Forum
 

Obywatel Europy

Marcel Liczka (fot. drożdżal)Na Roosevelta coraz częściej żartują‚ że Wisła Kraków pomyliła się w grudniu i wzięła nie tego Liczkę‚ co trzeba. Piłkarz Marcel i ojciec Werner śmieją się z tego, ale teraz to syn trenera jest na topie.
Rok temu po raz pierwszy pisaliśmy, że starszy syn trenera Liczki być może przyjedzie grać do Polski. W Górniku Zabrze pojawił się 4 miesiące później. - W sierpniu po fatalnym meczu z Zagłębiem Lubin doszliśmy do wniosku z Markiem Koźmińskim, że dobrze byłoby ściągnąć Marcela‚ bo brakuje w drużynie sprytnego piłkarza w środku pola - wspomina Werner Liczka‚ który wtedy jeszcze prowadził zespół Górnika. Jego syn zjawił się w klubie następnego dnia, o... północy.
W Czechach już nikt nie pamiętał o występach Marcela w młodzieżówce‚ o znakomitej grze w Baniku Ostrawa i golu strzelonym Glasgow Rangers w pucharze UEFA w barwach Victorii Żiżkov. Piłkarz we własnym kraju utracił status młodego i zdolnego. - Potrzebował nowego bodźca - przyznaje dziś jego ojciec.

Na początku była pustka
Nie od razu Liczka stał się wyróżniającym piłkarzem naszej ligi. Jesienią grał przeciętnie‚ nie był to ten luksusowy dodatek‚ o którym mówił i marzył wtedy Koźmiński. - Najbardziej przeżywał rozstanie z żoną - mówi senior Liczka. Gabriela‚ żona Marcela‚ nie mogła przyjechać z nim do Polski, bo pracuje w praskim Laterna Magika. To show będące połączeniem teatru‚ tańca i filmu. - Żona pracuje o wiele ciężej niż ja. Ma dwa treningi dziennie‚ a około osiemnastej zjawia się na przedstawieniu. Kocha to‚ co robi i nie przeprowadzi się do Zabrza - twierdzi Marcel. - Bez niej czuję się źle. Nie tak źle‚ jak jesienią‚ ale to przygnębiające‚ gdy człowiek wraca do pustego domu. W wolnej chwili wsiadam w auto i pędzę do Pragi. Nic na to nie poradzę‚ że ze mnie taki rodzinny typ.

W nowej roli
Marcel pustkę wżyciu stara się wypełnić futbolem. W grudniu‚ po słabej jesieni‚ postawił wszystko na jedną kartę. - Opracował indywidualny tok przygotowań‚ który pozwolił mu wrócić do stuprocentowej formy - zdradza ojciec Werner.
W planie Marcela nie było niczego nadzwyczajnego. - Praca‚ praca i jeszcze raz praca - mówi on sam‚ a w Górniku dodają‚ że tak optymistycznie nastawiony do życia facet musiał w końcu wrócić na top. - To człowiek‚ którego do rany można przyłożyć. Taki jak jego ojciec‚ i teraz to on robi mi w szatni dobrą atmosferę - przyznaje prezes Zbigniew Koźmiński.
Nie byłoby jednak dobrej atmosfery bez dobrej gry. A ta jest‚ bo trener Marek Wleciałowski dał piłkarzowi rolę‚ która pasuje do niego jak ulał. W trzyosobowej linii pomocy Czech jest wolnym elektronem‚ człowiekiem od kreowania gry. - Dodatkowo wychodzącym do ataku z defensywy. Śmiem twierdzić‚ że nie byłby tak skuteczny‚ gdybym ustawił za napastnikami. W mojej formule Marcel wyrasta nagle‚ jak spod ziemi‚ i zaskakuje rywala niekonwencjonalnym podaniem‚ bądź mocnym strzałem. Szuka gry‚ potrafi się skoncentrować na meczu‚ jest nieprzewidywalny - wylicza Wleciałowski.

Kosmopolita
Dobra forma Liczki to jednak nie tylko efekt dobrej pracy wykonanej w grudniu i dokładnego wpasowania w schemat. Zawodnik szybko się zaaklimatyzował‚ bo to typ rodzinny‚ ale i też kosmopolityczny. Jego dziadkowie byli Niemcami‚ on sam zwiedził kawał świata. -
Poznałem chłód i piękno Alp w Grenoble i siłę wiatru w Calais. Byłem w Belgii i wielu pięknych miejscach w moim kraju. Teraz jestem w Polsce i poza tym‚ że tęsknię za bliskimi‚ czuję się tu dobrze.
Co dalej z Liczką w Górniku? - Nie wiem‚ co ze mną będzie w lipcu‚ więc co tu mówić o Marcelu - rzuca prezes Koźmiński.

Od Francji do Polski
Marcel Liczka pochodzi ze sportowej rodziny. Jego ojciec Werner jest trenerem Wisły Kraków‚ młodszy brat Mario gra we włoskim Livorno. Marcel karierę zaczynał w wieku 9 lat we francuskim FC Grenoble. Następnie grał w Belgii - Koninklijke Berchem Sport i znów we Francji - Calais Racing Union TC i Olympigue de Grande-Synthe. Po powrocie do ojczyzny trafił do Banika Ostrawa‚ skąd po 4 sezonach przeszedł do Slavii Praga. Potem reprezentował barwy FK Chmel Blsany‚ FK Victorii Żiżkov i FK Żlin. W sierpniu ubiegłego roku trafił do Górnika. 10 września zadebiutował w polskiej ekstraklasie‚ w meczu z Cracovią. Liczka junior rozegrał 15 spotkań w reprezentacji młodzieżowej Czech.

Piłkarz i baletnica
Marcel i jego żona Gabriela poznali się dzięki mamie zawodnika. Panie razem tańczyły w balecie‚ syn oglądał jeden z występów matki i wpadła mu w oko urocza blondynka. - Dopóki nie przyjechałem do Polski‚ cztery razy do roku chodziłem na jej przedstawienia. Teraz nie mam czasu‚ by popatrzeć na jej taniec. Nawet 4 kwietnia‚ gdy żona miała urodziny‚ życzenia składałem przez telefon - wyznaje Marcel. Gabriela w kwietniu więcej występowała niż jej małżonek. 25 spektakli z jej udziałem obejrzało około 10 tysięcy ludzi. Marcel zagrał tylko 4 mecze‚ które zobaczyło 17 tysięcy kibiców. Tak dobry wynik osiągnął mniejszym nakładem pracy, bo żona więcej czasu trenuje.
Wyliczyliśmy‚ że miesięcznie ćwiczy około 84 godzin‚ podczas gdy jej mąż poświęca na treningi około 50 godzin.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online