Karol Marko: Noga to instrument

Ma 39 lat i pochodzi z Bratysławy. Za sobą staż trenerski w Milanie i Udinese, a także szkoleniowe doświadczenia ze Słowacji i Meksyku. Od niespełna trzech tygodni Słowak Karol Marko pomaga w prowadzeniu Górnika Zabrze Markowi Wleciałowskiemu.
Poznali się pierwszego zgrupowania we Włoszech. Po rezygnacji Edwarda Lorensa pracę Słowakowi zaproponował właściciel zabrzańskiego klubu, Marek Koźmiński.
- Znamy się od kilku lat, ale bliższą znajomość zawarliśmy podczas październikowego meczu reprezentacji Austria - Polska w Wiedniu - wspomina Marko. 
Jest wychowankiem najsłynniejszego słowackiego klubu, Slovana Bratysława, który zresztą teraz pałęta się w II lidze. On też na boisku kariery wielkiej nie zrobił, osiągając ten sam poziom. Grał jako prawy obrońca. Gdy pięć lat temu po raz trzeci musiał poddać się operacji kolana, zawiesił buty na kołku. Skończył kurs trenerski i posiada słowacką licencję B (może prowadzić II-ligowy zespół), a obecnie jest w trakcie robienia tzw. licencji PRO (pod egidą UEFA). Ma też za sobą 8-miesięczny okres pracy w III-ligowym klubie w meksykańskim Acapulco.
- Dotarliśmy do gazdy play-off w walce o II ligę, ale w drugiej fazie odpadliśmy. Na nasze mecze przychodziło nawet 8 tysięcy kibiców. Ale w Meksyku piłka nożna to właściwie jedyny sport - opowiada.
Słowak to prawdziwy poliglota. Mówi i pisze po włosku, hiszpańsku i portugalsku, potrafi też dogadać się po niemiecku i angielsku.
- Włoskiego uczyłem się już w szkole, hiszpańskiego musiałem, bo żona pochodzi z Boliwii, a portugalskiego podczas pracy w Slovanie. W drużynie był jeden Brazylijczyk, Fabio. Ja go uczyłem słowackiego, przy okazji sam skorzystałem - przyznaje.
Ta wielojęzyczność ma ułatwić komunikację pomiędzy samymi piłkarzami i sztabem szkoleniowym Górnika.
- Lubię wiedzieć o czym myśli zawodnik, wsłuchać się w jego potrzeby. Dla mnie nie ma znaczenia, że ty grają Polacy, Brazylijczycy i Argentyńczycy. Wszyscy mogą się od siebie uczyć. Chodzi o to, żeby tworzyć jeden zespół. W takiej grupie problemy są rzeczą normalną, ale ja lubię je rozwiązywać. Jak żona ugotuje zły obiad, to mogę być zły, ale to nie znaczy, że przestaję ją kochać - wyznaje Słowak.
Z zabrzańskim klubem na razie podpisał umowę do czerwca. - Górnik to młoda, naprawdę ciekawa drużyna. Stać ją na niespodzianki. Staramy się nauczyć tych chłopaków, że w piłkę gra się nie nogami, tylko głową. A nogi to tylko instrument - przekonuje.
Podoba mu się styl pracy trenera Realu Madryt, Brazylijczyka Wenderleia Luxemburgo. - Koleżeństwo, ale i dyscyplina. Na boisku i poza nim - zazncza.
Zna dobrze Dusana Radolsky'ego. Gdy Słowak dochodził ze Slovana do Grocliny jon został asystentem nowego trenera, Jozefa Adamca. Ten zaś to jeden z jego trenerskich mistrzów. - Josef na pewno przyjedzie do Zabrza, gdy Górnik będzie grał z Groclinem. Zapowiada się słowacki najazd w Zabrzu - śmieje się.
Niechętnie mówi o swoich ambicjach w zawodzie. - Dla mnie nieważne, czy jestem pierwszy, czy drugi. Liczy się zespół, team. A teraz pracuję w Górnik i skupiam się na tym, co mamy zrobić dzisiaj, jak poprowadzić kolejny trening - opowiada.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]