Rozmowa z Markiem Wleciałowskim, trenerem Górnika

» Czy Edward Lorens przygotował pana na swoje odejście, sugerował taką możliwość?
Marek Wleciałowski: - Nie. To co się wydarzyło było dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Skończyliśmy trening, a on przyszedł i pożegnał się ze mną. Dla mnie to było zagadkowe i niezrozumiałe.
» Zapytał go pan co się stało?
- Tak, ale ta sprawa jest poza mną – zarówno jeżeli chodzi o uczestnictwo, jak i wiedzę. Myślę, że trzeba to zostawić. 

» Podczas zgrupowania realizował pan plany Lorensa?
- Dużo rozmawialiśmy, nie lekceważę jego sugestii. Bardzo cenię Edwarda Lorensa. Zawsze się liczyłem z jego zdaniem i nigdy nie wypierałem się tego, że to przy nim w Ruchu zaczynałem grać w piłkę. A to są najważniejsze momenty w życiu piłkarza.

» Nie czuje pan dyskomfortu, że właściciel klubu Marek Koźmiński narzuca panu współpracowników, że nie może ich pan dobrać sobie sam? Już we Włoszech pana asystentem został Słowak Karol Marko...
- Trzeba sobie uświadomić jedną sprawę, bardzo ważną: sposób prowadzenia zespołu, styl zarządzania klubu, organizacja są narzucone – w sensie pozytywnym – przez właściciela Górnika. Marek dysponuje bogatym doświadczeniem zawodniczym, obyciem międzynarodowym, ma jakąś wizję i na miarę tutejszych warunków próbuje ją realizować. Tak było rok temu, gdy przychodziłem do Zabrza, tak jest i dzisiaj. Ja nie mam jeszcze żadnego dorobku, żeby od początku do końca móc realizować swoją wizję. Praca trenerów w Polsce polega m.in. na tym, żeby korzystać w sposób optymalny z warunków jakie są stworzone. Tutaj takie są, mimo tych chmur, które raz gromadzą się ciemniejsze, a raz się rozwiewają.

» Jak się panu współpracuje z nowym asystentem?
- Zostaliśmy sobie przedstawieni w pierwszym dniu zgrupowania i po prostu od razu wzięliśmy się do pracy. On ma już pewne doświadczenie trenerskie, pracował w Meksyku, był na kilku stażach we Włoszech. Zna włoski, hiszpański i portugalski więc jest bardzo pomocny w komunikacji z cudzoziemcami. Bardzo wiele wnosi też od strony taktycznej, jako osoba wychowana na włoskim stylu cechującym się głównie ścisłym przestrzeganiem organizacji gry. To jest tożsame z moim spojrzeniem: z tym, że odpowiednią taktyką można bardzo wiele zdziałać, poprzez swoją konsekwencję w grze wykorzystać błędy przeciwnika.

- Zatrudnienie Słowaka kończy formowanie sztabu szkoleniowego Górnika?
» Uważam, że przy tak dużej liczbie zawodników, przy takich ambicjach w klubie, tak jak dotychczas nie może funkcjonować druga drużyna. Dotąd to funkcjonowało tylko dzięki dobrym chęciom trenera Kobiałki. Ludzie, którzy nie grają w pierwszym zespole też muszą mieć możliwość realizacji – jeżeli ma być jakiś sens prowadzonej tu pracy. Powtarzają to wszyscy szkoleniowcy pracujący w Górniku. Rozmawiamy o tym z Markiem, który dostrzega ten problem, nie lekceważy go.

» Nie boi się pan, że właściciel klubu będzie chciał wpływać na niektóre pana decyzje, bądź wręcz ingerować w sprawy czysto szkoleniowe lub personalne?
- W takim zespole ludzkim, wymiana poglądów to coś normalnego. Jak dotąd, gdy byłem świadkiem rozmów dotyczących zawodników, Marek niczego nie narzucał. Życie zaś pokazuje, czy decyzje zostały podjęte dobrze, czy błędnie. Jeżeli sugestia będzie miała logiczne przesłanki, będzie miała służyć jakiejś sprawie, to dlaczego z niej nie skorzystać?

