Jędrych: Za spadek nie zamykają

Górnik Zabrze próbuje się odbudować po spadku z Ekstraklasy. - Rok 2009 był najgorszy w historii Górnika - mówi były już prezes Górnika Zabrze.
Jędrzej Jędrych ponad rok pełnił funkcję prezesa Górnika Zabrze. Oficjalnie zaczął w grudniu 2008 roku, skończył dziesięć dni temu. Sam mówi, że sportowo był to najgorszy rok w historii klubu. Jak dziś wygląda jego bilans sukcesów i porażek? 

- Był pan skuteczniejszym politykiem czy prezesem Górnika Zabrze?

- W polityce czułem się spełniony. Co chciałem, to osiągnąłem i absolutnie świadomie podjąłem nieodwołalną decyzję, że z niej odchodzę. Nie miałem z tym żadnego problemu, co w wielu wypadkach nie jest takie oczywiste. Myślę, że postąpiłem uczciwie, bo można zapytać, choćby odwołując się do sondy przeprowadzonej wśród kibiców z pytaniem czy polityk powinien być prezesem, czy nie są politykami panowie Lato, Piechniczek, czy prezes Okrzesik z Podbeskidzia? Czy nie był politykiem pan Szlachta, nie byli politykami panowie Płoskoń i Postolski? Tylko, że w ich wypadkach Górnik był odskocznią do kariery politycznej, a ja z nią zerwałem. To chyba było uczciwe.

- Skuteczność w Górniku?

- Wiem, że kibic na wszystko patrzy z perspektywy wyniku. I oczywiście ma swoją rację, z którą trudno dyskutować, a myśmy przegrali. Rok 2009 był najgorszy w historii klubu i ja to wiem. Czy jednak przegrałem? Ten klub ponad rok temu powstawał niemal od podstaw. Ludzie z zewnątrz nie wiedzą co tutaj było, a właściwie czego nie było. Bo nie było praktycznie niczego. Górnik nie miał grup młodzieżowych, skautingu, na zdrowych i nowoczesnych zasadach nie działał praktycznie żaden dział potrzebny do nowoczesnego i sprawnego zarządzania. Czy pan wie, że obowiązywał statut sprzed 11 lat, kompletnie mijający się z obowiązującym dziś prawem.

- Niektórzy twierdzą, że cała nadbudowa przesłoniła to, co najważniejsze, czyli futbol.

- Ja się z tym nie zgodzę. Oczywiście mogliśmy popełnić błędy, bo nikt nie jest nieomylny, ale uważam, że stworzyliśmy coś bardzo trwałego i niezbędnego. Górnik organizacyjnie stał się nowoczesnym klubem i tego już nie cofniemy. Kilka klubów na Śląsku sportowo jest dziś przed nami, ale na przykład przedstawiciele jednego z nich odwiedzili mnie pytając jak wprowadzić pewne standardy, których u nich nie ma, a w Zabrzu są. Bo wiedzą, że bez tego zostaną w tyle, nie dadzą rady. Za spadek z ligi do więzienia nie zamykają, za sprawy księgowo-finansowe tak, a pod tym względem dziś Górnik jest wyprowadzony na prostą.

- Dlaczego skoro było tak dobrze, to sportowo skończyło się tak źle?

- Można powiedzieć, że to jest sport. Jeden celny strzał Bonina, kiedy miał „setkę” w końcówce meczu z Polonią i bylibyśmy dziś w ekstraklasie. Z jeszcze silniejszym składem, wysokim budżetem, absolutnie stabilną sytuacją finansową.

- Jeden strzał? A może kilka spotkań, jak z ŁKS czy Piastem, które Górnik oddał niemal bez walki. Może kilka transferów, nietrafionych decyzji, źle wydanych pieniędzy?

- Też ma pan rację. Może po kolei. Źle zaczęło dziać się już jesienią 2008 roku. To wtedy powstały w tabeli straty, których nie udało się odrobić. Trener Henryk Kasperczak nie okazał się cudotwórcą, przegrywaliśmy mecz za meczem i widać było, że zespół wymaga personalnych zmian. Potem była zima, kiedy właściciel zrobił wszystko, co mógł, by Górnik pozostał w lidze.

- A w Polsce zastanawiano się nad sensem kilku transferów. W Górniku nie?

- Proszę sobie przypomnieć jak traktowano w Zabrzu pana Kasperczaka. Naprawdę wszystkim się wydawało, że nie tylko utrzyma zespół w lidze, ale zacznie budować Górnika, który za 2-3 lata powalczy o wielkie cele. Myśmy naprawdę w to wierzyli. Tak, praktycznie każde nazwisko, które padło z ust trenera ostatecznie do nas trafiło już na pierwszy trening. Jedno wynikało z drugiego. Skoro zatrudniamy ikonę polskiego futbolu, to trudno było kwestionować po dwóch miesiącach jego decyzje. Zresztą… Potem było jeszcze dwóch trenerów i proszę zauważyć, że każdy rozpoczynając pracę stawiał na tych piłkarzy.

