Kulisy przejęcia Górnika Zabrze

Czy Marek Koźmiński, który od ponad roku oficjalnie jest właścicielem Górnika Zabrze, rzeczywiście nim jest? Z dokumentów wynika, że nigdy nie kupił 52 proc. udziałów spółki! Ale Markowi i jego ojcu Zbigniewowi - prezesowi Górnika, ta gra się opłaca...
W sierpniu ubiegłego roku, po miesiącach targów znany piłkarz Marek Koźmiński na specjalnie zwołanej konferencji w Zabrzu zostaje oficjalnie przedstawiony jako właściciel 52 procent akcji Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik Zabrze. Miał je kupić od zabrzańskiej firmy Polind (na początku sierpnia ub.r. Polind miał ponad 86 proc. udziałów i duże kłopoty finansowe - obecnie jest w likwidacji).

Andrzej Daszek, ówczesny prezes Rady Nadzorczej Polindu zapewniał wtedy, że umowa sprzedaży jest potwierdzona notarialnie i rozłożona w ratach na trzy lata. Strony spisały stosowne zabezpieczenia do tej umowy i gwarancję podwyższenia kapitału akcyjnego spółki. Czy tak się stało w rzeczywistości?
"Trybuna Śląska" prześledziła kulisy dziwnego przejęcia akcji Górnika Zabrze. Okazuje się, że Marek Koźmiński nie musiał wydać ani złotówki, żeby stać się właścicielem klubu.

Układ był taki:
1. 30 lipca piłkarz przejmuje 1,7 mln zł, które kiedyś, w 2002 roku, Polind miał wpłacić na podwyższenie kapitału akcyjnego Górnika Zabrze. Czym płaci Koźmiński? Ma przez 5 lat przekazywać 50 proc. praw do powierzchni reklamowych wokół płyty boiska Górnika Zabrze i w ten sposób spłacić sprzedającego. Taki prezent nie dziwi? - Koźmiński to nazwisko, a tego klubowi było trzeba - mówi jeden ze starych działaczy z Zabrza.
2. Pięć dni później Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (de facto sam Polind) podejmuje uchwałę o podwyższeniu kapitału spółki. Z uchwały wynika, że Koźmiński ma objąć akcje w zamian za wkład pieniężny w ciągu 6 miesięcy od dnia podjęcia uchwały - czyli do 3 lutego 2004 r. 29 grudnia piłkarz obejmuje akcje i zobowiązuje się pokryć je gotówką w ciągu 14 dni. Ma wyłożyć dodatkowe 1,7 miliona złotych...
Na taką operację zgadza się Zarząd Górnika, z prezesem i równocześnie ojcem Koźmińskiego, Zbigniewem Koźmińskim na czele.
3. 14 stycznia 2004 roku Polind zawiera z Markiem Koźmińskim umowę potrącenia. 29 stycznia tego roku Zarząd Górnika Zabrze zgłasza do Sądu Rejestrowego wniosek o zarejestrowanie podwyższenia kapitału zakładowego wraz z oświadczeniem, że wkłady zostały w całości pokryte. Z przyczyn formalnych Sąd Gospodarczy zwraca Klubowi wniosek o zarejestrowanie podwyższonego kapitału. Klub odwołuje się od tej decyzji. Bezskutecznie. 23 marca 2004 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach oddala zażalenie Górnika. Orzeczenie jest prawomocne. Do podwyższenia kapitału, a więc i do objęcia nowych udziałów przez Marka Koźmińskiego, nie dochodzi.
Z dokumentów dostępnych w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że spółka wciąż należy do Polindu (86,80 proc.), Marka Sitarza (9,40 proc.) i miejskiej spółki MOSiR (3,80 proc.). Według informacji podawanych przez prezesa Górnika Zabrze Zbigniewa Koźmińskiego, a prywatnie ojca Marka Koźmińskiego - 52 proc. należy do syna, 34 proc do Polindu, prawie 4 proc. do MOSiR-u i ponad 9 proc. do innych akcjonariuszy.
Zgodnie z odpisem z KRS kapitał zakładowy Górnika nadal wynosi 1.060.000 zł. Nie został podniesiony.
Sprawę skomplikowało wycofanie się gminy z przejęcia 30 proc. akcji Górnika. Prezydent Zabrza Jerzy Gołubowicz wycofał się z tego, bo udziały Górnika są... objęte zastawem skarbowym. Gmina nie chciała wchodzić w grząski interes.

A zarobić można...
Marek Koźmiński wszedł do klubu w roli wybawcy, a jego nazwisko miało odświeżyć markę klubu. Jako właściciel Górnika Zabrze może zarabiać na piłkarzach (ostatnia stawka za wyszkolenie piłkarza to 60 tys. euro), dotacji z Canal+, za prawa do transmisji meczów (w ubiegłym roku było to 2,3 mln zł). Ogromne pieniądze, zwłaszcza dla kogoś, który niczym nie ryzykuje - bo nie zainwestował własnych pieniędzy.
Udało nam się dotrzeć do sprawozdania finansowego spółki za ubiegły rok. W 2003 r. przychody ze sprzedaży podstawowych usług (sprzedaż biletów, reklam) wyniosły ponad 1,4 mln zł. W porównaniu z rokiem 2002 - wzrosły o 120 proc. Tylko na sprzedaży dwóch zawodników - Andrzeja Niedzielana i Adriana Sikory - spółka zarobiła prawie 5 mln zł! Spółka, poza autobusami, nie ma własnego majątku. Budynki, stadion i boiska są dzierżawione od gminy, czyli MOSiR-u. Koźmiński właściwie nie płaci za korzystanie ze stadionu, który niedawno za miejskie pieniądze został zmodernizowany za 2 mln zł. 6 tys. zł, które mają wpływać co miesiąc do klubu sportowego MOSiR, tak naprawdę są spłacane biletami.
Co ciekawe, gmina niewiele wie na temat całej spraw i tego co się dzieje w spółce, w której ma 4 proc. akcji. Włodzimierz Mikoda, nowy prezes MOSiR-u (dopiero wchodzi do Rady Nadzorczej spółki) tłumaczy, że "nie ma wglądu do dokumentów". Podobnie jest z Ireneuszem Królem, nowym szefem Rady Nadzorczej spółki Górnik Zabrze. - Rzeczywiście wiele rzeczy mi tam nie pasuje, ale jeszcze nie przeanalizowałem dokumentów - mówi Król. - Wiele podstawowych dokumentów w spółce nie jest zbieżnych ze sobą i to mnie niepokoi. 8 listopada zwołałem posiedzenie Rady. Poproszę o wszelkie wyjaśnienia i dokumenty - dodaje.
Marek Koźmiński nie chciał wczoraj z nami rozmawiać. - Jestem w pracy. Proszę zadzwonić jutro - uciął i rozłączył się.

źródło: Trybuna Śląska



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]