» Ale czy jest jakiś margines tolerancji, na przekroczenie którego pan sobie nie pozwoli?
- Oczywiście. To nie jest kwestia tolerancji, tylko kierowania się argumentami – za i przeciw.

» Uchodzi pan za niespotykanie spokojnego człowieka. Czy w nowej roli przez te dwa tygodnie zdarzyło się panu choć raz wybuchnąć?
- Na treningu – nie. Ale na jednym ze spotkań zespołu – tak. To było zaznaczenie pewnego faktu, uporządkowaniem spraw. Myślę, że pod względem psychologicznym to było potrzebne wszystkim, bo rola drugiego trenera, a pierwszego to zupełnie inna perspektywa. Musiałem sam szybko dojrzeć do tej nowej roli. Nie wiem, czy już dojrzałem, ale myślę, że to była ważna sprawa. To też rodzaj nowego bodźca, który diametralnie zmienia sytuację.

- Stosunek piłkarzy do pana się zmienił? Zachowują większy dystans?
» Każdy z zawodników, w większym lub mniejszym stopniu, musi sobie uświadomić, że obojętnie jaki jest trener, muszą myśleć o sobie, o swoim rozwoju. Jeżeli ktoś tego nie zrozumie, to choćby nie wiem jak dobry był trener, wcześniej czy później musi odpaść.

» Będzie pan prowadził zespół sam, czy ktoś inny będzie firmował pana pracę swoim nazwiskiem? Jakie są szanse na uzyskanie przez pana licencji?
- Jeszcze trzy tygodnie temu do głowy nie przychodziło mi, że będę pierwszym trenerem. I szczerze mówiąc spadło na mnie tyle obowiązków, że nie zastanawiałem się nad licencją. Cała sytuacja wyniknęła z dnia na dzień, a ja i tak jestem związany umową z Górnikiem do czerwca 2006 roku. We Włoszech nie było sposobności, żeby o tym porozmawiać. W najbliższym czasie na pewno jednak zapytam właściciela i prezesa jak oni wyobrażają sobie rozwiązanie tego problemu. Ja jestem człowiekiem, który postępuje zgodnie z prawem, zasadami. Nielogiczne byłoby, żebym sam zaczął szukać jakichś sposobów. Z drugiej strony podejmę kroki, żeby zorientować się jakie są moje szanse na uzyskanie odpowiednich uprawnień.

» Co musiałby pan zrobić, by spełnić ten niezbędny warunek, czyli uzyskać status trenera I klasy?
- Kurs, który do niedawna trwał pół roku, a teraz chyba sprowadza się do odbycia jednej lub dwóch dwutygodniowych sesji.

» Czy Górnik pod pana dowództwem to będzie kontynuacja sposobu gry zaproponowanego przez Wernera Liczkę?
- Myślę, że trochę się zmieni. Z tą wizją, pomysłem na grę zespołu to jest tak, że każdy trener ma swój sposób patrzenia. Ale na tym etapie mojego rozwoju praca z Wernerem to było niepowtarzalne doświadczenie. Jeżeli chodzi o podejście, serce i zaangażowanie to jest to absolutny top – tak jak on sam lubił mówić.

» Czeski trener jest spokojny o to, że na pewno świetnie pan sobie poradzi. Dzwonił do pana pogratulować awansu?
- Gdy Werner objął Wisłę Kraków mieliśmy okazję tylko raz porozmawiać, a od czasu gdy ja dostałem nominację w Górniku – jeszcze nie.

» Czy jest szansa, żeby w tym składzie personalnym Górnik zrobił krok do przodu?
- To wszystko zależy od tego czy zespół mentalnie wytrzyma to, co chce zrobić na boisku, czy podda się presji przeciwnika. Najważniejsze będzie to, czy skupimy się na sobie i wytrzymamy ciśnienie związane z tą zwyczajną wojną boiskową, czy też poddamy się przeciwnikowi, oczekiwaniom mediów, kibiców. To będzie główny wyznacznik tego, czy będzie lepiej, czy też będzie przeciętnie.

