Więcej Madejskich

Oczekiwania było ogromne, efekt? Niezły w pierwszej połowie i bardzo przeciętny w drugiej. Górnik miał więcej „z gry”, szczególnie przed przerwą dyktując na boisku warunki gry, ale po meczu zadowoleni mieli prawo być tylko goście. Już ustawienie Ruchu świadczyło o tym, że remis na Roosevelta będzie wynikiem, który przyjmą w ciemno. W końcu to Górnik sprowadził latem „głośniejsze” nazwiska, to w Zabrzu jest ambicja zajęcia w tym sezonie miejsca w pierwszej piątce i to wyłącznie kibice Górnika siedli wczoraj na trybunach. Dodajmy, że wypełnili stadion w komplecie, czyli w liczbie około 24000.
Na trybunach było naprawdę gorąco, doping towarzyszył zabrzanom niemal przez całe spotkanie. Na boisku? W składzie Ruchu pewną niespodzianką było wystawienie w ataku młodego Marcina Sobczaka. Ryszard Wieczorek zaskoczył jedynie wystawiając na prawej obronie Michała Pazdana. - Zagrał dobrze, nie popełnił większych błędów - chwalił trener swojego zawodnika.
Pierwsze minuty były nerwowe z lekkim wskazaniem na Ruch. Około 10 minuty Górnik przejął inicjatywę w drugiej linii, zaczął grać bardzo blisko przedpola Pilarza i przede wszystkim za sprawą najlepszego na boisku Piotra Madejskiego zaczął zagrażać bramce Krzysztofa Pilarza. Zaczęło się od jego zagrania do Tomasza Zahorskiego. Pilarz strzał zabrzanina obronił. Trzy minuty później Madejski przeprowadził akcję meczu. Wpadł w pole karne, ograł Grzegorza Barana i potężnie uderzył z ostrego kąta. I tym razem lepszy był Pilarz. To były okazje bramkowe, jednak najlepsza była dopiero przez zabrzanami. Przeprowadzili ją w 24 minucie. Kto zaczął? Oczywiście Madejski, ogrywając przy bocznej linii Wojciecha Grzyba. Zagrał do Zahorskiego, który nie wykorzystał „setki”. Piłka trafiła jednak pod nogi Grzegorza Bonina, a ten z 7 metrów strzelił nad poprzeczką. Bramka była praktycznie „otwarta”.
Ruch ograniczał się do kontry i - choć nie tak dobre - swoje okazje też miał. Dwa razy Michał Pulkowski strzelał minimalnie obok słupka.
To było 45 minut ze wskazaniem na zabrzan, choć na pewno zdecydowanie większe były oczekiwania po piłkarzach, którzy mieli decydować o obliczu Górnika. Bonin, Zahorski, Pitry... Może to będzie siła napędowa Górnika, ale nie było tak w niedzielę.
Po przerwie obie drużyny grały podobnie przeciętnie. Różnica polegała na tym, że Ruchowi taki obraz gry odpowiadał, bo też Pilarz generalnie był bezrobotny. Górnik? Może i chciał, ale kompletnie nie miał pomysłu na sforsowanie defensywy gości. Przy odrobinie szczęścia Ruch mógł nawet pokusić się o bramkę, w samej końcówce oddając minimalnie niecelny strzał obok słupka. Wcześniej w niewielkiej odległości minęło bramkę kolejne uderzenie Pulkowskiego. Górnik praktycznie nie stworzył w tym czasie okazji do zdobycia gola i nic dziwnego, że 24000 widzów wychodziło ze stadionu mocno rozczarowanych. Kolejne derby za pół roku, prawdopodobnie na „Śląskim” i jeszcze raz przy 42000 widzów. I oby stały na lepszym poziomie niż wczorajszy mecz, szczególnie w drugich, bezbarwnych 45 minutach. Takie dwie firmy na pewno stać na wiele więcej.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]