Sopocka firma upomina się o Górnika

Do końca tygodnia ma być znana cena akcji Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik Zabrze – tak twierdzi syndyk firmy Polind Marek Płachetko, który jest w posiadaniu prawie 87 procent udziałów. Według wstępnych szacunków za I-ligowy klub nowy właściciel będzie musiał zapłacić od 2 do 4 milionów złotych oraz wziąć na swoje barki dług sięgający blisko 3 milionów.
Poza brytyjskim konsorcjum Stewart International Marketing wciąż nikt inny nie zadeklarował chęci kupienia Górnika. Syndyk uspokaja: – Dopóki nieznana jest cena akcji nie za bardzo jest o czym rozmawiać. Poza tym możliwe, że na razie potencjalni inwestorzy nie chcą odkrywać kart – twierdzi Płachetko.

Tymczasem na ręce prezydenta Zabrza Jerzego Gołubowicza dotarło pismo sopockiej firmy Corporate And Law Ltd, adresowane do syndyka. Przypomnijmy, że trzy lata temu firma z Pomorza pośredniczyła w sprzedaży akcji Górnika pomiędzy Stanisławem Płoskoniem a Polindem.

– Jest to wniosek do syndyka o wyłączenie akcji klubu z masy upadłościowej Polindu. Firma z Sopotu uważa, że ma prawo do tych akcji. Nasi prawnicy badają te dokumenty – informuje Borys Budka z Urzędu Miasta w Zabrzu.

W związku z tym kto wie, czy nie przedłuży się proces przejęcia Górnika przez nowego właściciela.
– To wszystko trwa za długo. Dopinguję syndyka jak mogę, by jak najszybciej znalazł nowego właściciela. Temu klubowi potrzebne są pieniądze – apeluje tymczasem prezes Górnika Zbigniew Koźmiński.

Apel nie dziwi, bo po świetnym początku sezonu drużyna przegrała już trzeci mecz z rzędu. W szatni zaś piłkarze coraz głośniej narzekają na opóźnienia w wypłatach i brak premii za zdobyte punkty. Nie wytrzymał też trener Marek Wleciałowski, któremu kłopoty organizacyjne przeszkadzają w pracy. Dwóch zawodników, Łukasz Juszkiewicz i Błażej Radler, nie pojechało na mecz do Wronek.

– Wcześniej narzekali na kontuzje i przyznali, że nie są gotowi do walki w stu procentach. Moja wiedza na temat ich zdrowia jest niepełna. Tym bardziej, że temat opieki lekarskiej w klubie to osobna sprawa – dyplomatycznie zamyka kwestię Wleciałowski.

Koźmiński uważa jednak, że lamenty piłkarzy są przesadzone: – 80 procent zespołu jest płacona na bieżąco. Wobec czterech, czy pięciu zawodników mamy miesięczne zaległości, ale są gorsze kluby w Polsce. Nie mam wyrzutów sumienia. Klub ma chwilową dziurę w budżecie, ale trzeba grać dalej. Piłkarze to tylko część naszych zobowiązań. Jeżeli Górnik ma wiosną dostać licencję to musi płacić zobowiązania m.in. wobec Urzędu Skarbowego i ZUS-u. Robimy wszystko, żeby przekazać klub nowemu właścicielowi w jak najlepszym stanie – przekonuje Koźmiński.

Górnik wciąż czeka na pieniądze z Cracovii za transfer Pawła Wojciechowskiego, Wojciecha Okińczyca i Brazylijczyka Joao Paolo. Być może wtedy piłkarze dostaną zaległe pensje.

Po okresie napięcia wydaje się, że i w Marka Wleciałowskiego wstąpiła nowa nadzieja: – Te wszystkie kłopoty jeszcze bardziej mnie mobilizują, by udowodnić, że chcieć to móc. Zamierzam skupić się tylko na tym, co na boisku – zapewnia szkoleniowiec.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online