» Ma pan już wizję drużyny, jak będzie wyglądała podstawowa 18-ka w rundzie wiosennej?
- Jest grupa tych najbardziej doświadczonych zawodników, taki kręgosłup nadający kierunek pozostałym: Wojciechowski, Karwan, Ulisses w obronie, Bukalski i Liczka w pomocy. Dobrze rokuje rywalizacja Felipe i Kuzery na prawej obronie. Cały czas potwierdza, że chce się rozwijać Arek Aleksander.

» Kto zagra na lewej obronie po odejściu Jarosława Popieli?
- To może nie będzie zawodnik w takim stopniu ofensywny jak Jarek, ale będzie zabezpieczał nam tę stronę i w ten sposób stworzy większe możliwości w ofensywie Piotrowi Brożkowi. Pod uwagę brani są Paweł Wojciechowski i rozwijający się Krzysiek Wierzbicki. Także Gustavo Pyziak może tam grać.

» W meczu z Brescią w podstawowym składzie zagrał Marcin Siedlarz...
- We Włoszech prezentował się bardzo dobrze. Gdy w meczu z ŁKS-em kontuzji doznał Łukasz Juszkiewicz Marcin wszedł na pozycję rozgrywającego mając opiekuna, zabezpieczenie w osobie Bukalskiego. I widać, że w tym układzie na boisku zaczął dobrze się czuć. W kolejnych meczach w niczym nie ustępował tym, którzy już prezentują określony poziom.

» Czy nowi piłkarze w drużynie, jak Pyziak, Ulisses, czy zdrowy już Ugo mogą być wzmocnieniem zespołu?
- Ugo widziałem w akcji po raz pierwszy i to w meczach z drużynami Serie A. I okazało się, że on podjął z nimi fizycznie walkę, nie bał się jej. Pod względem motorycznym nie ulęknie się nikogo. Jest przy tym bardzo szybki, mocny, sam może rozstrzygnąć losy meczu. Po jego piłkarskiej kulturze widać, że trenował w profesjonalnych zespołach (grał m.in. w Brescii – przyp. red.). Drzemie w nim spory potencjał. Będzie konkurencją w ataku.

» A pozostała dwójka?
- Pyziak jest dobrze wyszkolony technicznie, może grać na każdej pozycji w obronie. Jest ułożony i przewidywalny. Musi jednak zrobić szybki postęp w języku polskim, bo w grze obronnej dużą rolę odgrywa komunikacja między piłkarzami. Ulisses jest z kolei bardzo żywiołowy. Pod względem temperamentu, instynktu szukania piłki to typowy Brazylijczyk, taki pitbul.

» Co chciałby pan jeszcze zrobić w ciągu trzech tygodni pozostałych do ligowej premiery?
- Chciałbym, żeby obecny układ między Górnikiem, a Gwarkiem został podtrzymany, i żeby dołożyć wszelkich starań, byśmy mogli na sztucznym boisku w Biskupicach trenować – dla dobra tego zespołu. Poza tym chcielibyśmy również odbywać regularne zajęcia na Stadionie Śląskim.

Sylwetka:
Marek Wleciałowski 31 stycznia skończył 35 lat. Jest wychowankiem Konstalu Chorzów, a przez Stadion Śląski i AKS Chorzów trafił do Ruchu. W „niebieskich” barwach rozegrał 249 spotkań w I lidze, zdobył 5 goli, a w 1996 roku sięgnął z zespołem po Puchar Polski. Był grającym asystentem u trenerów Oresta Lenczyka, Bogusława Pietrzaka i Piotra Mandrysza. Karierę piłkarską skończył latem 2003 roku. Zimą 2004 został asystentem Waldemara Fornalika w Górniku, a po jego zwolnieniu pracował także u boku Wernera Liczki i Edwarda Lorensa. Po rezygnacji tego ostatniego został I trenerem zabrzan.

Rozmawiał: Tomasz Mucha / Dziennik Zachodni

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online