Forum
 

Nie do wiary

Po porażce 2:3 w Warszawie z Legią, szóstej kolejnej w tym sezonie, futbolowi fachowcy mogą sobie wreszcie pogratulować i odetchnąć z ulgą – po 14. jesiennych kolejkach piłkarze Górnika wreszcie „osiągnęli” w ligowej tabeli jedno z dwóch ostatnich miejsc, przypisywane im już z góry przed sezonem.
W kategoriach „nie do wiary” traktowano początkowe wyniki zabrzańskiej jedenastki, która w połowie rundy zajmowała 3-4. miejsce. Półtora miesiąca później spadła niemal na samo dno. Też nie do wiary...
W podobnych słowach skomentował sytuację z 43 minuty piątkowego meczu Jacek Wiśniewski, którego sędzia Marek Ryżek niesłusznie posądził o faul na Piotrze Włodarczyku: – Sędzia powinien występować w programie „Nie do wiary” – podsumował „Wiśnia” wydarzenia, które poprzedziły drugiego gola dla Legii.
Górnicy mogą mieć tylko jednak moralną satysfakcję, że sędzia wypaczył wynik (gdyby nie karny byłoby 2:2), ale w Warszawie nie jest to dla nich pierwszyzna. Rok temu przecież Antoni Fijarczyk też nie uznał im gola Piotra Brożka dającego remis 2:2 (odgwizdał spalonego).
Porażka na Łazienkowskiej boli jednak nie tylko z powodu błędu arbitra. Zabrzanie wcale nie musieli bowiem przegrać z Legią, o czym świadczą dwa gole strzelone gospodarzom w ostatnim kwadransie meczu. O wszystkim zadecydowało koszmarne ostatnie sześć minut pierwszej połowy, zapoczątkowane głupią stratą piłki przez Krzysztofa Bukalskiego, po której Dawid Janczyk otworzył wynik spotkania.
– Gola straciliśmy po moim ewidentnym błędzie – bił się w piersi kapitan Górnika. – Ale niepotrzebnie daliśmy sobie szybko wbić kolejne, bo przecież jedną bramkę zawsze jeszcze można odrobić. A tak...
W ostatnim kwadransie zabrzanie pokazali jednak hart ducha i uratowali honor. Gole Jacka Wiśniewskiego i debiutancki w ekstraklasie Kamila Króla odczarowały też, niezdobytą w lidze przez 476 minut, warszawską bramkę.
– Legia nas zlekceważyła, bo już myślała, że wygrała. Niestety, punktów za drugą połowę nie dają. Ale nie załamujemy się, walczymy dalej i na pewno nie spadniemy – obiecał po meczu „Wiśnia”.
Już najbliższe dwa mecze – z Górnikiem Łęczna i Bełchatowem, oba na własnym boisku – pokażą, czy w tym składzie zabrzan należy już przekreślić. Ale zimowa reanimacja (czytaj: nowy, prężny właściciel) i tak jest nieodzowna, jeżeli 14-krotny mistrz Polski nie chce podzielić losów innych śląskich klubów z wielkimi tradycjami, których dziś w I lidze już nie ma – Ruchu Chorzów, czy GKS Katowice.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online