujące dla moich piłkarzy - mówi 50-letni trener. - W tej chwili interesuje mnie praca długofalowa w Zabrzu i przywrócenie Górnikowi wizerunku jakim cieszył się choćby w latach siedemdziesiątych. Przyjeżdżałem wówczas z Banikiem grać mecze sparingowe i pamiętam doskonale atmosferę trybun i zaciętość tych spotkań. O czymś takim właśnie marzę - żeby na mecze w Zabrzu znowu przychodziło po kilkanaście tysięcy ludzi.
Ściągając syna w ostatnim dniu okna transferowego ze Zliny Werner liczył, że 27-letni Marcel będzie służył doświadczeniem zabrskiej młodzieży, bo graczy dojrzałych, z nielicznymi wyjątkami, Górnikowi po prostu brakuje. - Ta propozycja wyszła nie ode mnie, tylko od Marka Koźmińskiego - mówi trener. - Spytałem jedynie mojego szefa, czy jest absolutnie przekonany, że właśnie tego i takiego zawodnika potrzebuje i czy nie boi się ewentualnych podtekstów, które na pewno się pojawią. Na pierwsze pytanie odpowiedział: tak, a na drugie nie. Transfer załatwiliśmy błyskawicznie.

Balet z kobietami

Dwaj panowie L. mieszkają w Zabrzu oddzielnie, chociaż na początku zajmowali jedno, wspólne (Wernera) mieszkanie. Jednak już po kilku dniach pobytu w Polsce Marcel się wyprowadził, widać woli być na swoim. Ponieważ z Zabrza do Ostrawy jest rapem 80 kilometrów, do rodzinnego domu mogą jeździć nawet codziennie. Ale w praktyce nie zdarza im się to częściej niż trzy - cztery razy w miesiącu.
Dana - żona Wernera i mama Marcela kiedyś tańczyła w balecie. Do częstej rozłąki z mężem zdążyła się już przyzwyczaić. To dzięki niej Marcel poznał swoją żonę, Gabrielę - podobnie jak matka, bardzo atrakcyjną blondynkę. - Kobiety w Polsce i Czechach są najładniejsze, te z południa i zachodu Europy nawet się nie umywają do naszych! - wyjawia swoje estetyczne preferencje senior rodu.
Dana tańczyła w ostrawski balecie razem z przyszłą synową. Ślub starszego syna odbył się cztery lata temu. Gabriela mieszka obecnie w Pradze, gdzie studiuje pedagogikę i występuje w musicalach, więc nie mogła z dania na dzień wszystkiego rzucić i przyjechać na dłużej do Polski. - Bardzo tęsknimy za sobą, więc gdy tylko mogę się urwać z klubu, wsiadam w Opla Vectrę i pruję do Pragi - mówi Marcel. - Dopóki nie mamy dzieci, taki układ jest możliwy, ale gdy stworzymy prawdziwy dom, nie wyobrażam sobie dalszego życia na odległość.

Być jak Zizou

Jest jeszcze trzeci Liczka. 22-letni Mario wciąż mieszka w rodzinnym domu, razem z mamą. - Ma dziewczynę Petrę, spotykają się, ale na żeniaczkę ma jeszcze czas. Teraz niech skupi się na karierze - radzi Marcel.
Kariera najmłodszego z klanu zapowiada się rzeczywiście obiecująco. Mario jest aktualnie mistrzem Czech - z Banikiem i strzelił w lidze kilkanaście bramek. To ofensywny pomocnik, świetny technik, nadto wyróżniający się dobrą kondycją i doskonałym przeglądem pola. - On może grać dwa mecze pod rząd, ma naprawdę żelazną wytrzymałość - uważa starszy brat. - Nie potrafię obiektywnie powiedzieć, który z nich jest lepszy, ma większy talent albo jest inteligentniejszy? - zastrzega się Werner. - Zawsze przemawiać będzie przeze mnie ojciec, a nie obiektywny fachowiec. Mogę ich tylko zmierzyć, zważyć i sprawdzić w sprincie na 20 metrów. Wszelkie moje próby oceny synów w innych kategoriach nie mają sensu.
- Prawdopodobnie to jednak ja byłem bezpośrednim wzorem dla Maria - śmieje się Marcel. - On w przeciwieństwie do mnie, nie mógł pamiętać ojca z boiska. Gdy w wieku sześciu czy siedmiu lat zaczynałem treningi w Baniku, tata akurat sięgał po koronę króla strzelców ligi czechosłowackiej, a Mario uczył się dopiero chodzić.
Liczka-senior, który w sumie zdobył dla Banika 103 bramki, był wówczas bardzo znanym i cenionym w CSRS piłkarze, mistrzem olimpijskim z Moskwy (1980) i brązowym medalistą mistrzostw Europy w tym samym roku. We włoskim turnieju finałowym dwukrotnie pojawił się na boisku - przeciwko Grecji i Holandii, a cztery lata później okazał się najlepszym snajperem rozgrywek krajowych i wkrótce wyjechał zagranicę, zabierając ze sobą żonę i bardzo jeszcze nieletnich synów.
Nic dziwnego, że Mario szukając teraz piłkarskich wzorów wymienia nie własnego tatę, ale Ronaldinho, Tomasa Rosickiego i Zinedine'a Zidane'a - Ja również bardzo cenię Zizou - wtóruje mu Marcel. - Francuz gra tylko i wyłącznie dla drużyny, zupełnie inaczej niż Luis Figo. Do czasu lubiłem też Fernando Redondo, ale i tak najbardziej imponowała mi zawsze elegancja Marco van Bastena.