- Wiosna była długa, zaczęliście od wygranej w derbach z Ruchem.

- I to chyba wszystkich uśpiło. Mecz z Ruchem, dobre spotkania z Legią, Wisłą, Lechem… Graliśmy w nich jak równy z równym. Z Lechem powinniśmy wygrać. Myślę, że trener, ale też piłkarze byli przekonani, że spadek nam nie grozi. Było widać ogromne samouspokojenie, a kiedy zaczęło być faktycznie źle, to zaczęła się „nerwówka”. Nie było już nikogo kto potrafiłby to uchwycić i nad wszystkim zapanować.

- Decyzje, których dziś by pan nie podjął?

- Nie pozwoliłbym na zatrudnienie dwóch piłkarzy, ale nazwiska zostawię dla siebie. Za to bardziej zadbałbym o swój PR i wizerunek. Na wiele rzeczy nie reagowałem, wielu nie tłumaczyłem, uznając, że nie o wszystkim ludzie muszą wiedzieć. Dziś widzę, że to był błąd.

- Nie było nim zaleganie z płaceniem piłkarzom?

- Chciałbym płacić co do złotówki, ale proszę mi wierzyć, że nie było z czego. Nie dostawali piłkarze, trenerzy, sam też cztery miesiące nie brałem pensji, a jednak nawet przez moment nie pomyślałem, że to pozwala mi zaniedbywać swoje obowiązki. I naprawdę nie trafia do mnie argument, że piłkarze zaczęli przegrywać, bo nie dostawali pieniędzy.

- Nie wiedział pan po spadku, że będzie źle?

- To się okazało we wrześniu. Wcześniej była nadzieja na „zamknięcie” budżetu.

- Dziś spółka pożycza pieniądze w jednym z banków, a kibic widzi choćby w Zabrzu placówki Allianz Banku i zadaje sobie pytanie, czy nie można było wcześniej i u siebie?

- Nie można było. Przeciętny kibic nie musi tego wiedzieć, więc tłumaczę. Jesteśmy częścią korporacji i obowiązują nas bardzo rygorystyczne przepisy korporacyjne. Górnik limit, który mógł w tych ramach dostać wykorzystał już dawno. To nie jest tak, jak w Groclinie pana Drzymały czy Polonii pana Wojciechowskiego. Jeden właściciel, który da albo nie da. Dziś udało się kredyt dostać i powinien on wystarczyć na bardzo spokojne – finansowo – przetrwanie wiosny.

- Może trzeba było mieć w zawieranych kontraktach zapisy pozwalające znacznie obniżyć lub nawet rozwiązać kontrakty w wypadku spadku? Trochę założyliście sobie sznur na szyję.

- O kontraktach nie chcę zbyt wiele mówić. Powiem tak – w rożnych okresach były podpisywane na różnych zasadach. Uczyliśmy się z każdym „okienkiem” transferowym i myślę, że obecnie podpisujemy je na bardzo zdrowych zasadach, w których piłkarz ma też obowiązki, a nie tylko prawa. Z drugiej strony, kto dwa lata temu w ogóle brał pod uwagę, że Górnik może walczyć o utrzymanie, a tym bardziej spaść? Wtedy powszechne było przekonanie, że może być tylko lepiej.

- Mityczny dyrektor sportowy?

- Za pana Kasperczaka w ogóle nie było takiego tematu. To on miał być osobą odpowiadającą za działkę sportową. Po spadku nie było już na zatrudnienie takiego człowieka kasy.

- Pana kandydat dziś?

- Myślę, że dobry byłby pan Jerzy Brzęczek. Zresztą swego czasu proponowałem mu pozostanie w klubie, już nie w charakterze piłkarza, ale trenera.

- Co będzie jak Górnik nie wejdzie?

- Ostatni kontrakt w charakterze prezesa podpisałem w piątek z Mateuszem Kantorem. Także dlatego, by latem Górnik był przygotowany na różne warianty. Oczywiście, że wierzę w awans, trenera Nawałkę i piłkarzy, którzy dwa razy przegrali, a dziś będą chcieli odnieść wspólny sukces i już nauczyli się grać pod presją. Jest to jednak sport, dlatego musimy mieć przygotowany zespół, który Górnik będzie mógł finansowo utrzymać także w pierwszej lidze. To udało się zrobić.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]