Forum
 

Tata broni syna

Marek liczył, że znajdzie dla Górnika poważnego sponsora. Nie udało mu się, więc postanowił odejść. Chłopak ma nauczkę na całe życie - mówi Zbigniew Koźmiński, ojciec byłego właściciela zabrzańskiego klubu.
Według informacji "PS" Marek Koźmiński, który w poniedziałek przestał być właścicielem Górnika, oddając swoje akcje firmie Polind SA, w Zabrzu zarobił milion złotych. I dopiero wtedy postanowił się wycofać. Zarzuty odpiera jego ojciec Zbigniew Koźmiński, który nadal pełni funkcję prezesa Górnika. 

» Co stało się z pieniędzmi za transfery Hernaniego do Kolportera i Michała Karwana do Cracovii? Wpłynęły na konto syna?

Zbigniew Koźmiński: To klub zarobił na tych transferach, a nie Marek. Hernaniego Górnik sprzedał za 500 tysięcy złotych i do tej pory wpłynęło tylko 150 tysięcy. Czekamy na pozostałe raty. Za Karwana klub jeszcze nic nie dostał, ale to była umowa łączona ze sprawą wypożyczenia Jacka Wiśniewskiego. "Wiśnia" został do nas wypożyczony, zaś Cracovia będzie go utrzymywać.

» Wiemy jednak, że oferował Karwana Legii za 800 tysięcy. Z pewnością chciał zarobić.

- 800 tysięcy to bzdury. Ceny za tego typu piłkarza chodzą na poziomie kwoty dwukrotnie mniejszej. Legia oferowała zaledwie 160 tysięcy zł. i sprawa upadła.

» Zastanawiamy się, dlaczego syn nie odszedł z Górnika jeszcze w czerwcu, zaraz po sezonie, ale uczynił to przed inauguracją kolejnego. Czyżby chodziło mu o to, by do końca pilotować transfery Karwana i Hernaniego, dość drogich graczy na giełdzie transferowej?

- Nic za nich nie skasował, bo nie miał takiej możliwości. Transfery, o czym już mówiłem, nie zostały jeszcze skonsumowane, nie licząc pierwszej raty za Hernaniego. Marek dlatego nie odszedł w czerwcu, gdyż do końca walczył o zmianę sytuacji w klubie. Szukał nowego sponsora, liczył, że znajdzie poważnego partnera. Ale to się nie udało i chłopak ma nauczkę na całe życie. Drugi raz tego samego błędu nie popełni. Ale nie ma tragedii z powodu jego odejścia, nie zostawił po sobie spalonej ziemi. Na pewno pomógł drużynie, która powalczy w ekstraklasie.

» Władze miasta twierdzą, że Marek nie wyłożył na klub z własnej kieszeni nawet złotówki. Więc jak tu mówić o pomocy...

- Wyłożył i to sporo. Ja szacuję kwoty jego pomocy na ponad milion złotych. Finansował zawodników i wiele innych kwestii, o których nie chcę mówić publicznie, by urząd skarbowy się nie przyczepił. Część tych kwot to były po prostu pożyczki. To wszystko jest w dokumentach i jak tylko klub będzie miał możliwości, to wówczas zrealizuje dług wobec syna.

» Czy naprawdę syn był posiadaczem większościowego pakietu akcji Górnika. A może była to tylko pusta deklaracja?

- Na spotkaniu z prezydentem Zabrza i władzami miasta Marek miał ze sobą wszystkie papiery. Chciał pokazać te akcje, ale nikt o nie nawet nie zapytał. W takiej sytuacji nie było powodu, by się nimi afiszował, skoro władze Zabrza nie chciały ich oglądać.

» Jeśli tak było, to dlaczego wykonał dziwną woltę, oddając je poprzedniemu właścicielowi? » Przecież musiały mieć wartość rynkową, a syn pozbył się ich bez mrugnięcia okiem... Nie chciał na nich zarobić?

- Sprawa jest prosta – Marek wziął je ze spółki „Polind” bezgotówkowo i oddał na takiej samej zasadzie. Nic na nich nie zarobił, bo nie było chętnych na ich zakup. Przekazanie tych akcji Markowi to był swoisty testament świętej pamięci Andrzeja Daszka, poprzedniego właściciela „Polindu”. On wiedział, że syn kocha piłkę i będzie dbał o graczy.

» Za pańskim synem będzie się ciągnęła opinia człowieka, który zyskał finansowo na Roosevelta, a Górnik tylko stracił...

- W żadnym wypadku nie można w ten sposób stawiać sprawy. Nie licząc długu wobec Gwarka, który nie jest naszym długiem, zadłużenie Górnika na dzisiaj to kwota rzędu 1,2 – 1,4 miliona złotych. I to nie jest wina syna. Bezproblemowo dostajemy w PZPN licencje i to o czymś świadczy. Mamy układ ratalny z ZUS i urzędem skarbowym, zaś drużyna jest zapłacona do końca minionego miesiąca. Wyjątkiem są zaległe wynagrodzenia za dwa miesiące dla Piotrka Lecha i Krzyśka Bukalskiego. No i zaległe rozliczenia z byłymi już graczami, Michałem Chałbińskim, Jarosławem Popielą czy Rafałem Niżnikiem. Marek nic nie mógł wyciągnąć w Zabrzu, gdyż wszystkie sprawy były monitorowane przez księgowych PZPN. Poza tym każda spółka przechodzi audyt.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online