Razem z Brucknerem

Kariery braci rozwijały się dość podobnie, ponieważ grali w tych samych klubach zagranicznych (w drużynach dziecięcych), w których profesjonalną karierę po wyjeździe z Czechosłowacji kontynuował ojciec. I tak, gdy Mario pierwsze piłkarskie kroki stawiał w wieku czterech lat w Grenobie, Marcel występował już w zespole juniorów tego francuskiego klubu. A potem był belgijski Berchem Sport i znowu francuskie zespoły: Calais oraz Grandhe-Synthe.
Najmłodszy z Liczków cały czas jeszcze pozostaje wierny Banikowi, gdy starszy najpierw grał w Dukli Granice, a następnie w Baniku, Slavii Praga, Chmelu Nlsany, Viktorii Żiżkow i wreszcie w FC Zlin. Marcel trafił również do czeskiej młodzieżówki, w ktorej występował pod okiem Karela Brucknera - tego samego, który podczas ostatnich finałów mistrzostw Europy w Portugalii prowadził ekipę naszych południowych sąsiadów.
W Zabrzu jednak nie po raz pierwszy spotkał się z trenerską szkołą ojca, bo trzy lat temu (1997-2000) Werner Liczka szkolił Marcela w Baniku, a ponieważ odpowiadał w ostrawskim klubie za futbol na wszystkich szczeblach wiekowych, miał też stały podgląd na Maria, któremu jednak najlepiej mógł się przyjrzeć dopiero, gdy sam przejął po Brucknerze reprezentację U-21 i powoływał młodszego z synów.

Bez ojca lepiej

Górny Śląsk to region podobny do ostrawskiego. Dużo upadłych kopalń, a ludzie nie narzekają na nadmiar pieniędzy. - Jednak Ostrawa jest dużo ładniejszym miastem od Zabrza - mówi z przekonaniem Marcel. - Trudno natomiast porównać poziom obu lig, ale na pewno Górnik jest w tej chwili lepszym klubem niż Zlin. Poza tym w Polsce gra się bardziej do przodu, dużo szybciej, zaś Czesi mają skłonność do gry asekuranckiej. Za to baza sportowa na pewnie lepsza jest u nas niż w Polsce.
W Zabrzu właściciel klubu i kibice liczą, że Liczka-trener z zastępu na razie tylko utalentowanych piłkarzy wyłowi prawdziwe perły.
Marcel: - Klub wynajął mi mieszkanie i tak jest lepiej. Nie dorobiłem się jeszcze przyjaciół w Zabrzu, ale jeśli idziemy całą drużyną gdzieś na kolację, to raczej trzymam ze starszymi piłkarzami: Piotrem Lechem, Michałem Chałbińskim, Michałem Karwanem i Krzysztofem Bukalski, z którym mieszkam w jednym pokoju podczas zgrupowań.
Czeski trener w Zabrzu ma mocną pozycję, jest lubiany przez kibiców, zawodników, ceniony przez zarząd. Jak więc będzie z tą podobno już konkretną ofertą Wisły? Marcel: - Pamiętam, jak dwa lata temu mówiono w Ostrawie o tym, że po Jerzym Engelu to właśnie ojciec zostanie selekcjonerem reprezentacji Polski. Ale nic z tego nie wyszło, więc i teraz proponuję zachować spokój.
- Pozostał we mnie lekki żal, że ostatecznie to jednak nie ja, a Zbigniew Boniek, otrzymał wówczas zadanie budowy nowej reprezentacji, bo rozmowy w PZPN były mocno zaawansowane - ujawnia Werner Liczka. - A prowadzenie reprezentacji Polski byłoby dla mnie nawet większym honorem niż praca z drużyną narodową Czech. Ale i tak być może największym moim szkoleniowym sukcesem są wyniki ankiety sprzed dwóch, w "Piłce Nożnej", gdy siedemdziesiąt procent uczestników wskazało właśnie mnie jako najbardziej właściwego następcę Engela. Polacy są otwarci na ludzi, charaktery macie bardzo podobne do Francuzów. Lubię was! (Przepisał: TomeKSG)

Tekst: Zbigniew Mucha / Piłka Nożna

źródło: Piłka Nożna
nadesłał: kostek



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online